Seks, zbrodnia i doskonała kuchnia, czyli dlaczego kocham czeską literaturę

Gdyby „Młyn do mumii” powstał w Polsce, nie mógłby liczyć na szeroką dyskusję ani nominacje do literackich nagród. To byłoby nie do pomyślenia – przecież nie podejmuje żadnego ważnego społecznego tematu, nie rozlicza ze wstydliwych zbrodni, nie broni ani nie atakuje Żydów, nie opowiada się po żadnej politycznej stronie. O zgrozo, służy jedynie czystej, niczym nieskażonej rozrywce, jest bezwstydną, rozpasaną literacką ucztą, w której liczą się zgrabny język, świetna fabuła i barwne postacie. A wszystko to w oparach zbrodni, seksu i kulinarnych przysmaków.

młyn do mumii_2

Na szczęście książka powstała za naszą południową granicą, a Czesi potrafią docenić to, co dostarcza im przyjemności (a jeszcze bardziej potrafią docenić autora, który z taką czułością pisze o piwie i innych trunkach). Dlatego „Młyn do mumii” został w 2015 roku uhonorowany najbardziej prestiżową czeską nagrodą literacką: Magnesia Litera w kategorii proza.

Miłość zawsze pojawia się znienacka

Sylwestrowa noc. Rok 1865 odchodzi niespiesznie w przeszłość, a mieszkańcy zgromadzeni licznie na praskim rynku z napięciem wpatrują się w ratuszową wieżę. Oto po ponad czterdziestu latach ponownie ma zostać wprawiony w ruch słynny zegar Orloj. Punktualnie o północy jego uderzenia ponownie będą rozbrzmiewać echem w ciasnych uliczkach wokół rynku. Wśród tłumu jest też komisarz Durman, który nie wie jeszcze, że pierwszy dzień nowego roku okaże się dla niego przełomowy – tuż przed świtem natrafi na bestialsko zamordowanego praskiego listonosza, ukrytego pod brukiem w żydowskiej dzielnicy, oraz pozna miłość swojego życia, Libuszę Jedwabną.

młyn do mumii_1

Komisarz nie będzie mógł niestety nasycić się tym niespodziewanym uczuciem, ponieważ kolejne dni przyniosą kolejne trupy – tak samo jak za pierwszym razem będą to prascy listonosze. Durman, wspierany przez swojego niezrównanego kompana, detektywa Egona Altera, ruszy śmiało tropem sadystycznego mordercy, który nie tylko pozbawia chłopców w mundurach życia, lecz także zostawia ukrytą wiadomość między okiem a powieką.

Work-life balance komisarza Durmana

Myliłby się jednak każdy, kto wziąłby „Młyn do mumii” za retro kryminał w duchu Krajewskiego czy Wrońskiego. Zbrodnie, choć efektowne i występujące obficie, jak również śledztwo, żmudne i nieprędko postępujące naprzód, są tu zaledwie kanwą, na której Petr Stančík plecie zupełnie inną historię. A jest to opowieść kulturoznawcza, choć w żartobliwym entourage’u – autor odkrywa przed nami Pragę drugiej połowy XIX wieku, pokazuje obyczaje mieszkańców, wiodąc nas przez ponure zaułki, wnętrza lombardów, w których odnaleźć można wszystko, od smoczych pierścieni po rękawiczki z ludzkiej skóry, kipiące od niespożytej energii burdele i last but not least świątynie rozkoszy, zwane popularnie barami, knajpami, szynkami, gospodami i restauracjami.

młyn do mumii_2

Durman ma doskonale ustawione priorytety życiowe, dlatego nie zajmuje się pracą zbyt długo – znacznie częściej niż na komisariacie można go zastać przy stole, wychylającego kolejny kufel chmielowego nektaru, a za każdy, nawet najdrobniejszy przełom w śledztwie, nagradza się wizytą w jednym ze swych ulubionych domów rozpusty. Między tym wszystkim – z trudem, bo z trudem – znajduje jeszcze czas na regularne odwiedziny w domu Jedwabnych, ponieważ ma wobec panny Libuszy naprawdę poważne zamiary.

Rozkoszy co niemiara

Podtytuł książki dookreśla, że „Młyn do mumii” to „mistyczny porno-gastro thriller z XIX-wiecznej Pragi”. Miłośników pornografii muszę uprzedzić, że raczej się rozczarują – choć pożądanie nieraz wiedzie Durmana w objęcia kobiet, a jego zasługi dla rozwoju przemysłu miłości w Pradze są nieocenione (przywozi bowiem z Paryża pewną nowinkę, zwaną miłością francuską), to sceny erotyczne opisane są w taki sposób, by wiele pozostawić wyobraźni. Fani kryminałów z jednej strony z pewnością docenią klimat retro i intrygę, z drugiej – mogą poczuć niedosyt albo wręcz irytację, bo śledztwo raz po raz przerywają rozbudowane opisy gastronomicznych odlotów Durmana. I tym samym dochodzimy do tej grupy czytelników, której Stančík na pewno nie zawiedzie, a do której zaliczam się również ja: wielbicieli dobrej kuchni.

„Młyn do mumii” to wielki ukłon w stronę ludzi, którzy lubią nie tylko jeść, ale i o jedzeniu rozmawiać, pisać, a nawet czytać! Autor, ramię w ramię ze swoim bohaterem, podporządkowuje jedzeniu wszystko: tempo śledztwa, trasy wiodące do rozwiązania zagadki, a nawet… podróże. Stančík wysyła swojego bohatera na krótki wypad do Paryża tylko po to, aby móc nam opowiedzieć o tamtejszej kuchni. I to jak opowiedzieć:

Z Luwru udali się po Rue de Richelieu do słynnej restauracji Le Grand Véfour, gdzie nie mogli odmówić sobie znakomitych gołębich piersi w sosie Mornay, ponieważ wynalezienie tegoż sosu, łączącego na bazie beszamelu francuski ser Gruyère z parmezanem, przypisuje się właśnie szefowi kuchni tej restauracji.

młyn do mumii_5

I dalej:

Przebrali się we fraki i ruszyli dorożką do luksusowej restauracji La Tubernacle, gdzie podawano wyłącznie potrawy doprawiane truflami. (…) Monumentalną gościnę zapoczątkowały pieczone ślimaki z masłem truflowym, następnie na stole pojawił się kasztanowy sos velouté z truflami, potem truflowe brouillade, foie gras na truflach, Tournedos z sosem truflowym, gratynowany homar obłożony plasterkami trufli, a na koniec tort czekoladowo-truflowy.

Takiej książki jeszcze nie czytaliście. I właśnie słowo „jeszcze” jest tu kluczowe – pora to nadrobić i spędzić kilka (zbyt krótkich) chwil w towarzystwie komisarza Durmana. Zapewniam, że nie pożałujecie!

Nasza ocena:

żarówki 5 małe

Petr Stančík, Młyn do mumii, tłum. Mirosław Śmigielski, wyd. Stara Szkoła, Wołów 2016.


bernadeta1

Bernadeta Prandzioch – Ślązaczka od ponad stu lat mieszkająca w katowickiej dzielnicy Załęże, absolwentka psychologii w ramach MISH-u na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Nie wyobraża sobie życia bez książki w ręce i kolejnej podróży w perspektywie. Współpracuje z Radiem Katowice, publikowała m.in. w „Znaku”, „Opcjach”, „Popmodernie”, „FA-arcie”, „Radarze”. Jej opowiadania ukazały się na łamach „Chimery”, „Nowej Fantastyki” oraz w antologii „Pożądanie”.