Rave na salonach?

Z okazji zbliżającej się imprezy w Centrum Kongresowym pisałam tak: „Jeśli nadal jest Wam smutno z powodu braku słynnego klubu Electro, to możecie spać (nie)spokojnie”. I dalej twierdziłam, że trzecia edycja Elektroklub będzie „smakowitym aperitifem przed latem usłanym festiwalami”. Niestety, na prawdziwe przystawki oraz rave’y, które byłyby godne swojej nazwy trzeba jeszcze trochę poczekać.

elektro4

Wydawałoby się, że Elektroklub III ma w sobie wszystko, czego potrzebuje dobra muzyczna impreza. Wielka przestrzeń Międzynarodowego Centrum Kongresowego, zamieniona na jedną noc na klub nocny, trochę onieśmiela, wyrywa z codziennego rytmu. Jest to ogromne miejsce i zdaje się, że idealnie pasuje do elektronicznych wydarzeń. Skoro Tauron Nowa Muzyka korzysta z tej strefy, to dlaczego Eletroklub ma odpuścić taką możliwość? A powinien, bo właśnie przez nieodpowiednie miejsce impreza była jałowa, pozbawiona undergroundowego sznytu. Całe wydarzenie zostało podzielone między prowizoryczny, chybotliwy bar, stoisko z ciastami, palarnię, i wielką salę przeznaczoną do tanecznej zabawy. Problem tkwi w tym, że przestrzeń MCK odebrała wydarzeniu intymność, funkcję scalającą ludzi. W mniejszych klubach sala przeznaczona do podrygiwania jest zlepiona z barem, palarnia jest nieopodal i wszyscy kłębią się w atmosferze tanecznego luzu. Podczas Elektroklub III czułam osamotnienie, brak łączności i nastroju sprzyjającego gadaniu.

elektro3

Sami artyści zostali dobrani w ciekawy sposób. Jako pierwszy wystąpił Dtekk, czyli białostocki muzyk, aktywista. Następnie na scenie pojawił się duet Saschienne, który trochę dryfował pomiędzy różnymi tonacjami i brzmieniami, by uzyskać lekkie uderzenia. Po kolektywie nastąpił zwrot w stronę muzyki granej tradycyjnie lecz brzmiącej ultranowocześnie. Electro Guzzi, trójka Austriaków, zagrali żywiołowo, dodali trochę więcej energii do poprzedniego występu i pokazali, że gitary, perkusja, przy lekkiej modyfikacji, mogą brzmieć jakby zostały wyciągnięte z DJ-skich deków.

elektro1

O ile początek jeszcze odpowiadał pierwotnemu line-upowi, oprócz występu Dtekka, który został przesunięty na początek, tak później nastąpił zwrot. Na scenę wkroczył Errorsmith lubiący powracać do starych brzmień, postpunkowych dźwięków. Tyle że berliński muzyk przerwał klubowy klimat na rzecz zaprezentowania muzycznych wariacji na temat błędu. Być może nie zrozumiałam intencji zmiany w line-upie, ale obserwując innych klubowiczów wnioskuję, że nie tylko ja poczułam nudę i zdenerwowanie. Cały impet Elektroklubu wyhamował. Dopiero Legowelt dodał imprezie polotu. Holenderski muzyk wykorzystał pokłosie lat 90., podkręcił berlińską, detroitowską fonię psychodelicznym brzmieniem i wydarzenie wróciło na właściwe tory. Robaga Wruhme wystąpił na koniec, prezentując to, co potrafi najlepiej, czyli dźwięki berlińskiego electro undergroundu, z którego pochodzi.

elektro2

Niestety wydarzenie Elektroklub III nie należało do udanych. Trochę za dużo było nudy, zmian w line-upie oraz przestrzeni sprawiającej, że grupa kilkudziesięciu ludzi prezentowała się mizernie. Być może organizatorzy chcieli za bardzo odtworzyć klimat nocnych imprez na letnich festiwalach, co spowodowało, że wydarzenie, które miało być huczne, było miałkie.

Korekta: Anna Kalinowska-Mitra


 katarzyna-warmuz-male
Katarzyna Warmuz – jej pasją jest poznawanie dziwnej
i mało znanej muzyki, która z niewiadomych powodów schowała się w na marginesach dźwięków. Interesuje się również surrealizmem w literaturze, ruchami awangardowymi i anarchistycznymi w szeroko pojętej sztuce.