Mosze, Michał, Michele – wszystkie oblicza Michała Waszyńskiego – recenzja filmu „Książę i Dybuk”

Uhonorowany w Wenecji nagrodą za najlepszy dokument o kinie – „Książę i Dybuk” Elwiry Niewiery i Piotra Rosołowskiego to hołd na cześć zapomnianego twórcy polskiego kina – Michała Waszyńskiego.

fot. materiały prasowe

fot. materiały prasowe

Kim był Michał Waszyński i jak to możliwe, że współcześnie tak mało o nim wiemy? Biografia przedwojennego reżysera idealnie nadaje się na scenariusz filmu, nie tylko dokumentalnego. Niewiera i Rosołowski, zainspirowani książką Samuela Blumenfelda, zabierają nas wszędzie tam, gdzie jeszcze można się czegoś dowiedzieć na temat Waszyńskiego: na Ukrainę, do Izraela, Stanów Zjednoczonych, Włoch, Hiszpanii i Polski. Uchwycenie autentycznej tożsamości zagadkowego filmowca stwarza problemy dokumentalistom pracującym nad jego portretem, bo reżyser zostawiał za sobą tylko liczne poszlaki, a mniej konkretnych punktów odniesienia. Bogatym życiorysem Waszyńskiego z pewnością można by obdzielić wiele osób, ale z Żyda-homoseksualisty trudno byłoby zrobić typowego bohatera polskiej kinematografii, o czym przekonują nas twórcy.

fot. materiały prasowe

fot. materiały prasowe

Waszyński urodził się jako Mosze Waks w chasydzkiej rodzinie na Wołyniu. Po wyrzuceniu z jesziwy, przeniósł się z Kowla do Warszawy, gdzie zmienił nazwisko na polskie. Rzucił się w wir tworzenia filmów, ale nie zyskał uznania wśród krytyków, aż do nakręcenia „Dybuka” w 1937 r. Przedwojenny obraz życia Waszyńskiego jest dość mglisty – ani społeczność z Kowla, ani dalsza rodzina, mieszkająca dzisiaj w Tel Awiwie, niewiele o nim wiedzą. Niewiera i Rosołowski zaznaczają w ten sposób problem wypierania tematyki żydowskiej ze zbiorowej świadomości. Czynią to jednak subtelnie, w tonie zbliżonym do narracji Bogdana Białka z filmu „Przy Planty 7/9”.

fot. materiały prasowe

fot. materiały prasowe

Powojenne materiały archiwalne, jak i wypowiedzi gadających głów, tworzą już bardziej spójny, ale nadal skomplikowany obraz postaci. Fikcyjne małżeństwo z rzymską hrabiną Marią Dolores Tarantini, uczyniło Waszyńskiego zamożnym. Przejęcie spadku nie wiązało się jednak z odziedziczeniem żadnego tytułu szlacheckiego. Mimo to Waszyński samozwańczo okrzyknął się księciem (principe). Fotografie prasowe z tamtych czasów potwierdzają, że reżyser doskonale wcielił się w rolę bon vivanta i bez trudu brylował we włoskim show biznesie. Był elegancki, bogaty, otaczał się gwiazdami filmowymi takimi jak: Sophia Loren, Audrey Hepburn, Ava Gardner czy Joseph Mankiewicz. Wciąż jednak ukrywał swoje prawdziwe oblicze przed światem, zakładał kolejne maski. Niechętnie przyznawał się, że był homoseksualistą. Nie lubił też nawiązywać do swojej przeszłości.

fot. materiały prasowe

fot. materiały prasowe

Esejowa forma opowiadania w „Księciu i Dybuku” pozwala dowolnie naprowadzać widza na niektóre wątki z życia reżysera, a inne świadomie pomijać. Z dzisiejszej perspektywy ocena kreacyjnego podejścia Waszyńskiego do własnej tożsamości wydaje się łatwiejsza, bo jesteśmy bogatsi o fakty historyczne. Reżyserowi przyszło żyć w okresie największej kumulacji antysemityzmu w historii Europy. W przetrwaniu ciężkich czasów pomogły mu zapewne wszystkie role, które odgrywał. Niekoniecznie czyniły go jednak szczęśliwym. Z pewnością lepiej odnalazłby się we współczesności. Być może nakręciłby jeszcze więcej filmów niż Reiner Werner Fassbinder, a także stałby się ikoną środowisk LGBT. „Książę i Dybuk” nie uczyni Waszyńskiego legendą pop-kultury, ale umożliwi szerszej publiczności zapoznanie się z tą ważną postacią polskiego kina.

Ocena:

żarówki 4jpg-01

Korekta: Marta Rosół


BERLINSKObyRAFWAYJustyna Burzynski
autorka polskiego bloga z Berlina –BERLINSKO oraz licznych artykułów o berlińskiej tematyce. Pisze też o filmie. Jej ulubionym reżyserem jest Jim Jarmusch.