Nie ma recepty – króluje jazz. Relacja z Jazzowej Jesieni w Bielsku-Białej

„Muzyka jest uniwersalnym językiem. Gdy się nim posługujesz, wysyłasz w świat komunikat o swojej energii. To jeden z pierwszych języków, pierwotny sposób komunikacji. Kiedy go poznajesz, wstępujesz w krąg innych kultur, a wówczas możesz czuć się przyjęty, możesz uczestniczyć w tej wymianie i samemu wybierać, komu i w jaki sposób pragniesz opowiadać o sobie i swoim widzeniu świata” – słowami Melvis Santy, wypowiedzianymi podczas tegorocznej bielskiej Jazzowej Jesieni, można podsumować to, co działo się podczas 15. edycji wydarzenia.

Jazzowa Jesień - materiały organizatora / fot. Lucjusz Cykarski

Tomasz Stańko Band / Jazzowa Jesień – materiały organizatora / fot. Lucjusz Cykarski

Na estetykę kolażu powołuje się dyrektor artystyczny imprezy, wirtuoz trąbki i kompozytor Tomasz Stańko. I rzeczywiście, od lat festiwal rozbrzmiewa tonacjami różnych szkół, kultur i szerokości geograficznych, a przełamywanie granic i poszukiwanie „współbrzmień” stało się  jego znakiem rozpoznawczym. Podczas sześciu dni prób, improwizacji, solówek i koncertów festiwal określony w tym roku jako edycja „kameralna”, oddał scenę małym formacjom. Nieliczne, skoncentrowane na wewnętrznym głosie zespoły, dzień po dniu dawały wyraz muzycznemu pluralizmowi, a każdy z nich w odrębny sposób opowiadał, nucił i śpiewał pieśń o korzeniach.

XV edycja Jazzowej Jesieni okazała się edycją w głąb siebie – rozpoczynając święto koncertem zanurzonej w estetyce skandynawskich tradycji twórczości Jana Garbarka, przełamanej przesiąkniętą duchowością dalekiego wschodu perkusją Triloka Gurtu, zapowiedziała tegoroczny charakter festiwalu. Koncert trwający dwie godziny hojnie obdarowywał widzów licznymi solówkami, do których ochoczo przystępowała również reszta ekipy: pianista Rainer Bruninghaus i kontrabasista Yurgiei Daniel. W kolejnych dniach festiwalu mieliśmy już do czynienia z podwójnymi koncertami. Środa 15 listopada to święto dwóch niewielkich formacji: Tuomarila Trio i Kurt Rosenwinkel Standards Trio. Lider pierwszego trio – pianista Alex Tuomarila – wraz z Matesem Eilertsenem na kontrabasie i Olavi Lohivuori na perkusji, zagrali utwory z wydanego w tym roku albumu „Kingdom”, projektu Alexa. Koncert przeniósł nas w zurbanizowane rejony Helsinek, wraz z całą ich świeżością, żywiołowością i ruchem wydobytym m.in. dzięki świetnej perkusji Lohivouriego. Wieczorny koncert w składzie Kurt Rosenwinkel – (światowej sławy) gitara, Dario Deidda – bas i Marco Valery – perkusja, pokazał nam gitarowe, soczyste i melodyjne interpretacje jazzowych standardów. Panowie zaprosili słuchaczy w sentymentalną podróż, odkrywając korzenie jazzu w świeżej, ożywczej odsłonie, potwierdzając po raz wtóry, że ewolucja może być tak samo re-witalizująca, jak jej siostra z przedrostkiem r-.

Jan Garbarek Group Trilok Gurtu Jazzowa Jesień - materiały organizatora fot. Lucjusz Cykarski

Jan Garbarek Group Trilok Gurtu / Jazzowa Jesień – materiały organizatora / fot. Lucjusz Cykarski

Zawiedli się ci, którzy w czwartek oczekiwali głośno zapowiadanego koncertu zaledwie 30-letniego Tirana Hamasyana – ormiańskiego pianisty, nagrywającego płyty dla najbardziej prestiżowych wytwórni jazzowych, ponieważ koncert został odwołany z powodu choroby artysty. Tirana błyskawicznie zastąpił  amerykański pianista John Medeski z zespołem Mad Skilled. Nietypowe dźwięki suzafonu i organów Hammonda nie pozwoliły na zbyt dużą dozę melancholii za duchem ormiańskiej ludowości, zaklętym w dłoniach Hamasyana. Jednak pewien niedosyt pozostał. Może za rok? Drugą część wieczoru wypełnił do cna znany świetnie bielskiej publiczności Dave Holland, światowej sławy kontrabasista, bywalec tutejszych festiwalowych „jesieni”, „zadymek” i innych pogodowych anomalii. Holland podzielił się z nami nieodłączną umiejętnością tworzenia kolaży. Jego utwory to niekończące się sekwencje, płynnie przechodzące, na wzór maźnięć farbą, jedne w drugie, rozwijające się w coraz to nowsze wariacje. Holland od lat pokazuje, jak pozostawać indywidualnością, ale w niej nie skostnieć – naturalnie wchłania elementy odmienności w celu przemiany własnej formy. Tym razem na scenie zawitał z gitarzystą Kainem Eubanksem i perkusistą Obedem Calvaire’em. „Dajemy sobie dużo wolności” mówili w wywiadzie dla Jazzowej Jesieni.Tę wolność, otwartość i ufność rzeczywiście w ich muzyce można usłyszeć.

