Rusz się, widzu! „Neron” Wiktora Rubina

Podobno najkrótszy pokaz umiejętności artystycznych Nerona – które cesarz dawał podczas urządzanych regularnie uczt – trwał 3 godziny. Informuje nas o tym Michał Czachor, wcielający się w postać rzymskiego władcy w najnowszym spektaklu Jolanty Janiczak i Wiktora Rubina (Teatr Powszechny w Warszawie). Aktor dodaje, że jeśli któryś z gości odważył się nie skorzystać z łaski podziwiania oligarchy w trakcie jego duchowych uniesień, władca manifestował swoje niezadowolenie, zrzucając go na przykład z kilkunastometrowej skały.

Fot. Magda Hueckel

Fot. Magda Hueckel

Przybyli na „Nerona” widzowie także zostają złapani w pułapkę wspólnego biesiadowania z cesarzem. Rubin inscenizuje w Powszechnym ucztę, na którą zaprasza przedstawicieli różnych warstw społecznych. Na podeście wśród aktorów zasiadają senatorowie, czyli posiadacze najdroższych biletów, parter zajmują osoby z biletami obywatelskimi, natomiast najtańsze miejsca na balkonie trafiają w ręce plebsu. Cesarz (Michał Czachor) częstuje hojnie winem i owocami. Zaaranżowana przez Rubina sytuacja teatralna odsłaniać ma opresyjny charakter systemu rządzenia, a autorytarna osobowość Nerona staje się przyczynkiem do ogólnych refleksji na temat technik sprawowania władzy. Zaakcentowanie właściwej teatrowi hierarchiczności i obnażanie składowych spektaklu służy tu analizie mechanizmów ucisku oraz sposobów poddawania kontroli. Reżyser władzę nad spektaklem postanawia oddać w ręce ludu – w ten sposób bada relacje między panującymi nad przebiegiem przedstawienia i tymi, którzy w jego obrębie pełnią zwykle funkcję biernych obserwatorów.

Neron daje się poznać w momencie wielkiego znudzenia zarówno sobą, jak i otaczającą go rzeczywistością. „Jak ja wam zazdroszczę, że możecie mnie oglądać!” – raz za razem wyznaje smutnawo. Znalazł się w emocjonalnym impasie, błaga więc publiczność o dostarczenie mu choć odrobiny emocjonalnej strawy. Początek spektaklu wyznacza więc pewne tropy interpretacyjne – twórcy ironizują na temat roszczeniowej postawy widzów, traktujących teatr wyłącznie jako fabrykę wielkich, szlachetnych wzruszeń. Wobec tego postanawiają zmusić ich do wejścia w aktorskie buty. Goście teatralnej uczty biorą udział w licznych konkursach (m.in. zjadanie na czas piernikowych ciasteczek w kształcie ludzkich płodów), półnagi Seneka (Julian Świeżewski) oferuje jednej z widzek masaż, a kilkoro ochotników ulega symbolicznemu ukrzyżowaniu. Przytwierdzeni do krzyża i wyposażeni w słuchawki – w których zapewne płynie jakaś kojąca melodia – mają poddać się osobliwej sesji medytacyjnej.

Fot. magda Hueckel

Fot. Magda Hueckel

Strategie aktywizowania widzów wpisano w konwencję beztroskiej rozrywki i przyznaję, że z pewnym zdumieniem odnotowałam, jak ochoczo pozwalali oni wciągać się w aranżowane przez aktorów działania, z jaką radością ulegali zachętom do rozmowy, ciągnąc zaczepnie rozpoczynane przez bohaterów wątki! Możliwy do wyobrażenia zarzut o maltretowanie publiczności, częsty w przypadku tego typu spektakli, byłby tutaj łatwy do odrzucenia. Na tym samym polu zaczynają się jednak mnożyć problemy. Przede wszystkim, nieco bardziej zniuansowane aspekty opowieści o rzymskim cesarzu gubią się w mnogości działań inicjowanych na linii aktor-widz. Najbardziej ucierpiał na tym sam tekst Janiczak – dramaturżki, która lubi piętrzyć metafory i komplikować frazy. A ponieważ nie mamy możliwości wnikliwego wczytania się w tekst, to w rzadkich chwilach, gdy postaci zbaczają z komediowej ścieżki i zaczynają prowadzić narrację w języku złożonym z górnolotnych metafor, robi się zbyt ogólnikowo oraz gęsto od pustych słów-haseł.

