Międzynarodowa teatralna różnorodność. Festiwal Teatrów Moraw i Śląska

Na uboczu, z dala od głównych traktów teatralnych, nad rzeką Olzą w Czeskim Cieszynie od 17 lat odbywa się interesujące wydarzenie artystyczne. Mowa o Festiwalu Teatrów Moraw i Śląska, który dla polskiego widza stanowi okazję do obejrzenia tego, co najciekawsze w teatrach z Republiki Czeskiej i Słowacji, bez konieczności wyruszania w dalekie wojaże.

2

„Dášeňka”, Teatr Lalek w Ostrawie. Fot. Karina Dziadek

Teatry czeskie, słowackie i polskie

W dniach 7-11 listopada w Czeskim Cieszynie odbyła się 17. edycja Festiwalu Teatrów Moraw i Śląska, organizowanego przez Teatr Cieszyński (Těšínské divadlo). Od 17 lat naszym głównym celem jest prezentowanie w Teatrze Cieszyńskim podczas pokazów festiwalowych tego, co jest najlepsze i najciekawsze w teatrach ościennych z Czech, Słowacji i Polski. I tak będzie również w tym roku – mówił przed rozpoczęciem wydarzenia dyrektor Teatru Cieszyńskiego, Karol Suszka. – Podczas każdej edycji przygotowujemy program artystyczny dla dzieci i dorosłych. Otwieramy się także na naszą widownię abonamentową, bowiem stali widzowie w cenie abonamentu teatralnego zyskują możliwość uczestniczenia w tym wydarzeniu. Jednocześnie nasz festiwal przyciąga do Czeskiego Cieszyna publiczność z innych miast. Na przykład z Polski odwiedzają nas grupy widzów z Ustronia, Wisły czy Katowic – dodał.

Spektakle Festiwalu Teatrów Moraw i Śląska ocenia jury ekspertów, a także jurorzy młodzieżowi. Jury eksperckie wydało werdykt ostatniego dnia festiwalowego. Nagrodę za najlepszą rolę żeńską otrzymała Sylwia Krawiec grająca Katarzynę w „Poskromieniu złośnicy” Teatru Dramatycznego im. Jerzego Szaniawskiego w Płocku. W kategorii „Najlepsza rola męska” jury wyróżniło z kolei Romana Kopfrkingla występującego w przedstawieniu „Spalovač mrtvol” („Palacz zwłok”) Teatru im. Petra Bezruča w Ostrawie. Nagrodę za najlepszą inscenizację festiwalu otrzymało natomiast przedstawienie „Obraz” Sceny Kameralnej „Arena” w Ostrawie.

Z kolei młodzieżowe jury wydało inny werdykt, uznając za najlepszy spektakl „Kontrabas” Teatru Kameralnego w Martinie. Karol Suszka wręczył ponadto nagrodę dla młodego, początkującego aktora, którą w tym roku otrzymał Przemysław Niedzielski za rolę Biondella w „Poskromieniu złośnicy”. Wyróżnienia jurorów zebrali także: kapela Foxtrotterier (za oprawę muzyczną przedstawienia „Dášeňka”), Michael Tarant i Bogdan Kokotek (za scenografię „Kolacji na cztery ręce”) oraz Ladislav Slíva (za scenariusz spektaklu „Złotowłoska”).

Ponieważ nie sposób opisać w jednym artykule wszystkich przedstawień, wybraliśmy trzy spektakle zrealizowane przez zespoły różnych narodowości, które wskazują na międzynarodowy charakter festiwalu, a do tego dowodzą różnorodności tej imprezy. Przyjrzymy się więc bliżej przedstawieniu czeskiego teatru lalkowego dla najmłodszych, słowackiemu monodramowi, a także polskiemu spektaklowi wieloobsadowemu, który skierowany jest do widzów dorosłych.

„Dášeňka”, czyli Czesi

„Co człowiek musi przede wszystkim dać swojemu pieskowi? a) kości, b) obrożę, c) miłość” – to pytanie pada w tekście programu przedstawienia „Dášeňka” Teatru Lalek z Ostrawy, które otworzyło 17. Festiwal Teatrów Moraw i Śląska. Każdy widz, który widział to przedstawienie – czy to dziecko, czy dorosły – już wie, że jedyną poprawną odpowiedzią jest „c”.

