Może samo ciało już nie wystarcza – rozmowa z Izą Szostak

Polska Platforma Tańca 2017, Bytom. Siadamy z Izą Szostak na parkingu przed halą Interplast Plastic Products. Warunki są polowe, otacza nas wieczorny chłód. Ale o Balecie Koparycznym trudno byłoby rozmawiać w miękkim kawiarnianym fotelu z filiżanką kawy w ręku. Jesteśmy w miejscu, w którym tuż przed chwilą zakończył się spektakl, kurz spod kół koparek jeszcze nie opadł.  Emocje także.

fot. Zbigniew Żupa

fot. Zbigniew Żupa

Katarzyna Zioło: Porozmawiajmy o tym, jak to wszystko się zaczęło. Co było zapalnikiem tego pomysłu? Z tego co wiem, interesuje Cię antropologiczna praca, czy to prawda?

Iza Szostak: Tak, ze względu na moje studia. Interesuje mnie „podglądanie” ludzi, obserwowanie ich rytuałów. Nie tylko społeczności plemiennych, czy wiejskich – tak potocznie może się kojarzyć antropologia. Chodzi mi również o subkultury, o poznawanie ich języka, sposobu komunikacji. Przyglądam się temu, jak wytwarzają właściwe sobie normy społeczne. Jest to proces nazywany obserwacją uczestniczącą. Z też tego bardzo dużo czerpię do mojej pracy choreograficznej.

Komunikacja, język, rytuał – zostańmy przy tym na chwilę. Miałam poczucie, że w Balecie Koparycznym też w pewien sposób poszukujesz nowego języka, metody komunikacji, skutecznej w nowo powstającym wokół świecie.

Cóż, w pewnym sensie tak. Pomysł na spektakl powstał z mojego marzenia, fascynacji jeszcze z czasów dzieciństwa. Zawsze interesowały mnie roboty, maszyny. Złapałam się na tym, że chodzę po mieście i zatrzymuję się przy placach budowy. Obserwuję jak pracują koparki, dźwigi, wszystkie podnośniki… Przyglądałam im się i w pewnym momencie dostrzegłam w nich ruch, motorykę, choreografię. Pomyślałam, że fajnie byłoby to przełożyć na inny język, tylko jeszcze wtedy nie wiedziałam jak.

Co więc stało się bodźcem do działania? Co pomogło rozpocząć Ci pracę nad Baletem?

W zasadzie zaczęło się od tego, że opowiedziałam o moim pomyśle na poprzedniej Platformie Tańca. Była tam Anna Królica, która właśnie składała projekt dotyczący postaci Oskara Schlemmera do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Miał on dotyczyć zagadnień mechaniczności ruchu. Dostałam więc propozycję, żebyśmy spróbowały ten projekt zrobić razem. I to się wydarzyło. Później tygodniami szukaliśmy firmy chętnej do podjęcia z nami współpracy…

No tak, techniczne aspekty musiały być zabójcze.

Wyobraź sobie, że entuzjasta znalazł się właśnie tutaj, na Śląsku, w Czeladzi. Był to prezes firmy produkującej maszyny budowlane, któremu opowiedziałam o moim pomyśle. Powiedział, że nigdy w życiu nie słyszał, żeby ktoś tak opowiadał o jego maszynach. I się zaczęło. Dostaliśmy od niego zaproszenie na ustanowienie „rezydencji”, szczególnej „sali prób” na parkingu firmy, w Czeladzi.

fot. Monika Stolarska

fot. Monika Stolarska

Zastanawiam się jak wyglądał ten proces. Jest to „sprzęt ciężki”, a nie codzienna materia, z którą pracuje tancerz.

Najpierw uczyłam się sama, na parkingu. Później dojechał do mnie Paweł Sakowicz i robiliśmy kurs na operatorów tych maszyn. Uczyliśmy jak je obsługiwać, jak podnosić łopatę, jak przesypywać piasek. Do tego dochodziły kwestie związane z precyzją, które są niezwykle ważne w obsłudze tej maszyny. Są joysticki, pedały. To bardzo skomplikowane, trzeba nauczyć się koordynacji i kontroli. Z czasem odkryliśmy, że koparki stały się naszymi kostiumami. Zaczęliśmy więcej czytać o Schlemmerze, o tym jak pracował nad kostiumami, czym dla niego były. Okazało się, że nasza koparka może stać się przeskalowaną, dziwną bryłą, którą się ubiera i staje się hybrydą, zaczyna być twoim przedłużeniem.

I sprawdza się to bezpośrednio w pracy performera?

