Goethe, krew i fizyka kwantowa – recenzja filmu „Królewicz Olch”

Jedenastoletni Mickey House urósł. Jest już czternastolatkiem. Bohater nowego filmu Kuby Czekaja spekuluje o istnieniu paralelnych wymiarów rzeczywistości, częściej jednak marzy o otrzymaniu rolek na piętnaste urodziny. W atmosferze nieuchronnego końca świata, wieszczonego przez samozwańczego internetowego profetę, nastoletni chłopiec (Stanisław Cywka) odkrywa równogłe światy, szukając miejsca dla własnego „ja”.

fot. materiały prasowe

fot. materiały prasowe

Nieprzypadkowo przywołałem na wstępie imię bohatera „Baby Bump”, gdyż „Królewicz Olch” to spóźniony debiut pełnometrażowy – zdjęcia skończyły się w lutym 2015 (miesiąc przed rozpoczęciem realizacji „Baby Bump”) – podejmujący podobny temat. „Baby Bump” to dekonstrukcja pastelowej niewinności: różowe odcienie dzieciństwa zaczęły konwulsyjnie wirować w świadomości jedenastoletniego Micky’ego. Ostatecznie dzieciństwo zakończyło się anarchicznym exodusem, pozostawiając bohaterowi jedynie nieokreśloną pustkę, pragnącą wypełnienia nową esencją. „Królewicz Olch” to film, który opowiada o poszukiwaniu autonomicznej tożsamości, zdolnej zasłonić traumę spowodowaną odkryciem własnej seksualności. „Baby Bump” i „Królewicz Olch” stanowią fascynujący dyptyk. Dwie części historii o dojrzewaniu wzajemnie się uzupełniają – najnowszy film Czekaja to neurotyczna opowieść o inicjacji emocjonalnej, pozbawionej już groteskowo pastelowej seksualności „Baby Bump”. Mimo tej zasadniczej różnicy, filmy są wobec siebie komplementarne, jakby faktycznie były światami równoległymi, funkcjonującymi w wyobraźni chłopca.

Czekaj umiejętnie prowadzi narrację, korzystając przy tym z wielu języków opowiadania. Historia o poszukiwaniu własnej tożsamości prezentuje się zarówno w naukowych światach równoległych, jak i w poetyckiej paraboli przygarniętego psa. Skłonność do polifonii może wiązać się z poszukiwaniem autonomicznego języka ekspresji przez samego reżysera. . Sam bohater, postać świetnie zagrana przez Stanisława Cywkę (Czekaj ma świetną intuicję w obsadzaniu głównych ról w swoich neurotycznych opowieściach), to delikatna cząstka, nieustannie przyciągana przez większe kosmiczne ciała. Chłopiec próbuje spod uwolnić się od apodyktycznej matki, narzucającej dziecku bagaż naukowych ambicji i określony system zakazów. Poszukiwanie świata równoległego w domowych eksperymentach zaowocowało pojawieniem się wręcz ex nihilo figury ojca, który momentalnie wyznacza parametry męskiego uniwersum, esencjonalnie wypełnionego brutalnością, agresją i kanonicznym wzorcem zachowań. Ten męski świat równoległy nie jest w stanie pomieścić emocjonalnego rozedrgania nastolatka oraz jego wrażliwości, stąd film jest świadectwem próby przezwyciężenia tej aporii.  W „Królewiczu Olch” Kuba Czekaj wykreował wręcz starogrecką sytuację tragiczną, gdzie „ja” młodego bohatera jest modelowane przez antycznych bogów – figury nieprzejednanych rodziców, kamiennie głuchych na wolność młodego człowieka.

królewicz olch2

fot. materiały prasowe

Film utrzymany jest w cybernetycznie mglistych odcieniach szarości, jakby pastelowa feeria barw z „Baby Bump” zdążyła już całkowicie wyblaknąć. Sterylny chłód kolorów świetnie podkreśla zupełnie inną tonację filmu, który nie jest już tak wywrotowy i anarchiczny. Mickey House dojrzał. Teraz jego zadaniem jest odnalezienie własnej esencji. Dlatego Czekaj umiejętnie pozwala swojemu bohaterowi błądzić, fantazjować, eksperymentować. Już nie na swoim ciele (jak w „Baby Bump”), lecz na swoich emocjach i własnej indywidualności. Filmowa praktyka, która została zrealizowana w „Królewiczu Olch”, może udowodnić, że każdy nastolatek musi odpowiedzieć na echo głosu Króla Olch z niemieckiej ballady Goethego. Film Czekaja jest właśnie taką liryczną opowieścią, z tą różnicą, że „ja” wcale nie musi być wymuszonym cytowaniem normy albo odpowiedzią na tajemniczy głos. Tym bardziej nastoletni bunt, nawet jeśli jest neurotycznym szukaniem tożsamości, nie powinien  znikać w  ciemnym lesie, ulegać głosom rodziców w równoległych światach. Czekaj przekazuje tę myśl, korzystając w pełni ze swojej twórczej fantazji.

W „Królewiczu” jest scena w sklepie, w której chłopiec recytuje wiersz Goethego. Najpierw cicho, automatycznie. Następnie coraz głośniej i dobitniej, aż w końcu przeobrażając balladę w histeryczny krzyk. Jest to symboliczny moment, dobrze oddający specyfikę nowego filmu Czekaja, który kończy się nie tyle co krzykiem, a glitchem, gdyż dorastanie do indywidualnej ekspresji wiąże się z ciągłym eksperymentowaniem – również reżyserskim.

Ocena:

żarówki 4jpg-01


Michał Trusewicz – rocznik 95′. Studiuje filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim. Publikował w Internecie (np. Popmoderna) oraz na papierze (Fabularie). Współtworzył pismo kulturalne UW/AŻAJ. W 2016 wydał swoją książkę poetycką „Zakwity”.