Capsule Rewiev: „Atomic Blonde”

Są takie filmy, w których intryga nie jest ważna. A przynajmniej nie najważniejsza. Tak jest w przypadku „Atomic Blonde”. Tym, co wyróżnia film Davida Leitcha, jest niesamowity klimat: punkowa tkanka miasta i związany z nią anturaż z czasów przełomu ustrojów to to, czego zazdrościmy poprzedniemu pokoleniu.

fot. materiały prasowe

fot. materiały prasowe

Przepiękna scenografia rozświetlana wszechobecnymi graffiti, neonami czy reklamami aż iskrzy od kolorów, a symetryczne kadry są tak piękne, że mogłabym oglądać  nawet w formie pocztówek. Choć akcja dzieje się w dużej mierze w Berlinie, towarzystwo jest międzynarodowe: James McAvoy (zbyt mocno szarżujący i kopiujący sam siebie, choćby z filmu „Split”, ale z cudownie brytyjskim akcentem), John Goodman (w roli dostojnego szefa CIA), Roland Mølller (jako nieobliczalny Sowiet), Sofia Boutella (delikatna fotografka i francuska agentka zarazem), a także Eddie Marsan (prezentujący zupełnie inne emploi niż dotychczas).

Samą Lorraine poznajemy w czasie przesłuchania, podczas którego musi wyjaśnić swoim przełożonym efekty ostatniej przeprowadzonej przez nią akcji, która nie do końca poszła po jej (i ich) myśli. Atomowa blondynka grana przez Charlize Theron jest kolejnym wcieleniem aktorki, od którego trudno oderwać wzrok. Ubrana w minimalistyczne kostiumy w monochromatycznych barwach Theron uwydatnia postać Lorraine nie tylko jako jednej z niewielu kobiet w zdominowanym przez mężczyzn szpiegowskim świecie, ale i (na przekór) kontrastuje z neonową przestrzenią wokół. Berlin w czasach chylącego się ku upadkowi komunizmu nie jest dłużej szaro-brudnym krajobrazem.

fot. materiały prasowe

fot. materiały prasowe

W fabule nie brakuje retrospektyw, zwrotów akcji i efektownych scen bójek. Te ostatnie naprawdę zachwycają! Bijatyka na korytarzu kończy się skakaniem po balustradach i wpadaniem na drzwi, a bohaterowie poruszają się coraz wolniej, są słabsi i widz może niemal fizycznie odczuć ich zmęczenie . To wycieńczenie podkreślają dodatkowo długie, ciągnące się, ujęcia.

Bez wątpienia jednym z najbardziej fascynujących elementów filmu jest jego ścieżka dźwiękowa. Dawid Bowie, Nena (w kilku wersjach), Marilyn Manson, The Clash, Duran Duran, Depeche Mode, Queen, The Cure… Najbardziej charakterystyczne dźwięki lat 80. towarzyszą bohaterom w każdej scenie.

„Atomic Blonde” to film do obejrzenia w kinie. W domowym zaciszu trudno złapać ten wyjątkowy klimat, zachwycić się pięknymi geometrycznymi kadrami. Szkoda też nie usłyszeć „London Calling” w wersji stereo. Jeśli jednak nie zdążycie do kina, to i tak  zachęcam do obejrzenia – lata 80. już nie powrócą.

Ocena:

żarówki 5 małe

Film można obejrzeć w Cinema-City:

ccPoczujMagie_600x100


Angelika Obrocka

Angelika Ogrocka – rocznik ’91. Absolwentka dwóch kierunków, w których najważniejsze było słowo pisane. Czyta wszystko i wszędzie. Od zawsze. Pasjonatka kina, którego pochłania jeszcze więcej niż książek. Nie potrafi pracować bez dobrej muzyki w tle. Specjalistka od rzeczy niemożliwych. Gdyby mogła, nie spałaby w ogóle, bo nieustannie gdzieś działa.