Scenariusz bazuje na książce dla dzieci „Dášeňka, czyli życie szczeniaka” autorstwa czeskiego pisarza Karla Čapka, tworzącego w pierwszej połowie XX wieku. Autor opisał życie suczki Dášeňki od momentu jej narodzin aż do chwili, gdy stała się na tyle duża, że mogła trafić w ręce nowego właściciela. Książka wzbogacona jest ponadto w ilustracje autorstwa samego Čapka i między innymi z nich dowiadujemy się, że tytułowy piesek jest białym foksterierem szorstkowłosym. Dramaturg Karel František Tománek oraz reżyser spektaklu Marek Zákostecký doskonale zaadaptowali ten tekst na scenę teatralną. Trzech nieco gapowatych mężczyzn znajduje pod drzwiami tajemnicze pudełko. Wtem okazuje się, że niespodziewana przesyłka zaczyna skomleć. Zaglądają do środka i… I tak rozpoczyna się ich wielka przygoda budowania relacji z psem, a że o chowaniu czworonoga nie mają zielonego pojęcia, często pomocny okazuje się Głos Przyrody, który podpowiada, co i jak należy zrobić. Na wyróżnienie w kontekście tego przedstawienia zasługują przede wszystkim: mistrzowsko animowana lalka psa, interesujące pomysły inscenizatorskie i kompozycje muzyczne autorstwa Matěja Kroupy w wykonaniu trzech aktorów z akompaniamentem grającej na żywo kapeli „Foxtrotterier”.

3

„Kontrabas”, Teatr Kameralny w Martin. Fot. Karina Dziadek

On kontra bas, czyli Słowacy

„Kontrabas” Teatru Kameralnego ze Słowacji, zaprezentowany festiwalowej publiczności 8 listopada, to teatralna adaptacja sztuki Patricka Süskinda, znanej polskiej widowni za sprawą kultowego monodramu „Kontrabasista” Jerzego Stuhra. W słowackim Teatrze Kameralnym, reżyserii sztuki Süskinda podjął się związany z tą placówką od 1984 roku Roman Polák, który posiada bogaty dorobek artystyczny i w toku swojej kariery zawodowej współpracował także ze scenami teatralnymi m.in. w Bratysławie, Pradze czy Brnie. Inscenizował również nominowane do szeregu nagród opery w teatrach w Koszycach czy Bańskiej Bystrzycy, a jako reżyser i scenarzysta nawiązywał współpracę z telewizją.

Polák zdecydował, że w monodramie oprócz głównego bohatera na scenie pojawi się jego nieme alter ego. Dało to doskonały efekt, ponieważ jeden z aktorów włada mistrzowsko słowem – jest to aktor Teatru Kameralnego, František Výrostko starszy, natomiast drugi z twórców włada po mistrzowsku instrumentem – to zawodowy kontrabasista František Výrostko młodszy. Należy podkreślić, że oboje bardzo dobrze sprostali temu zadaniu. Výrostko starszy w roli bezgranicznie pochłoniętego przez swoją pasję muzyka, który jednocześnie kocha i nienawidzi kontrabas, zdołał utrzymać skupienie widzów do samego końca. Na szczególną uwagę zasługuje też muzyka spektaklu skomponowana przez Elliotta Cartera, Miloslava Gajdoša oraz Františka Výrostko młodszego, którzy dostrzegli ukryty w kontrabasie potencjał muzyczny. Słowacki „Kontrabas” jest więc także ucztą dla ucha, a František Výrostko młodszy dowiódł, jak zaskakujące dźwięki mogą wypłynąć spod palców kontrabasisty.

4

„Poskromienie złośnicy”, Teatr Dramatyczny im. J. Szaniawskiego w Płocku. Fot. Karina Dziadek

Szalona Katarzyna?, czyli Polacy

Przedostatniego dnia festiwalowego publiczności zaprezentował się zespół Teatru Dramatycznego im. Jerzego Szaniawskiego z Płocka z przedstawieniem „Poskromienie złośnicy” według Williama Szekspira. Reżyser Marek Mokrowiecki zadbał o to, by świat przedstawiony został odpowiednio komediowo wykoślawiony. Katarzyna w wykonaniu Sylwii Krawiec to początkowo, rzecz jasna, straszna złośnica i sekutnica, ale za to jaka! W czerwonej sukience odsłaniającej uda i z surowo zaczesanym z tyłu kokiem wygląda, jakby chwilę temu wyszła z upojnego milonga. Z kolei Bianka Mai Rybickiej jest uroczą fajtłapą – toporne dziewczę w trampkach z infantylną buzią wiecznie zapchaną gumą balonową. O ile Kasia wciąż krzyczy i przeklina męski ród, o tyle Bianka przemyka między seksistowskimi scenami, jakby nie rozumiejąc, o co właściwie chodzi jej siostrze. Pokaźne grono adoratorów, które kręci się koło panien, jest doprawdy komiczne. Reżyser celowo robi z nich zgraję błaznów, półgłówków i bezmyślnych „psów na baby”.

