Słucha(ło) się: Radiohead – „Ok computer”

16 czerwca „OK Computer” kończy 20 lat. To dobra okazja, aby przyjrzeć się, dlaczego jest to album przełomowy lub wręcz najważniejszy w karierze zespołu. Dziś płyta może wydawać się niczym nadzwyczajnym. Ale spójrzmy na ówczesną muzyczną scenę brytyjską, na tych wszystkich podobnych im chłopców, którzy jak oni – chcieli grać. „OK Computer” w tej muzycznej scenerii to coś niebagatelnie ożywczego i nowatorskiego!

Album stoi na styku dwóch etapów twórczości zespołu: nawiązuje do ich początków i przechodzi do tego, z czym mamy do czynienia począwszy od albumu „Kid A” aż do twórczości najnowszej. To podwaliny pod rozwój bardziej wyrafinowanego, eksperymentalnego, refleksyjnego i smutnego grania.

Krytycy zgodnie stwierdzili, że album kończy erę britpopu. Ale to sam britpop w pewnym momencie po prostu się wyczerpał, zespoły zaczęły go przekraczać poprzez swoje poszukiwania muzyczne (choćby poprzez zwrot w stronę alternatywnego brzmienia, jakie uprawiano w Stanach). Od zawsze dyskutuje się, czy Radiohead to faktycznie zespół britpopowy. Niewątpliwie wyrósł na fali britpopowej mody. Świadczą o tym dwa pierwsze bardzo rockowe albumy „Pablo Honey” i „The Bends”. To właśnie na tym nurcie wykształcony został charakterystyczny styl Radiohead, bazujący na skontrastowanych ze sobą gitarach: przesterowanych, wybuchających, brzmiących bardziej subtelnie lub akustycznie. Britpopowe jest też młodzieńcze „wyrywanie się ku życiu” w warstwie tekstowej, które jest obecne na dwóch pierwszych płytach, choćby w utworach „The Bends” czy „High and Dry”.

Zakwalifikowanie do britpopu dla niektórych nie jest komplementem. Ale można ten gatunek docenić, jeśli przestanie się go w sposób stereotypowy kojarzyć wyłącznie z lekkoduszną, szczeniacką muzyką w stylu Oasis, Supergrass, czy Blur. Wystarczy zetknąć się z, wcale nie pozbawioną melancholii i refleksyjności, twórczością zespołów takich jak Suede, Travis, czy The Auteurs. Zdanie na temat nurtu można zmienić zwłaszcza, jeśli zdamy sobie sprawę, że jego przedstawiciele czerpali z muzycznej przeszłości Wielkiej Brytanii: twórczości zespołów zaliczanych do pierwszej brytyjskiej inwazji: m.in. The Beatles, The Yarbirds, The Who, The Kinks, Rolling Stones, ale wiele brali też z punk rocka lat 70. czy stylu zespołów drugiej brytyjskiej inwazji, tworząc z tej mieszanki niepowtarzalne brzmienie, ikonę dekady. To wszystko jest obecne także w zespole Thoma Yorke’a. Żaden zespół, nawet taki jak Radiohead, nie tworzy przecież w próżni!

Na „OK Computer” britpopowe naleciałości grupa zaczęła przekraczać. Zespół nie porzucił jednak swoich rockowych korzeni. Możemy je podziwiać w „Paranoid Android” czy „Electioneering”. Ta płyta szarpie słuchaczem, pełno jest w niej przeskoków stylistycznych, jak w przypadku sąsiedztwa  „Climbing up the Walls”, „No Suprises” i „Lucky”.

„Airbag”, kawałek otwierający album, to jeden z bardziej wybijających się fragmentów płyty. W piosence prawdziwa perkusja zastąpiona została samplem z gry Phila Selwaya. Była to inspiracja cenionym wówczas na wyspach albumem „Endtroducing”(1996) DJ Shadowa. To muzyk na tyle ważny dla brytyjskiej sceny alternatywnej, że na określenie jego twórczości po wydaniu albumu „In/flux” w 1993 roku dziennikarz brytyjskiego magazynu „Mixmag” wymyślił termin triphop, który wkrótce, za sprawą grup takich jak Portishead, Tricky czy Massive Attack, stał się jednym z czołowych nurtów brytyjskiej muzyki popularnej. Album DJ Shadowa złożony był wyłącznie z sampli utworów soulowych, jazzowych, rockowych oraz dialogów filmowych i telewizyjnych. W utworze „Airbag” możemy wysłyszeć nie tylko hiphopową czy triphopową rytmikę, ale i detale rodem z rapowego bitu. Był to pierwszy album, w którym muzycy czynnie brali udział w produkcji. Dzięki temu mogli eksperymentować z brzmieniem.