Tak, bo określony stan emocjonalny wpływa na pracę z maszyną – emocje przekładają się na twoje ruchy, a więc jednocześnie na ruch maszyny. Wszystko ma znaczenie – czy drżysz, czy jesteś spokojna. Z czasem poszczególne elementy zaczęliśmy przekładać na język choreograficzny. Zaczęliśmy, między innymi, pracować na rytmach, które w pracy Schlemmera również były bardzo istotne. W zasadzie cała nasza dramaturgia jest zbudowana na rytmach silnika, na spiralach, kołach.

Powiedz coś o krajobrazie, który zbudowałaś na scenie-hali. W powietrzu unosiła się atmosfera czegoś niedopowiedzianego, niebezpiecznego.

Przy Balecie Koparycznym pracowałam ze scenografem Łukaszem Kwietniewskim. Miałam wizję, żeby stworzyć trochę księżycowy, trochę postapokaliptyczny świat. Przestrzeń, w której status maszyny jest niedookreślony. Nie wiadomo czy są to ludzie w maszynach, czy jakieś ludzko-robotyczne hybrydy… Ale ważne, że nie są to jakieś super nowoczesne roboty rodem z science fiction. Maszyny w naszym spektaklu są znacznie bardziej vintage, jest w nich rodzaj dziwnej, przenikającej sceniczny świat melancholii.

fot. Monika Stolarska

fot. Monika Stolarska

 Mamy zatem zarys narracji „Baletu”, ale wydaje się, że równie ważną rzeczą w tym spektaklu jest relacja. Czy też relacje.

Oczywiście. W kreowanym świecie, co było bardzo ciekawe, zaczęły tworzyć się różne relacje – między nami tancerzami, między sami maszynami  i między obiektami-hybrydami. Widzisz, zupełnie inna jest motoryka, inna jest plastyka ruchu w momencie dotykania miękkiej i delikatnej opony, bo łapiąc ją łopatą koparki inaczej się z nią obchodzisz. Co ciekawe, wszystkie obiekty, które wykorzystaliśmy – opona, piasek, kontenery – wzięły się z parkingu, na którym z Pawłem ćwiczyliśmy. Ćwicząc, zaczęłam sprawdzać jak można je przestawiać, jaka jest ich fizjonomia, co można z nich stworzyć. Praca z obiektami i relacyjność, którą generują, zaczęły mnie interesować.

Jest też oczywiście relacja z odbiorcami, którzy mogą znacznie się między sobą różnić. Poza tym, niesamowite jak udało Ci się utrzymywać przez godzinę uwagę tylu widzów, w zasadzie tylko dzięki dwóm koparkom!

Widzisz, może samo ciało już nie wystarcza. A może NIE TYLKO CIAŁO jest tak mocne i wyraziste, jak nam się wydaje. Ciekawe, co by było gdybyśmy mieli zakryte twarze, zaciemnione szyby. Mieliśmy taki pomysł.

Jednak mimo tego, że tworzycie z maszynami nierozłączne, integralne obiekty, nie jesteście anonimowi. Występujecie w kostiumach – jako postacie, performerzy. Wasza praca w pojazdach jest fizyczna wyczerpująca. Zmierzam do tego, że jednak tych twarzy nie zasłaniacie. Człowiek wciąż jest ważny.

Tak jest, oczywiście. Ale może jego ręka już inaczej wygląda, jego ciało inaczej pracuje, wszystko ulega jakimś zmianom, podlega wpływom.

fot. Monika Stolarska

fot. Monika Stolarska

W zasadzie spełniłaś swoje marzenie. Jest w tym coś magicznego. Mnie fascynowały zawsze żurawie robotnicze. Często przejeżdżając tramwajem przez ten nasz „rozkopany”, wiecznie w przebudowie Śląsk, widziałam małe kopareczki i zawsze myślałam o tym, że w ich ruchu jest coś interesującego. Jednak generalnie dla większości są to przecież przeciętne rzeczy.

Teraz nie będziesz tak na nie patrzeć.

To prawda. Dziękuję Ci za rozmowę.

Korekta: Hanna Kostrzewska 


Kasia Zioło – filolog i kulturoznawca. Tancerka i performerka. Doktorantka Kulturoznawstwa na Uniwersytecie Śląskim w zakładzie Teatru i Dramatu, bada polskie autorskie teatry tańca oraz ich miraże z performance art. Pedagog tańca, choreograf. Inicjatorka cyklu warsztatów Dance with me, mających na celu szerzenie zamiłowania do tańca współczesnego wśród młodzieży narażonej na utrudniony dostęp do kultury. Członek Fundacji Wielki Człowiek, wegetarianka, miłośniczka kotów.