Poza tym wokół głównego bohatera obraca się całkiem sporo osób – jest jego matka Agrypina, jest była i obecna żona, a także niewolnik Markus, mędrzec Seneka i jeszcze kilku innych. Jednak mapa relacji łączących poszczególnych bohaterów nie zostaje choćby szkicowo nakreślona. Każdy z nich, ledwie muśnięty charakterystycznym rysem, istnieje w kompletnym oderwaniu od pozostałych. Lichy psychologizm sprawia, że nie obchodzą nas ani losy bohaterów, ani okrucieństwo, z jakim traktuje ich Neron. Nawet scena, w której upokorzona i bezbronna Oktawia (Magdalena Koleśnik) występuje przeciw niemu z gwałtowną pieśnią zemsty i w dzikim tańcu zwiastuje kres rządów tyrana, nie jest w stanie nadać spektaklowi poważniejszego tonu. Momenty takie jak ten, które mogłyby prowokować widzów do zrewidowania oswojonych już formuł narracyjnych, nie funkcjonują więc jako skuteczne przełamania mdłej emocjonalnie dramaturgii. Ma się wrażenie, że wszyscy zebrani na teatralnej sali ochoczo przystali na uczestnictwo w scenicznych harcach, polegających na efekciarskim przekraczaniu społecznych konwencji i tak zwanych granic dobrego smaku.

Fot. Magda Hueckel

Fot. Magda Hueckel

W efekcie opisanych wyżej problemów nie bardzo wiadomo, o czym właściwie „Neron” traktuje. Bo chyba zabawa teatralną konwencją nie miała być w nim celem samym w sobie, czego dowodzą jedne z ostatnich słów wypowiadanych przez cesarza. „Jeśli nie chcecie słuchać mojego trzygodzinnego śpiewu, musicie obalić władzę, innej rady nie ma” – informuje Czachor i przytacza wspomnianą już anegdotkę o wielogodzinnych występach Nerona. Intencja interpretacyjna twórców jest jasna: rusz się, widzu, zareaguj! Lub siedź w milczeniu, znosząc cierpliwie serwowane ci upokorzenia. Zabieg ten, jak sądzę, miał obnażyć, jak pozorne jest poczucie sprawczości, której złudzenie Rubin roztaczał nad widzami przez ostatnie półtorej godziny. I gdyby ten właśnie problem stał się esencją „Nerona”, gdyby jego celem było wystrychnięcie publiczności na dudka – pokazanie, z jaką łatwością ulegamy manipulacjom, gdy delikatnie choćby się nas połechce, uwiedzie podarkami i oczaruje perlistym śmiechem – byłabym skłonna bronić tego przedstawienia i jego szkicowej kompozycji. Ujawnienie mechanizmów zmyślnej strategii uwikłania odbiorcy w strukturę przedstawienia w żadnym momencie jednak nie następuje. Wobec tego jedyne co po warszawskiej uczcie pozostaje, to wrażenie niezobowiązującej rozrywki. Lekkiej, letniej i bez konsekwencji.

Nasza ocena:

żarówki 2-01

Teatr Powszechny im. Zygmunta Hübnera w Warszawie
„Neron”
reżyseria: Wiktor Rubin
tekst i dramaturgia: Jolanta Janiczak
scenografia: Michał Korchowiec
kostiumy: Hanna Maciąg
muzyka: Krzysztof Kaliski
reżyseria światła: Jacqueline Sobiszewski
obsada: G. Artman, J. Beler, K. Bielawka, A. Ilczuk, M. Koleśnik, J. Wyszyńska, M. Czachor, G. Falkowski, M. Łasowski, W. Rodak, J. Świeżewski
premiera: 23.03.2018 r.

 

Korekta: Marta Połap, Marta Rosół


agata_kędzia

Agata Kędzia – REDAKTORKA DZIAŁU TEATR
Rocznik ’96. Absolwentka kulturoznawstwa na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach, studentka Wiedzy o Teatrze na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Współprowadząca cykl Premier Studenckich w Teatrze Śląskim im. St. Wyspiańskiego w Katowicach