„OK Computer” to zbiór enigmatycznych tekstów będących wyznaniem człowieka rozczarowanego życiem. Wszędzie obecna jest apatia, egzystencjalna pustka. Dobrym punktem wyjścia do ich zrozumienia może stać się okładka płyty. Jest ona transkrypcją na język graficzny refleksji na temat współczesnego życia. Sugestywnie świadczy o tym rozmyta kompozycja przedstawiająca autostradę, uosabiającą pęd współczesnego świata. Podwojony napis „Lost Child” nie pozostawia wątpliwości, że nie będzie to wesoła refleksja. Wojny, wypadki samochodowe, katastrofy lotnicze, kruchość i incydentalność ludzkiego życia, zagubienie we współczesnym świecie – to tematy, które przewijają się na całej płycie.

Thom Yorke zawsze był mistrzem przetwarzania stanów psychicznych i nastrojów na język piosenek. Na „OK Computer” kompozycje są podszyte przenikającym bólem, którego kulminacja następuje w „No Suprises”. Przejrzyste dźwięki ksylofonu niesamowicie go oddają. Serce zapchane po brzegi jak wysypisko śmieci/ Praca, która powoli cię zabija/ Sińce, które się nie zagoją (…)/ Taki piękny dom/ Z takim pięknym ogrodem/ Bez alarmów i niespodzianek/ (…) zabierzcie mnie stąd. Smutek zawsze był obecny na ich albumach, ale wcześniej żadna płyta tak bardzo nie dotykała warstwą muzyczną egzystencjalnego cierpienia.

Nastrój z „No Suprises” możemy znaleźć w jednym z najbardziej niesamowitych i poruszających fragmentów płyty – „Exit Music (For a Film)” – to kawałek rozmyty i subtelny, do momentu, gdy zaskakuje wokalno-perkusyjno-elektroniczna eksplozja. Melancholia tkwi też w melodyjnym, onirycznym „The Tourist”. Rzecz tyczy się zabieganego, powierzchownego życia współczesnego człowieka. Pytają mnie dokąd ja do cholery idę?/  Sto kilometrów na godzinę.(…)/ Człowieku zwolnij, zwolnij!/ Idioto zwolnij, zwolnij! – śpiewa Yorke rozpaczliwie. Niezwykła jest poruszająca, słownomuzyczna wstawka „Fitter Happier”. Przy niepokojącym, nieco schizofrenicznym akompaniamencie pianina i elektronicznym tle zmieszanym z dźwiękami radiowych lub telewizyjnych przekazów słyszymy gorzkie wyznanie zmęczonego życiem człowieka, który recytuje przepis na poprawne życie, okazujące się być istnym szaleństwem przyprawiającym o paranoję.

Jak wskazuje sam tytuł „Paranoid Android” to kompozycja psychotyczna, zmienna, złożona, jakby chcąca oddać kłębiące się w głowie emocje, stany. Podmiot liryczny wybucha wokalem i uderzeniami przesterowanych gitar, to powraca do melancholijnego, spokojniejszego brzmienia. W zestawie wybija się jeszcze szarpiący singel „Karma Police z elektronicznym motywem przebijającym się przez dominujące dźwięki pianina i akustycznej gitary. To jeden ze smutniejszych momentów na tym albumie z niezapomnianym, przyprawiającym o dreszcze, wyśpiewanym niemal płacząco przez Thoma Na krótką chwilę zgubiłem siebie. Dla takich momentów po ten album sięga się wielokrotnie.

„OK Computer” to płyta bardzo dekadencka. Ale chyba tego rodzaju nastrojów wówczas szukano w muzyce, bo pomimo trudnej w odbiorze tematyki i formy, płyta przez długi czas była najlepiej sprzedającym się krążkiem w Europie i USA, gdzie zadebiutowała na 21. miejscu listy przebojów Billboardu. Radiohead zaczęto nazywać największym zespołem świata.

Korekta: Anna Kalinowska-Mitra


Adrianna Ryłko

Adrianna Ryłko – rocznik ’95, studentka 3 roku kulturoznawstwa. Słucha muzyki kiedy tylko może. Entuzjastka radia i wszelkich odmian rocka. Lubi też kino, zwłaszcza polskie.