DOBRZE UJĘTE: AMELIA PHOTOGRAPHY

Przed jej obiektywem króluje kobieta. I to nie byle jaka, bo wprost wyrwana z innego, magicznego, baśniowego wręcz świata. Do tego intensywne kolory i dopracowane detale. To wszystko sprawia, że fotografie Amelii wyróżniają się i choć na chwilę odciągają od szarej rzeczywistości. Pasja do malowania światłem nie ogranicza się wyłącznie do robienia zdjęć. Amelia jest współzałożycielką prowadzonego ze znajomymi internetowego magazynu – „This Magazine”, który jest skierowany do pasjonatów fotografii.

fot. Amelia Photography

fot. Amelia Photography

Sylwia Chrapek: Czym jest dla ciebie fotografia?

Amelia: To moja pasja. Możliwość kreowania mojego świata. Tego, co mi w duszy gra. To ucieczka od codzienności.

To wyłącznie hobby?

Z wykształcenia jestem ekonomistką i pracowałam przez dość długi czas w zawodzie. W momencie, kiedy fotografia zaczęła wchodzić w moje życie coraz bardziej intensywnie zrezygnowałam z pracy. Poświęciłam się tylko zdjęciom. Podsumowując – fotografia to i pasja, i zawód.

fot. Amelia Photography

fot. Amelia Photography

Jak wyglądała twoja fotograficzna droga? Był jakiś przełomowy moment, kiedy zrozumiałaś, że to nie tylko hobby, że można z tej pasji się utrzymać?

Nigdy nie traktowałam tego jak mojego stałego źródła dochodu. W fotografii jest ogromna konkurencja. Czasami nie są ważne umiejętności a znajomości. Czego nie dofocisz, dasz do retuszera. Ja robię swoje. Na szczęście mam inne źródła dochodu, bo z moim podejściem do tego biznesu raczej nie zrobiłabym kariery.

Teraz każdy, kto ma lustrzankę jest fotografem. Nieraz widziałam anonsy, że państwo młodzi zatrudnią fotografa na wesele, ale nie planują mu za to płacić. Ot wpadnie, porobi zdjęcia, zje, napije się. Przecież lubi focić to, „co mu szkodzi pocykać”. A oni za to „cykanie” łaskawie pozwolą mu wrzucić zdjęcia z tej imprezki do jego portfolio. Piękny odruch. Poza tym przecież będą znajomi z telefonami. Dziwi fakt, że idąc do piekarni, nie biorą bułek za darmo, bo przecież piekarz lubi piec, więc jaki to problem, że upiecze jakieś za free.

A jeśli chodzi o przełomowy moment to był taki, kiedy wróciłam do Polski i doszłam do wniosku, że mam dość widoczków i motylków, i chce ludzi. Jak się zaczęło, tak już poszło. Wszystko przez nadmiar przyrody.

fot. Amelia Photography

fot. Amelia Photography

Nie od razu były to płatne zlecenia? Podejrzewam też, że trochę zajęło znalezienie własnego, charakterystycznego stylu?

Oczywiście, że nie od razu. Poza tym, nie ogłaszam się. Jestem raczej jedną z tych, które robią swoje, a ludzie jakoś sami przychodzą. Hmm… z tym stylem ciężko mi powiedzieć, jak to wszystko poszło. Chyba samo powstało. Zawsze mam najpierw w głowie wygląd i klimat danego zdjęcia. Potem to przenoszę na sam kadr. Jakoś nigdy nie myślałam o swoim stylu. On powstał sam.

fot. Amelia Photography

fot. Amelia Photography

Jakbyś go określiła? Co jest dla ważne w zdjęciach?

Z pewnością jest to fotografia bajkowa. Przesiąkłam klimatem szkockich pagórków, celtyckiej muzyki i jakoś tak cały czas krążę koło tego. W moich zdjęciach musi być wszystko dograne. Wizaż, włosy, stylizacja. Nie wyobrażam sobie, żebym zrobiła sesje bez tego wszystkiego. Nie dlatego, że nie umiem, tylko że nie napracowałabym się przy takiej sesji. W moich sesjach jest planowanie, czas, żeby zebrać całą ekipę. Stylizacja, a więc kontakty ze stylistkami, ustalenie wizażu, fryzury. Z moimi dziewczynami robimy swoje bajki, cudownie się przy tym bawiąc, bo każda z nich jest mistrzynią w tym, co robi. Muszę to tylko odpowiednio spiąć w całość. Każde nasze wspólne spotkanie jest świetną zabawą. Kreacją naszych wizji. I to jest genialne, bo czasami wychodzą rzeczy, które miały wyglądać zupełnie inaczej. No i sprawa bardzo ważna to moje modelki. Mam ogromne szczęście, że trafiam na świetne i piękne osoby… I cudowne jest to, gdy rzucam hasło i wiem, że one przyjadą, jeśli tylko będą miały taką możliwość. Do tego na zdolne do dużych poświęceń, bo mają do mnie zaufanie i wierzą, że wyjdą z tego dobre rzeczy.

fot. Amelia Photography

fot. Amelia Photography

Jak wyglądają przygotowania do takich sesji? Współpracują z tobą zwykle te same osoby czy jest pewna rotacja? I ile czasu zajęło znalezienie osób, które podzielają twoje wizje?

