Reflektorek #13: Kochać jak świnka i dzik. O miłości i fizyczności słów i rysunków kilka

Miłość to nie pluszowy miś

W pewnym wieku przestaje być nam obca erotyczna strona miłości. Zdajemy sobie sprawę, że chodzi o coś więcej niż spacery o zachodzie słońca i romantyczne wiersze. Do głosu zaczynają dochodzić potrzeby ciała, nie tylko ducha. To sfera całkiem naturalna dla nas, dorosłych. Dla dzieci poznających świat i otoczenie, obszar erotycznych stosunków międzyludzkich jest nieznany i tajemniczy. Dziecko w brzuchu kobiety mijanej na spacerze, a zwłaszcza oczekiwanie na rodzeństwo, rodzi w małej głowie wiele pytań. W związku z tym, nieuniknione są odpowiedzi na pytania z gatunku tych „mamo, jak w twoim brzuszku znalazł się braciszek?”, „skąd ja się wzięłam/wziąłem?”. Tutaj z pomocą może przyjść nowa książeczka wydawnictwa BONA.

 IMG_2002

Dzień dobry, kocham cię

„Świńska książeczka o tym, skąd się biorą prosiaczki”, to historia miłości, od której zatrzęsła się ziemia pod nogami świni i dzika. Wzajemny zachwyt był dla nich niczym uderzenie pioruna. Spędzali ze sobą każdą chwilę, chodzili na romantyczne spacery i randki do kina. Oszaleli na swoim punkcie, wynajęli przytulne mieszkanie w bloku i postanowili iść wspólnie przez życie. Nie była to jednak nieustająca sielanka. Jak to w związkach bywa, monotonna codzienność ujawniła wzajemne różnice. Świnka na przykład była miękka w dotyku, a dzik jak to dzik, trochę szorstki i umięśniony. Zakochani potraktowali tę (jak i inne) różnicę, jako aspekt urozmaicający ich relacje, a w związku z tym, nadal namiętnie i ogniście okazywali sobie miłość, co możemy zaobserwować na kolorowych ilustracjach. Rzeczona namiętność przyniosła im radośnie kwilące konsekwencje, w postaci trójki dzieci. Nie jest to jednak koniec tej opowieści. Uroczej świńsko-dziczej rodzince towarzyszymy nadal w ich codziennych, teraz już rodzicielskich obowiązkach. Nowy rozdział w życiu niczego nie zmienił, nadal są bardzo szczęśliwi. Postanawiają jednak odetchnąć i wyjechać na wspaniałe rodzinne wakacje. Kto wie, z jaką wakacyjną pamiątką powrócą?

 swinskaksiazeczka.

Naiwne pytania

Historia przedstawiona w książeczce wydaje się być banalna. Jednak w połączeniu z wierszykami, które tę treść przekazują, jak i ilustracjami, okazuje się być książeczką niezwykłą. Bowiem każdy z wymienionych wyżej sposobów przekazania treści jest tak samo ważny. Niewątpliwie ta kilkunastu stronicowa książeczka stanowi doskonałe wsparcie do rozmowy z dzieckiem o tym, czym jest seks i o co w tym temacie chodzi. „Świńska książeczka…” pokazuje, że o seksie można mówić z ironią i humorem. Bez rumieńców, a z uśmiechem.

Kilka słów na poważnie

Jest jednak w tej książce coś, co mnie niepokoi. Być może chodzi o język, którym opisuje się relacje świnki i dzika. Owszem, jest on zabawny i dwuznaczny. Ale dla mnie trochę zbyt dwuznaczny. Gdzieś pod skórą czuję, że książka jest bardziej dla dorosłych (z humorem o małżeńskiej/partnerskiej codzienności), niż dla nastolatków. To widać, w połączeniu treści i ilustracji. O przynależności do literatury dziecięcej nie może decydować jedynie fakt, że książka jest mała, pełna kolorowych ilustracji i napisana wierszem. Cóż jako dorosła równie znakomicie się bawiłam.

Aleksandra Cieślak, Świńska książeczka, wyd. BONA, 2017.

Nasza ocena:

żarówki 4jpg-01

 


paulina_zaborowskaPaulina Zaborowska – kulturoznawczyni i filmoznawczyni. Zakochana w literaturze i kinie. Uważa, że najcenniejsze przedmioty w domu to książki, a najlepszym sposobem na spędzenie wieczoru jest film. Absolwentka kulturoznawstwa na UKSW – zmęczy nawet „Pancernika Potiomkina”, bo słynną scenę na schodach w Odessie każdy miłośnik kina znać powinien. Jest też mamą.