Chris Potter Trio / Jazzowa Jesień - materiały organizatora / fot. Lucjusz Cykarski

Chris Potter Trio / Jazzowa Jesień – materiały organizatora / fot. Lucjusz Cykarski

Na pytanie „Jakie byłoby Twoje życie bez muzyki?”, kolejny artysta, genialny saksofonista i klarnecista Chris Potter, odpowiada – „Nie mam pojęcia. Od dziesiątego roku życia grałem na saksofonie, nigdy nie wykonywałem innej pracy. Nigdy nie wybierałem bycia muzykiem, ja po prostu nim jestem, od początku”. I dobrze. Potter zagrał podczas Jesieni świetny, rytmiczny i energetyczny koncert w towarzystwie dwóch fenomenalnych muzyków: Rebena Rogera – kontrabasisty i Erica Harlanda – perkusisty. Muzycy odegnali na chwilę jesień, mimo że znaleźli się tego wieczoru w samym jej centrum, a zmysłowy saksofon Pottera odprowadził nas do kolejnej zapowiadanej gwiazdy tegorocznej imprezy – Davida Virellsa i europejskiej premiery jego najnowszej płyty „Gnosis”. Virells chyba nikogo nie zawiódł. Czwarta już wizyta tego muzyka w Bielsku zostanie zapamiętana jako spektakularny spektakl muzyczny, przenoszący nas w czasie i przestrzeni w rejony czarnej Kuby. Przestrzeni głośnej i magicznej o załamanych granicach, drążącej napotkane formy w poszukiwaniu drogi, jaką pokonały, odnalezione w malarycznym półmroku, korzenie. U boku Virellsa mityczną przypowieść przy pomocy nut opowiadało kilkunastu instrumentalistów i śpiewaków pod batutą Bardii Charafa. Imponujące, intensywne wydarzenie.

Tarkovsky Quartet / Jazzowa Jesień - materiały organizatora / fot. Lucjusz Cykarski

Tarkovsky Quartet / Jazzowa Jesień – materiały organizatora / fot. Lucjusz Cykarski

Przed niedzielnym końcowym koncertem,  (gdy mieliśmy okazję posłuchać żywiołowego projektu na cześć znanego swingowego trębacza Bucka Claytona w wykonaniu The Buck Clayton Legacy Band), mogliśmy jeszcze uczestniczyć w trzech sobotnich spotkaniach, z czego aż w dwa zaangażował się dyrektor artystyczny festiwalu. 18 listopada jako pierwszy wystąpił Tarkovsky Quartet – zespół, który swoje powstanie zawdzięcza inspiracji twórczością Andrieja Tarkowskiego. Czwórka solistów: François Couturier – fortepian, Anja Lechner – wiolonczela, Jean-Marc Larché – saksofon sopranowy i Jean-Louis Matinier – akordeon, oddała scenę onirycznej wyobraźni, wyrażającej się głównie w – niestety momentami zbyt monotonnym – języku melancholii. Tomasz Stańko pokazał się nam w dwóch odsłonach. Najpierw, oddając się improwizacjom – w duecie z występującym dzień wcześniej Virellsem, następnie – w formacji Tomasz Stańko Band feat. Adam Pierończyk, podczas którego wraz z zespołem składzie: Stańko, Pierończyk, Krzysztof Gradziuk (perkusja), Maciej Garbowski (kontrabas) i Łukasz Ojdana (fortepian) artyści oddali pokłon Krzysztofowi Komedzie, grając jego utwory „Requiem” i „Nóż w wodzie”.

Wydarzenia tworzone przez samych artystów mają to do siebie, że wyrażają prawdziwą kondycję danej dziedziny sztuki, są odblaskami tego, co aktywne, żywe i pulsujące. XV Jazzową Jesień była udana i biorąc pod uwagę fakt nieskorzystania przez Tomasza Stańko z żadnej gotowej recepty, ani podczas komponowania, ani podczas kompilowania programów festiwali, życzyłabym sobie, żeby tej recepty trzymał się również za rok.

Korekta: Agata Kędzia, Marta Rosół


Kinga Kościak
Kinga Kościak – literaturoznawca, krytyk literacki, po godzinach zajmująca się analizą marzeń sennych.