Międzynarodowy Festiwal Sztuk Performatywnych A PART. Rozmowa z Kamilem Guenatrim

Rozgrzana od słońca plaża skrywa wiele tajemnic. Jakby to były sprawy życia i śmierci. Morze towarzyszy wspomnieniom Kamila Guenatri’ego, performera, który na katowickim festiwalu otworzył przed nami „szczelinę zmierzchu”.

guenatri

Monika Winnicka: Twój proces twórczy rozpoczął się tak naprawdę w dniu urodzenia – w Algierze, mieście, które dało Ci materię do budowania artystycznego przekazu. Jaki jest Algier w Twoich wspomnieniach?

Kamil Guenatri: Sam proces twórczy nie rozpoczął się oczywiście w czasie mojego dzieciństwa, ponieważ nie byłem nim jeszcze wtedy zainteresowany. Jeszcze przed rozpoczęciem pracy artystycznej studiowałem i pracowałem w branży inżynierskiej. Poezja i performans pojawiły się później, kiedy przeprowadziłem się z Algierii do Francji i poczułem się „nie na miejscu”. „Moretti” przywołuje we mnie właśnie ten punkt geograficznego, kulturowego i językowego przejścia między Maghrebem i Zachodem.

Performans „Moretti” powstał jednak z bardzo intensywnej materii Twoich wspomnień z Algieru właśnie…

Przypomina on mały kawałek jednej z prywatnych plaż, które znajdują się w Algierze. Aby się tam dostać, koniecznym było przedstawienie przepustki generała armii, ministra, zaprzyjaźnionego parlamentarzysty lub – jak to było w moim przypadku – przepustki mojego ojca, który służył przez całą swoją karierę zawodową w służbach państwowych. „Moretti” było jednym z tych rzadkich i uprzywilejowanych  miejsc, gdzie dozwolone były niektóre swobody. Stanowiło coś w rodzaju przestrzeni liminalnej. Kiedy opuszczaliśmy plażę, musieliśmy ponownie zmienić nasze zachowanie. „Moretti” przywołuje wreszcie te długie chwile wyczekiwania w mojej młodości, gdyż infrastruktura i otaczające mnie środowisko nie były w ogóle przystosowane do moich możliwości fizycznych. Gdy wspominam morze, wciąż mam w pamięci tę latencję, podobnie jak nudę i medytacyjne oczekiwanie. Właśnie o takich przejściach mówię w moim performansie. Większość moich prac poświęcam owej „szczelinie zmierzchu”, przez którą elementy składowe podróżują z rozpadu w kierunku ich, ale również naszej, odnowy.

Kamil-Guenatri

fot. Lola Benardi

„Moretti” to ciągła walka bytu świadomego, którym jest człowiek, z bytem nieświadomym, czyli wszechświatem. Bitwa wydaje się jednak dla ludzkości z góry przegrana. Czy nasza transformacja, Twoim zdaniem, miałaby polegać na pogodzeniu się z nieuchronnością procesów wszechświata?

Tak, wierzę w to głęboko, choć nie tylko z fatalistycznego punktu widzenia. Wystarczy zatrzymać się na chwilę i zacząć kontemplować otaczający świat. Zaobserwować to, co nas otacza: ziemię i jej elementy, gwiazdy i ich organizację. Jest też ludzkość. Mam na myśli naszą obecność na ziemi ze wszystkim, co udało nam się osiągnąć, odkryć i zdobyć do tej pory. Ważne są wygenerowane przez nas mity, historie, teorie i wszystko, co zostało napisane dla zachowania oraz przekazywania pamięci. Tak naprawdę, wcale nie przegrywamy. Kiedy zastanowimy się nad systemem, który pozornie nas przewyższa i porządkuje, dojdziemy do wniosku, że jest wręcz przeciwnie. Naszą wiedzą osiągamy zwycięstwo nad tym, co nas stanowi. Medytować nad konstelacjami, znaczy tyle, co uświadomić sobie, że możemy, dzięki obecności tych aktów we wszechświecie i naszej obecności, stać się jednością.

Twoje ograniczenia ruchowe zmusiły Cię do opracowania własnego i niepowtarzalnego języka wyrazu. Nadajesz przedmiotom „codziennym” indywidualne i symboliczne znaczenie. Czy zdarza się, że jesteś przez to rozumiany w inny sposób w zależności od miejsca, w którym prezentujesz swoją sztukę?

Kontekst jest ważnym czynnikiem w projektowaniu performansu. W niektórych przypadkach sytuacja polityczna i społeczno-kulturowa mogą stać się elementami, które motywują artystę w wyborze swoich działań. W moim przypadku fakt, że urodziłem się w Algierii, a tworzę we Francji, może czasami generować jakieś nieporozumienia w interpretacji, szczególnie kiedy prezentuję moje prace zagranicą. Te niejasności pochodzą nie tylko z różnic językowych, ale głównie z naszego nieustannego odruchu racjonalizowania przekazów.  Język symboliczny w performansach nie musi być rozumiany, ale powinien być odczuwalny. Poza tym wszystkim – co jest o wiele bardziej istotne – chodzi o to, by dostrzec kilka znaczeń w jednym znaku. Sugestia sprawia, że ​​jest to możliwe. Tworzy się polisemia – każdy widzi elementy związane z własnym doświadczeniem i wrażliwością, poza jakąkolwiek flagą i historycznymi uwarunkowaniami.

fot. Fabien Le Prieult (Visages Vagabonds)

fot. Fabien Le Prieult (Visages Vagabonds)

Jednym z „bohaterów” Twoich performansów jest kolor turkusowy. Co spowodowało, że właśnie ten kolor stał się dla Ciebie tak bliski?

Żeby przywołać kolor turkusowy, musimy się cofnąć bardzo daleko w czasie, ale i przestrzeni. Jego historia zaczyna się w Azji Środkowej, potem przenosi do Mongolii, gdzie moja ciotka ma genealogiczne korzenie. Przechodzi następnie przez Turcję, Andaluzję i Maghreb, do tej części Algierii, w której dorastałem i oglądałem przez cały rok turkusową pełnię Księżyca. Kolor ten przywołuje właśnie tę kulturową atrakcję basenu Morza Śródziemnego. Traktuję go jak materiał plastyczny. Przywraca we mnie ciszę i niczym nie zmącony spokój.

Do udziału w katowickim performansie zaprosiłeś swojego wieloletniego przyjaciela Artiego Grabowskiego. Obaj często pełnicie role szamanów w swoich performansach. Czy obecność dwóch szamanów na jednej scenie nie prowadzi do konfliktu?

Nie wiem czy podejmujemy się w tym przypadku ról szamanów. Konflikt nie powstaje, ponieważ nie ma konfrontacji. To zaproszenie było przede wszystkim hołdem dla człowieka, ale także dla artysty i kuratora, jakim jest Arti. Muszę przyznać, że jego doświadczenie, humor i poczucie dramatyzmu znacząco wpłynęły na moją pracę artystyczną. Należymy do tej samej rodziny, więc nasza współpraca to tylko pomnożenie możliwości!

Korekta: Miłosz Markiewicz

Tekst pierwotnie ukazał się w gazecie Festiwalu Sztuk Performatywnych A PART „Na stronie”.


Monika Winnicka-cropMonika Winnicka – absolwentka Filozofii na UŚ w Katowicach i Malarstwa na ASP w Krakowie. Autorka powieści: „Guzik i banan”, „Podstawienie” i „Status związku”. Współpracuje przy produkcji spektakli teatralnych, tworząc do nich oprawę plastyczną.