Wcześniej bywało różnie. Pracowałam z różnymi wizażystkami i fryzjerkami. Czasami były to pojedyncze sesje. Czasami było ich kilka. Od roku pracuję z cudownymi dziewczynami – Karinką Grondys i Anetką Ragus, z którymi świetnie się zgrywamy. Najwięcej trudności sprawia nam zawsze zgranie każdej sesji czasowo. Wiadomo, że każda z nas ma swoje życie, pracę i obowiązki. Ale staramy się spotykać raz, dwa razy w miesiącu. I wtedy poza pracą świetnie się też bawimy. A jeśli chodzi o modelki to chyba jestem troszkę inna niż reszta fotografów. Nie szukam nowych twarzy. Uwielbiam pracę z „moimi dziewczynami”, bo znam je i lubię. Wiem na co je stać. Więc nie wchodzę w ciemno. Chociaż zdarza mi się, że ktoś mnie zauroczy i wtedy wychodzę z propozycja współpracy. I zazwyczaj trafiam na fajne osoby. Natomiast same przygotowania zaczynają się od pomysłu. Gdzieś coś zobaczę, coś mi zaświta. A potem już się samo składa w całość.

fot. Amelia Photography

fot. Amelia Photography

Skąd najczęściej czerpiesz inspiracje?

Staram się takowych nie mieć. Droga od inspiracji do kopii jest bardzo krótka. Czasami widzę coś, co mnie zainspiruje – jakiś obraz, przedmiot i reszta sama się układa. To już takie skrzywienie zawodowe, że człowiek patrzy kadrami i wszędzie widzi zdjęcia. Natomiast jeśli chodzi o moich ulubionych fotografów, to oczywiście, że mam takie osoby. Rosyjscy fotografowie są genialni. Świetna obróbka, światło, dbałość o detale. Wszystko spięte na sto procent.

Pokażę Ci. Kareva Margarita to moje guru. Jej prace to obrazy, to bajki, na które patrzysz z zachwytem. Kolejna to Dzhul Irina. Styl podobny, tematyka również, ale troszkę z mniejszym rozmachem. Jest wielu innych fotografów, których twórczość lubię i podziwiam, ale to one są numero uno.

Nie ciągnęło cię nigdy do reportażu, takiej czystej rejestracji tego jak jest, bez kreowania?

Podoba mi się bardzo fotografia streetowa, ale jestem osobą, która nie umie podglądać. Źle się z tym czuję. Mam wrażenie, że za chwile ktoś podejdzie i będzie miał do mnie pretensje, że go łapię w kadrach. Afrykańczycy uważają, że fotografie kradną dusze i nie pozwalają sobie robić zdjęć. A w dzisiejszych czasach, kiedy wszyscy wszystko nagrywają i fotografują, jeszcze ja do kompletu, to już zbyt dużo. Poza tym właśnie, jest jeszcze jedno „ale” – tam nie mogłabym nic wykreować.

fot. Amelia Photography

fot. Amelia Photography

A udało ci się wyjść ze swoimi zdjęciami do szerszego grona odbiorców, choćby poprzez wystawy czy publikacje?

No i tutaj jest pies pogrzebany, bo ja mało wystawowa jestem. Wiem, jak najczęściej wygląda to od środka i chyba nie za bardzo chce mi się w to bawić. Miałam kilka propozycji, ale podziękowałam grzecznie.

A jeśli chodzi o konkursy czy publikacje, to kiedyś byłam mocno zafiksowana na tym punkcie. Wszędzie dodawałam zdjęcia. Było mnóstwo wyróżnień, ale zauważyłam, że przez to łatwo wpaść w jakiś dziwny stan, kiedy robiąc zdjęcia, zastanawiam się czy się spodoba adminom, czy trafi w ich gusta. Troszkę to chore, kiedy taka ambicja przesłania radość robienia tego, co kochasz, więc odpuściłam. Zrobiłam sobie przerwę, w czasie której założyłam z dwójką znajomych własny magazyn foto na Facebooku. Bo przecież bez zdjęć tak całkowicie, to się nie da. No i mam swój magazyn. Nazywa się „This Magazine”. Prowadzi go ze mną grupa świetnych ludzi, fotografów. Mamy w planach w ramach tego robić warsztaty bądź plenery foto. Do tego zaczęłam się troszkę bawić sama w organizowanie plenerów foto. Więc zaczyna się to troszkę rozrastać, ale wszystko w zakresie fotografii.

fot. Amelia Photography

fot. Amelia Photography

O! Powiedz coś więcej o „This Magazine”!

