Do tych, co nie wiedzą, że nie należą do siebie – recenzja „Triumfu relgii” J. Lacana

„Triumf religii” składa się z dwóch części. Pierwsza część, nazwana „Mową do katolików”, to rejestracja dwóch wykładów Lacana, wygłoszonych w marcu 1960 roku w Brukseli. Z kolei druga część (nazwana „Triumfem religii”), to wyimek z konferencji prasowej, mającej miejsce w Rzymie w październiku 1974 roku. Choć te dwie nierówne objętościowo części różnią się dystansem czasowym, to spaja je osobowość Jacques’a Lacana, „wielkiego podejrzliwego”, którego teoria psychoanalizy odarła człowieka z iluzji wolności. Trudna i wymagająca lektura „Triumfu religii” jest punktem wyjścia do dalszego eksplorowania myśli lacanowskiej, uświadamiającej, że w żadnej chwili życia człowiek nie należy do samego siebie.

23899367_1709329962472284_1727513179_n

Pierwsza część książki to meandryczna opowieść o miejscu miłości w psychoanalitycznej etyce. Specyfika dyskursu Lacana polega na tym, że w słowach wciąż powraca widmo Freuda, ewangelizującego świat psychoanalizy. Samo obcowanie ze stylem językowym francuskiego psychoanalityka jest niesamowitym doświadczeniem dla czytelnika. Lacan jest analitycznym poetą, traktującym początek zdania jako początek własnej odysei, w trakcie której odbiorca jest zwodzony metaforyką, repetycjami, wirami dygresji. Lacan – jako autor – obdarza swój styl charakterem niezwykle uwodzicielskim, mamiącym plastyczną cielesnością oraz jednoczesną, chłodną surowością. Ta specyfika stylu autorskiego jest odbiciem tezy założycielskiej dla teorii psychoanalizy lacanowskiej, wedle której język przybliża się do prawdy, gdy ego przestaje mówić. To właśnie każde „ja” – ego – jest dla Lacana czymś sztucznym, pewną maską zasłaniającą realną otchłań istnienia. Mówiąc, należy znieść suwerenność mowy. Wykłady Lacana okazują się próbą „wyjęzyczenia się”, dotarciem do prawdy o Realnym i zerwaniem maski wyobrażeń. Lacan ufał, że tylko poziom symboliczny pozwala przekroczyć opozycję między upadkiem a iluzoryczną wzniosłością.

„Mowa do katolików” została inkrustowana wieloma ważnymi terminami i rozpoznaniami, pozwalającymi obrać odpowiednią optykę wobec całości teorii Lacana. Dlatego ten wywód, mimo swojej płynności i gorączkowości, jest wciąż wewnętrznie logiczny i komunikatywny. Autorskie przybliżanie takich pojęć jak: Realne, jouissance, jednia, trauma, małe a – sprawiło, że wydanie „Triumfu religii” przez PWN to dobry krok w stronę popularyzacji i upowszechnienia myśli Lacana, który nadal cierpi na pewne zaniedbanie wydawnicze.

W jednym z fragmentów książki Jacques Lacan ogłasza nieuchronny triumf religii. To ona ma nieść pocieszenie w czasach, kiedy nauka nieustannie wprowadza nowości, podważające wizje wolności i indywiduacji utkane z iluzji autonomii człowieka. Lacan, niemal szydząc, wykazuje, że w pozornie sekularnej współczesności to właśnie religia jest w stanie produkować kolejne sensy, wypełniające zawsze niedomkniętą aktualność. Dominacja religii jest jednak przekleństwem, niebezpieczną formułą wyparcia prawdy o pewnym człowieczym poddaństwie, niezbywalnie wpisanym w charakter egzystencji. Rozważania Lacana o wzajemnych relacjach nauki i religii przypominają wręcz ironiczną dekonstrukcję późniejszych postulatów Michała Hellera, pragnącego rozwinąć nić twórczego dialogu między przyrodniczą nauką a teologią. Dla francuskiego teoretyka religia jest w stanie wytworzyć tylko zbawczy sens, czyli w istocie kolejne wyobrażenie, przysłaniające traumę, spowodowaną zbyt wczesnym nadejściem Realnego. W tej niewielkiej książce, przypominającej manifestacyjną broszurę, Lacan sformułował niezwykle inspirujące tezy, które zmuszają aktywnego czytelnika do indywidualnego przestudiowania.

Czytając „Triumf religii”, można odnieść wrażenie, że nauka jest w stanie dotrzeć jedynie do limenu, granicznego progu zawieszenia, nigdy nie przekraczając go i również nie zamieniając własnych przedsięwzięć w nową wartość. W istocie nie jest to wcale potrzebne, gdyż zaprowadzi do zamiany naukowych odkryć tego, co naturalne, w to, co wyobrażone. Ten próg pragnie przekroczyć jednak religia, tworząc sensy, przysłaniające to, co realne. Lacan prowokacyjnie stwierdza, że trwoga uczonych wiąże się z wstrzymaniem samozagłady ludzkości. Gdy prawdziwa religia wyzwoli człowieka ze strachu, świat ulegnie całkowitej anihilacji. Cyniczny sens rozważań Lacana polega na tym, że taka naukowa apokalipsa będzie miała jednak sens, gdyż zatriumfuje właśnie religia – sensotwórczy żywioł, przenoszący ludzkość z tymczasowego limenu na stronę absolutystycznej wartości. Nowa wartość to nowa rzeczywistość, która jest zwodniczą iluzją, wywodzącą się z narcystycznego pragnienia sensu.

W opinii francuskiego badacza przekleństwo triumfu religii jest nieubłagane, lecz pewnym ratunkiem może być psychoanaliza. Prawdziwą rolą psychoanalizy lacanowskiej okazuje się pozbawienie człowieka złudzenia suwerenności. To założenie w całości przenika „Triumf religii”, dzieło podejrzliwe wobec samej istoty człowieczeństwa. Psychoanaliza ma sprawiać, że człowiek zamienia się w istotę, mającą się na baczności przed samą sobą. Lektura „Triumfu religii” może zaowocować odkryciem alternatywnego obrazu samych siebie, zbliżającego się do tego, co znajduje się pod maską wyobrażeń. Współcześnie zapomnieliśmy o Realnym, z którym spotkanie jest jednak nieuniknione. Uważna lektura nowych wydań pism Lacana może ochronić nas przed traumą zderzenia z tym, co nieprzeniknione.

J. Lacan, Triumf religii poprzedzony Mową do katolików, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2017

Ocena: 

żarówki 5 małe

Korekta: Marta Połap, Marta Rosół


Michał Trusewicz – rocznik 95′. Studiuje filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim i Artes Liberales. Publikował w Internecie (np. Popmoderna) oraz na papierze (Fabularie). Współtworzył pismo kulturalne UW/AŻAJ. W 2016 wydał swoją książkę poetycką „Zakwity”.