Bardzo smutne wakacje – recenzja filmu „Ava”

Projekt Scope 100, realizowany przez Gutek Film, od czterech lat umożliwia polskiej widowni dokonywać wyboru jednego filmu, który wejdzie do kinowej dystrybucji. Co roku wyselekcjonowani na podstawie zgłoszeń uczestnicy projektu dostają od dystrybutora internetowy dostęp do kopii niezależnych filmów z całego świata, dobrze przyjętych na najważniejszych festiwalach filmowych. W tym roku zwycięzcą, okazał się debiut pełnometrażowy francuskiej reżyserki Léi Mysius pod tytułem „Ava” (2017). Czy i tym razem Gutek Film sprezentował swoim widzom miłą filmową niespodziankę na dobry początek wakacji?

fot. materiały prasowe

fot. materiały prasowe

Premiera „Avy” odbyła się na ostatnim festiwalu w Cannes, gdzie reżyserka została nagrodzona wyróżnieniem Stowarzyszenia Autorów, Reżyserów i Kompozytorów (SACD).Nie jest to pierwszy projekt Léi Mysius, który został doceniony przez krytyków. Jej poprzednie trzy filmy krótkometrażowe: „Cadavre exquis” (2013),Les oiseaux-tonnerre” (2014), „L’île jaune” (2016) zostały włączone do towarzyszącej festiwalowi w Cannes selekcji Cinéfondation, nagradzającej utalentowanych studentów szkół filmowych z całego świata, ze szczególnym uwzględnieniem francuskich uczelni.

Jako absolwentka wydziału scenopisarstwa prestiżowej paryskiej Szkoły Filmowej Fémis, Mysius zdaje się doskonale trafiać w gusta festiwalowych selekcjonerów. Jej twórczość inspirowana jest zarówno neomodernistycznym kinem Bruno Dumonta, jak i surrealistyczną awangardą filmową lat dwudziestych. Dobrym przykładem na łączenie ze sobą tych dwóch różnych inspiracji jest jej pierwszy film „Cadavre exquis”. Tytuł nawiązuje do artystycznego eksperymentu surrealistów, polegającego na dokańczaniu dzieła rozpoczętego przez innego artystę. Przedstawiona w etiudzie historia znudzonej wiejskim życiem małej dziewczynki kojarzyć się może z estetyką slow-cinema. Postrzeganie filmu diametralnie zmienia się jednak w momencie, gdy bohaterka wyławia z pobliskiej rzeki ciało martwej dziewczyny. Francuska reżyserka opowiada o trudnym okresie dojrzewania przez pryzmat przeżywanego przez bohaterkę traumatycznego doświadczenia. Podobny motyw pojawia się także w „Avie”.

fot. materiały prasowe

fot. materiały prasowe

Tytułowa bohaterka to trzynastoletnia dziewczyna, która razem z matką i młodszą siostrą spędza ostatnie tygodnie wakacji na słonecznych plażach Akwitanii. Miły odpoczynek przerywa lekarska diagnoza, dotycząca szybko postępującej choroby oczu, która ma doprowadzić do jej całkowitej ślepoty. Tragiczna wiadomość motywuje nastolatkę do jak najintensywniejszego wykorzystania pozostałego jej czasu. Razem z poznanym na plaży rówieśnikiem, rozpoczyna młodzieńczy bunt przeciwko wszystkim, którzy będą próbowali zepsuć ich wakacje.

Choć historia na pierwszy rzut oka wygląda na niezbyt wymagający film o problemach nastolatków to zostaje opowiedziana przez reżyserkę bez zbędnego melodramatyzowania. „Ava” to film niezwykle mroczny, któremu daleko do sentymentalnych opowieści o dorastaniu. Choroba bohaterki wprowadza do filmu niepokojącą, wręcz apokaliptyczną atmosferę, a niespodziewana sekwencja koszmaru sennego wizualnie nawiązuje do najbardziej drastycznych kadrów z filmografii Buñuela. Ciekawym pomysłem na zreinterpretowanie typowego teen movie wydaje się być także wprowadzenie przez Mysius do fabuły filmu zwierząt, których konkretne zachowania zapowiadają czekające bohaterów przeciwności.

fot. materiały prasowe

fot. materiały prasowe

Tę oryginalnie ukazaną, oniryczną opowieść doskonale dopełniają zdjęcia stałego współpracownika reżyserki – Paula Guilhaume. Film w całości sfilmowany został na taśmie 35 mm, co nadało obrazowi niezwykłego kontrastu i ciepła, które kojarzyć się może z intensywnym, wręcz oślepiającym światłem letniego dnia. Jednocześnie kadrowanie, koncentrujące się na planach ogólnych krajobrazu i detalach ciała tytułowej bohaterki, zdaje się imitować postępującą utratę wzroku nastolatki. Użycie fizycznego nośnika oraz inwencja operatora, sprawiają, że obraz posiada własną fakturę, do percypowania której nie wystarczy tylko zmysł wzroku.

fot. materiały prasowe

fot. materiały prasowe

W podobny sposób mówić można o ścieżce dźwiękowej filmu. Skomponowana przez Florencię Di Concilio nieprzyjemna i agresywna muzyka, z czasem, gdy bohaterka przyzwyczaja się do postępującej utraty wzroku, staje się coraz bardziej harmonijna i czysta. Jak wspominała reżyserka w wywiadach udzielonych podczas festiwalu w Cannes, wszystkim twórcom filmu zależało na tym, żeby miał on cechy fizycznego przedmiotu, a nie tylko utworu audiowizualnego. Bez wątpienia cel ten udało jej się osiągnąć.

O ile pod względem technicznym „Ava” potrafi zachwycać, to opowiedziana w filmie historia razi chaotycznością. Mysius, choć sprawnie przywołuje filmowe konwencje, poczynając od awangardowej twórczości Germaine Dulac i na kinie gangsterskim Arthura Penna kończąc, to nie potrafi połączyć ich w spójną całość. Bohaterowie miotają się między różnymi niepowiązanymi ze sobą miejscami i wydarzeniami, tracąc przy tym na wiarygodności. Trudno jest polubić Avę, która choć odważnie radzi sobie z postępującą chorobą, to nazbyt często doprowadza do kompletnie nieprzemyślanych i zwyczajnie przykrych wydarzeń. Fabuły nie ratuje także wprowadzenie symbolicznych postaci zwierząt, które pod koniec filmu stają się błahą metaforą sytuacji tytułowej bohaterki.

fot. materiały prasowe

fot. materiały prasowe

„Ava” nie zepsuje nikomu wakacji. To świetnie zrealizowany, ale niestety afabularny film niezależny o nastoletniej wrażliwości, który doskonale sprawdza się jako alternatywa dla wakacyjnych blockbusterów. Jest to także zwiastun twórczości niezwykle ciekawej francuskiej reżyserki, na której kolejne filmy z pewnością warto czekać.

Ocena:

żarówki 3-01

Film można obejrzeć w kinach Silesii Film:

Silesia

Korekta: Hanna Kostrzewska


JEREMI

Jeremi Dobrzański
absolwent kierunku operatorskiego AMA Film Academy, student Uniwersytetu Jagiellońskiego (filmoznawstwo i nowe media, historia sztuki). Interesuje się kinem azjatyckim, architekturą modernizmu i malarstwem holenderskim.