STRZAŁ PROSTO NA KOMORĘ [1]

W ostatnich miesiącach temat myślistwa jest niezwykle głośny. Nowelizacja prawa łowieckiego, wycinka drzew w Puszczy Białowieskiej… Te i podobne problemy są na ustach nie tylko polityków, ekspertów, ale i szarych obywateli. Sięgając po najnowszą książkę Zenona Kruczyńskiego „Farba znaczy krew”, spodziewałam się, że nie będzie to lektura łatwa. Nie wiedziałam jednak, że poruszy ona tak dogłębnie sprawy tak trudne. Jak komentuje to w „Przedmowie” znana pisarka Olga Tokarczuk – „Okazuje się, że myśliwy i polowanie są tylko pretekstem do głębszych rozważań, których punktem centralnym jest stosunek ludzi do zwierząt”[2]. Jest to opowieść pełna kontrowersji i pytań, na które każdy powinien udzielić swojej odpowiedzi – zaskakuje i zmusza do cichej refleksji.
farba_znaczy_krew

Pan i zwycięzca

Zenon Kruczyński jak nikt inny zna temat myślistwa od podszewki. Rodzina z tradycjami: polował ojciec, zaczął polować i syn. Zasada „z jakim przestajesz, takim się stajesz”  zadziałała i w tym przypadku. Autor wspomina pierwsze wspólne wyprawy z tatą, pierwszego zastrzelonego dzika, swój pierwszy sztucer i samodzielnie zdobyte trofeum… W „Farba znaczy krew” opowiada o wzlotach i upadkach, a nade wszystko o uzależniających jak narkotyk napływach adrenaliny, które towarzyszą w momencie podchodu zwierzęcia i naciśnięciu spustu. Adrenalina zaczyna opadać, gdy w chmurze dymu, zwierzę zwala się na ziemię, przedśmiertnie wierzga nogami, a wreszcie nieruchomieje. Ktoś, kto raz poznał to uczucie, nie będzie w stanie tak po prostu przestać, pozbawiając siebie tej czystej przyjemności i zastrzyku emocji. Kruczyński jest w swych wspomnieniach do bólu szczery i nikogo nie usprawiedliwia. Przyznaje jednak, że zawsze doznawał wewnętrznej ulgi i cieszył się, gdy ktoś pudłował i zwierzęciu udawało się ubiec.

Autor zastanawia się nad fenomenem myślistwa w dzisiejszych czasach i jego niemalejącej popularności nie tylko wśród dojrzałych mężczyzn, ale i młodzieży, a nawet, co go przeraża, kobiet. Potrzeba dominacji, postrzeganie siebie jako głównego drapieżcy na planecie, to tylko niektóre z czynników, które wymienia. Myśliwi, jak każda grupa społeczna, mają swoje zwyczaje i swój slang. Dla ludzi niewtajemniczonych brzmi on co najmniej dziwnie. Jasność przekazu, prosty kod, hierarchia i tradycje to tylko niektóre argumenty przyciągające rzesze ludzi do swoich progów.

fot. Agnieszka Wielińska

fot. Agnieszka Wielińska

(Bez)krwawe łowy

Od kilku lat fotografuję dziką przyrodę. Wstaję o świcie, przebieram się w maskujące ciuszki i ruszam w pola, w poszukiwaniu saren. Mogę powiedzieć, że jest to zajęcie bardzo amatorskie, nie zapuszczam się bowiem w tereny nieznane, myślę wręcz, że lokalnym sarenkom znana jest już ta dziwna, niewysoka postać z rudą głową i aparatem na ramieniu. Ot, takie nieszkodliwe dla nikogo schadzki, mające na celu kontakt oko w oko z naturą. Większość najlepszych fotografów dzikiej przyrody to jednak zawodowcy – leśnicy, a także myśliwi. Któż inny zna tak doskonale areały danej zwierzyny i wie, gdzie kryją się majestatyczne jelenie, a gdzie swe nory mają piękne rude lisy? Zazdrość mnie wtedy dopada. Że też ja nie mam takiej wiedzy, by móc wykorzystać ją w imię sztuki w swoich łowach! Jest jednak naczelna różnica pomiędzy mną, amatorskim fotografem saren, a myśliwym, uzbrojonym nie tylko w teleobiektyw, ale i śmiercionośny sztucer. Moje łowy były, są i zawsze będą bezkrwawe. Jego – niekoniecznie.