„This Magazine” jest moim ukochanym dzieckiem. Najpierw sama byłam poproszona do współpracy jako admin w dwóch magazynach foto. To owszem dawało sporą satysfakcję, ale pewne rzeczy mi się nie podobały. Kolesiostwo, ukladostwo… – tego nie lubię. Kiedyś z dwójką moich znajomych wpadliśmy na pomysł, żeby zrobić coś własnego. Coś, gdzie nie ma hejtu, gdzie ludzie będą wchodzić z przyjemnością i pokazywać swoje prace. I tak powstał „This Magazine”. Szczerze mówiąc, sama jestem w szoku, że tak sobie ładnie dajemy radę, bo tak na dobrą sprawę mało jest rodzimych magazynów foto w sieci. Istniejemy ponad rok. Mieliśmy być tylko polską grupą, ale jakoś to się wszystko rozrosło i poszło w świat. W tej chwili mamy ponad 14 tys. członków i codziennie przyjmujemy nowe osoby. Grupa jak na ta chwile działa tylko na Facebooku. Jest nas dziesięcioro adminów, którzy codziennie poświęcają na prace w magazynie, swój czas wolny. Codziennie robimy selekcję zdjęć w tzw. „poczekalni”, albumy z najlepszych prac w kilku kategoriach, więc jest z tym dużo pracy. Każdy z nas ma rodzinę, dzieci, pracę, mnóstwo innych obowiązków. Jeśli chodzi o nasze plany, myślimy o warsztatach w ramach „This Magazine”. Odzywa się do nas sporo świetnych autorów, proponując swoje usługi. Myślimy też o plenerach i być może pierwszy odbędzie w pięknej i bajkowej Irlandii… Na tę chwilę to są plany. Wszystko to kwestia czasu i organizacji. A z czasem jak wiadomo ciężko, bo każdy z nas jeszcze, poza tym zajmuje się swoją działalnością foto. No, ale plany są. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

fot. Amelia Photography

fot. Amelia Photography

Większość aktywności „This Magazine” to social media – czy poza wspomnianymi warsztatami jest też miejsce na inne spotkania, na wystawy, a może też wydawnictwo papierowe? Planujecie rozwijać się i w tym kierunku?

To wszystko jest w planach oczywiście, ale problem polega na tym, że każde z nas zajmuje się Thisem w swoim wolnym czasie. Każdy ma swoje życie, rodziny, prace, sesje. Więc chwała im za to, że znajdują jeszcze czas na to, żeby pracować w Thisie. Mam nadzieję, że to wszystko pójdzie w takim kierunku, w jakim byśmy chcieli.

fot. Amelia Photography

fot. Amelia Photography

Znajdujesz jeszcze w tym wszystkim (praca, zdjęcia, prowadzenie magazynu, no i jeszcze wszystkie codzienne obowiązki) czas na jakieś inne hobby, czy też taki czas po prostu dla siebie?

Tak. Uwielbiam jeździć rowerem i od wiosny do jesieni robię około czterech km dziennie. Do tego siłownia, książki. Dzisiaj np. jest 9:17 jestem już po grabieniu liści i odkurzaniu kostki. Pranie włączone, kawka, This, potem na bazarek po kwiaty, które posadzę. Bo uwielbiam się grzebać w ziemi. Potem siłownia i zdjęcia. Ale nie mam codziennie takiego turbo, żeby nie było. Czasami mam dzień poduszkowy i leniwy. Chcieć to móc, jak mówił klasyk. Osoby pracujące na etacie mają dużo mniej czasu ode mnie i dają radę.

Plany i marzenia?

Jeśli chodzi o marzenia fotograficzne, nie mam takich. Chcę robić zdjęcia. Nie mam parcia na wyróżnienia, na nagrody. Chcę mieć magazyn, robić swoje sesje, plenery, spotkania foto i tyle.

rozmawiała: Sylwia Chrapek


sylwia-chrapek-maleSylwia Chrapek – rocznik ’93. Studentka Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach. Nie wierzy w podziały na humanistów i ścisłowców. Równie dobrze czuje się eksplorując świat finansów, jak i pisząc o muzyce czy sztuce. Poza Reflektorem współpracuje z magazynem „Design Alive”.