Welcome to the machine

Sambor Kostrzewa to fenomen, który bez trudu można ulokować w międzynarodowym kanonie ambitnego popu. Od kilku lat wyróżnia się spośród artystów rodzimej sceny muzycznej, o czym świadczyła już jego znakomita debiutancka płyta „Yesterday Is Unknown”. Czy mnie dzisiaj zaskoczy? Zobaczmy!

Sambor1

„Umbra” Sambora to nie płyta… to cały koncert. Spójny, dobrze przemyślany, jakby gotowy do odtworzenia „na żywo”.  To spektakl, w którym światła i cienie odgrywają rolę kluczową, a ilustrowane są przestrzenną muzyką pełną wewnętrznych struktur. Nie bez przyczyny recenzję zatytułowałam „Welcome to the machine”: to nie tylko zaproszenie do astralnej podróży poprzez autorskie kompozycje Sambora – to także odwołanie do kultowego mistycznego kawałka Pink Floyd. Taki właśnie jest początek najnowszego krążka Sambora, taki jest „Days of Umbra”, „The Great Escape”, i taką atmosferą przesiąknięta jest cała płyta. Trzeba przyznać, że na efekt wpływ mają w głównej mierze klawisze i warstwa produkcyjna. Ta druga, bardzo dopracowana, w mojej opinii „robi tę płytę”. Dostrzegam (być może błędnie) korelacje pomiędzy moimi pierwszymi skojarzeniami z brzmieniową astrofizyką a okładką i tytułami utworów. Umbra jest czarna, trzeba to jasno powiedzieć (chociaż generalnie to żółcień) i zawiera w sobie konstelacje, z których widoczne są tylko linie łączące.

Sambor Umbra

Zanurzając się głębiej w „Umbrę” śledzimy odległe części muzycznego kosmosu; znajomego, ale jakby odkrywanego na nowo. Nie ma tu przecież żadnego eksperymentu, jest czysta prostota ubrana za to bardzo stylowo i nowocześnie. Są także proste, ale jakże wymowne teksty, jak np. Zimna podłoga, leżę bez ruchu – nic mi się nie chce. Patrzę na zegar, czas mi się kończy – daj mi go więcej (Solaris), choć w tym wypadku samo słowo nie ma racji bytu bez wyrazistego rytmu jaki nadaje bas. Inaczej rzecz ma się z poetyką singla „Pożar”, która działa sama w sobie. Łamie w pół, tak mocno jak połamane są rytmy nadawane przez perkusistę Adama Cyzię (zresztą nie tylko w tym utworze). Urzeka subtelny, na wpół krzyczący głos: I nie potrafię się zatrzymać/I nie potrafisz się zatrzymać cały płonę/cała płoniesz.

Sambor2

Muszę przyznać, że lubię, gdy język jest narzędziem artystycznego wyrazu, a artysta umiejętnie wykorzystujące potencjał fonetyki. Sambor zamiennie posługuje się polską i angielską mową, nie faworyzując żadnej z nich. Dlatego też przejścia z polskojęzycznej piosenki na angielską nie rażą; wręcz przeciwnie, wydają się być bardzo naturalne, pochodzą z jednego uniwersum. Im dalej w las, tym bardziej trip-hopowo, tym bardziej nowojorsko  (nie pytajcie, skąd to skojarzenie) i depresyjnie. Płyta jest wyjątkowo mroczna, gdyby porównać ją z „Yesterday Is Unknown” oraz „Bruksizmem”. Mimo to wiosenny czas sprawia, że wyobraźnia czeka na artystyczne bodźce, jakich dostarcza muzyka Sambora. Wracam do „Umbry” po wielokroć i za każdym razem jest mi futurystycznie i duma mnie rozpiera, jak przy oglądaniu skoków narciarskich: że taki zdolny, że nasz.


Hanna BaronHanna Baron – studentka historii urodzona w 1991 roku, na stałe mieszkająca w przeszłości. Teraźniejszość odwiedza w celu zaczerpnięcia kultury, szczególnie zaś muzyki. Klachula abo rajcula. Ino fandzoli cołki czos, A jak niy fandzoli to robi we Silesia Videosession abo szkryfluja do jakiyjś cajty we Internecu.