fot. Agnieszka Wielińska

fot. Agnieszka Wielińska

Ryczące trofeum

Piszę tę recenzję w przededniu rykowiska – niezwykłego spektaklu w wykonaniu jeleni podczas, przypadających na przełom sierpnia i całego września, godów. Samce, zwane bykami, konkurują z innymi o względy łań, przypatrujących się wszystkiemu z pobliskich zarośli. Przeciągle ryczą (stąd nazwa; dźwięk ten bywa słyszalny z odległości kilku kilometrów), demonstrują przeciwnikowi swoje okazałe poroże (im byk starszy, tym jest ono bardziej okazałe) i w razie potrzeby walczą z nim. Zwycięży, naturalnie, jak to w przyrodzie bywa, większy i silniejszy. Nie jest jednak naturalne, że ryczący byk padnie od myśliwskiego strzału. Rykowisko jest bowiem świetną okazją (a zarazem jakże prostą! Zwierzęta są otumanione hormonalną żądzą i o wiele mniej uważne, niż zazwyczaj) do zdobycia okazałego trofeum i sporej tuszy mięsa. Proste, prawda? Jednocześnie mrożące krew w żyłach. Autor zadaje groteskowe pytanie: czy znalazłby się chętny zginąć od kuli w trakcie miłosnych uniesień? Drąży temat i zastanawia się, co takiego tkwi w człowieku, w samcu, dla którego głównym wyzwaniem jest zabić drugiego samca. Demonstracja siły? Władzy i dominacji? Kruczyński smutnie zauważa, że wszystkie byki, już zanim się urodzą, są skazane na śmierć z ręki myśliwego. Na strzał prosto na komorę.

farba_znaczy_krew

Moralny wybór

We współczesnych czasach ludzie nie muszą już polować. Pożywienia jest aż nadto. Człowieczeństwo nie jest więc zobowiązane do zabijania, ani jedzenia mięsa – przekonuje autor „Farby”. „Jeżeli polujemy i jemy, za każdym razem dokonujemy moralnego wyboru”[3]” – komentuje to w „Przedmowie” Tokarczuk. Zastanawiam się nad słusznością tego stwierdzenia i dochodzę do wniosku, że nie jest możliwe całkowicie zrezygnować z produktów pochodzenia zwierzęcego i ich służby ludzkości. Bo, czy idąc tym tropem, moje domowe koty, niewychodzące samodzielnie na zewnątrz, powinny zostać wegetarianami? Czy dając im gotowanego kurczaka i zmielone mięso w postaci suchej karmy, dokonuję moralnego wyboru? Są skazane na mnie, nie wyjdą przecież i nie upolują myszki.

Za wykorzystywanie zwierząt w celach udowodnienia swojej wyższości nad innymi można również uznać „wyścigi” gołębi pocztowych. Obrazą dla ich właściciela jest nazwanie go pospolitym „gołębiarzem”, jest przecież hodowcą! Oczywiście, nie zabija on zwierząt strzałem prosto w serce, ale trzeba przyznać, że ptaki, transportowane w ciasnych klatkach, są wypuszczane setki, tysiące kilometrów od domu, skazane na niełaskę wiatrów, burz i fali upałów, byle tylko wrócić jak najprędzej, byle tylko dumny hodowca miał się czym pochwalić przed innymi! Ile gołębi zginie po drodze – o tych liczbach mało kto wspomina. Przecież to tylko gołębie!

Wiadomo, są to argumenty skrajne, w żaden sposób nie przytaczam ich, by bronić myśliwych, a jedynie pokazuję moje wątpliwości, które świadczą o złożoności problemu, jakim jest miejsce i traktowanie zwierząt we współczesnym świecie.

fot. Agnieszka Wielińska

fot. Agnieszka Wielińska

Odebrać własną śmierć

Bardzo poruszył mnie ostatni rozdział „Farby”. Kruczyński rozmawia w nim ze znajomą weterynarz, od lat żyjącą w Szwecji, która sprzeciwiła się usypianiu domowych zwierząt. Rozmówcy dostrzegają w sobie wiele podobieństw. Oboje przez długie lata pozbawiali zwierzęta ważnego aspektu życia – zabierali im ich własną śmierć. Przejmujące wyznania na temat „skrócenia cierpienia” doktor Moniki dotyczą niemalże każdego z nas, posiadającego kota, psa, czy królika. Czy w obliczu trudności zdecydowalibyśmy na eutanazję pupila, czy może jednak pozwolilibyśmy na jego naturalne odejście?

Miejsce zwierząt, zarówno domowych, jak i dzikich we współczesnym świecie wciąż wymaga określenia. Kruczyński zadaje mnóstwo pytań, ale nie daje czytelnikowi żadnych gotowych odpowiedzi. Jest to trudne, ale warte zastanowienia. Myślę, że każdy powinien to zrobić. W ciszy, najlepiej w blasku poranku, wśród wrześniowych mgieł i kropel rosy.

[1] „w serce”

[2] Tokarczuk Olga, Przedmowa [B:] Kruczyński Zenon, Farba znaczy krew, wyd. Czarne, Wołowiec 2017, s. 7.

[3] Tokarczuk Olga, Przedmowa [B:] Kruczyński Zenon, Farba znaczy krew, wyd. Czarne, Wołowiec 2017, s.

Zenon Kruczyński, Farba znaczy krew, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2017

Nasza ocena:

żarówki 5 małe

 

 


agnieszka-wielinska-male

Agnieszka Wielińska – rocznik ’92, ruda, piegowata, zielonooka. Wiecznie uśmiechnięta, roztrzepana idealistka chodząca własnymi ścieżkami. Z zamiłowania fotograf i podróżnik. Studentka filologii rosyjskiej, kochająca język, kulturę, a przede wszystkim literaturę kraju Puszkina, Gogola i Dostojewskiego – całym sercem i ogromem swej duszy. Jej wielkim marzeniem jest podróż Koleją Transsyberyjską z Moskwy do Władywostoku i obfita fotograficzna relacja przygód.