W „Poskromieniu złośnicy” na plan pierwszy wysuwa się Katarzyna i jej kobieca siła. W interpretacji Mokrowieckiego jej moc słabnie tylko momentami, jedynie po to, by eksplodować w końcowym monologu ze zdwojoną siłą i by porwać za sobą inne bohaterki. Według Szekspira, w odpowiedzi na kobiece „fochy” najlepiej uderzyć w stół, bo każda żona powinna w końcu ulec i poddać się mężowi, do którego zawsze należy ostatnie słowo. Płockie „Poskromienie złośnicy” nie dopuszcza do zaszczucia Katarzyny i tak naprawdę nie mówi o poskromieniu. Opowiada o pewnym szaleństwie, w którym jest metoda. A mianowicie o konsekwentnym sprzeciwie wobec seksistowskich postaw, nawet jeśli społeczność ma z takiej postawy kpić i pukać się palcem w czoło.

1

Prof. Emil Orzechowski, juror. Fot. Karina Dziadek

Aby to trwało, trwało i trwało

Najprościej można byłoby podsumować ten festiwal, mówiąc, że jest to znakomity przykład różnorodności. Chciałbym zwrócić uwagę na bogatą ofertę tego wydarzenia artystycznego, w  którego programie jest coś zarówno dla dzieci, nastolatków, jak i widzów dorosłych. I to jest bardzo pouczające – mówi prof. dr hab. Emil Orzechowski, teatrolog i kulturoznawca związany z Uniwersytetem Jagiellońskim, jeden z jurorów 17. edycji Festiwalu TMŚ. – W Festiwalu Teatrów Moraw i Śląska uczestniczę od samego początku, byłem członkiem większości jego edycji. Niektóre propozycje festiwalowe są lepsze, inne gorsze, ale jak w każdym zawodzie, są mistrzowie i rzemieślnicy. Bardzo lubię atmosferę, którą tworzą tutejsze reakcje publiczności, a zwłaszcza imponuje mi publiczność młoda, począwszy od dzieci, a skończywszy na młodzieży – dodaje.

Nasz tegoroczny werdykt był zgodny. Uznaliśmy „Kontrabas” za najlepsze przedstawienie, ponieważ bardzo spodobała nam się koncepcja reżysera polegająca na połączeniu teatru dramatycznego z koncertem solowym kontrabasisty. Muszę przyznać, że nigdy wcześniej nie widziałam takiego przedstawienia i zrobiło to na mnie duże wrażenie – zaznacza Agata Żywczok, uczennica klasy maturalnej Gimnazjum z Polskim Językiem Nauczania w Czeskim Cieszynie, jedna z jurorek jury młodzieżowego festiwalu. – Jurorką zostałam po raz drugi, ponieważ kocham teatr, a festiwal daje możliwość obejrzenia wielu ciekawych spektakli. Polecam młodzieży, by zgłaszała się do jury, bo to okazja do nawiązania kontaktów i zdobycia nowych doświadczeń. Tegoroczny festiwal to nie tylko dobre przedstawienia, ale też super atmosfera – dodaje.

Na pytanie, czego można życzyć Festiwalowi TMŚ na przyszłość, profesor Emil Orzechowski odpowiada: Żeby to trwało, trwało i trwało, a także by festiwal cieszył się niesłabnącym zainteresowaniem publiczności, w tym także młodych widzów. Życzę także życzliwości władz. Po tegorocznej edycji festiwalu jestem negatywnie zdumiony jednym faktem. Mianowicie zaskoczyła mnie nieobecność na tym ważnym wydarzeniu studentów z wydziałów Uniwersytetu Śląskiego w Cieszynie. Wydawałoby się, że taki festiwal to cudowna okazja, by dowiedzieć się czegoś nowego i poznać projekty teatralne z sąsiednich państw. A zatem na koniec życzyłbym Teatrowi Cieszyńskiemu i Festiwalowi Teatrów Moraw i Śląska większego zainteresowania także tej grupy odbiorców.

Korekta: Marta Rosół


Małgorzata Bryl-Sikorska – kulturoznawca i teatrolog, absolwentka Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, dziennikarka gazety Polaków w Republice Czeskiej „Głos Ludu”, a wcześniej portalu informacyjnego Śląska Cieszyńskiego gazetacodzienna.pl. Autorka bloga Teatru Cieszyńskiego w Czeskim Cieszynie „Teatr to my” (blog.tdivadlo.cz)