Słowo o Jakóbie Szeli

Tańcowali raz po raz,
chłopska kosa, pański pas.
Od ogródka do ogródka,
ciekła rowem krew jak wódka
.

Fot. Bartek Warzecha

Fot. Bartek Warzecha, materiały Teatru Śląskiego

Jakub Szela w powszechnej świadomości ma dwa oblicza. Z jednej strony traktowany jest jako „król chłopski”, który potrafił zmobilizować tę grupę społeczną do przeciwstawienia się w 1846 roku wyzyskującym, szlacheckim rządom. Jednak Szela jawi się również jako symbol najgorszych instynktów i okupionej krwią zemsty. Michał Kmiecik w najnowszym spektaklu Teatru Śląskiego mierzy się z kontrowersyjną postacią krwawego przywódcy chłopskiego buntu. Wspólnie z odpowiedzialnym za dramaturgię Piotrem Morawskim zajęli się adaptacją poematu „Słowo o Jakubie Szeli” Brunona Jasieńskiego.

Fot. Bartek Warzecha

Fot. Bartek Warzecha, materiały Teatru Śląskiego

Scena została usypana ziemią, wokół widzimy okalające ją drewniane belki. Ta prosta, surowa scenografia, w połączeniu z niepokojącymi w swym brzmieniu rockowymi kompozycjami muzycznymi, stanowi interesujące połączenie. To właśnie warstwa muzyczna przedstawienia stanowi jego główny atut – jest efektownym tłem dla wypowiadanej przez aktorów frazy wiersza poematu Jasieńskiego, któremu pozwala wybrzmieć o wiele bardziej naturalnie. Co więcej, to głównie dzięki współczesnym, rockowym aranżacjom można mówić o niesłabnącej do końca energii przedstawienia. Odpowiedzialny za nią jest duet Nagrobki (Adam Witkowski, Maciej Salamon).

Fot. Bartek Warzecha, materiały Teatru Śląskiego

Fot. Bartek Warzecha, materiały Teatru Śląskiego

Oglądamy szereg epizodów, które pozwalają poznać Jakuba Szelę jako człowieka poniżonego przez szlachecki „system”. Stanowią one kontekst dla jego późniejszego buntu. Towarzyszymy mu na przykład w drodze do namiestnika lwowskiego, któremu w nadziei uzyskania pomocy zanosi skargę na żałosny, chłopski los. Jest to bardzo dobrze zrealizowana scena. Aktorzy, reprezentujący bogatych mieszkańców miasta, delikatnie wygrywają palcami na krawędziach kieliszków melodię, krążą wokół Szeli i szydzą cicho: „Hi hi hi, ha ha ha, wszędzie się to chłopstwo pcha”. Upokorzony bohater będzie musiał wrócić do wsi z niczym.

Niestety scena ta stanowi wyjątek – spektakl w dużej mierze oparty jest na prostych rozwiązaniach scenicznych, co nie stanowiłoby zarzutu, gdyby inscenizacja nie zaczęła w pewnym momencie dusić się przyjętą przez siebie formą. Brak w niej bowiem wizualnych metafor i niedomówień. W zamian oglądamy szereg oczywistych obrazów, jak w scenie walki chłopa ze szlachcicem, która sprawia wrażenie ćwiczenia aktorskiego albo próby rekonstrukcji bitwy historycznej w jak najbardziej realistycznej formie.

Fot. Bartek Warzecha, materiały Teatru Śląskiego

Fot. Bartek Warzecha, materiały Teatru Śląskiego

Akcja rozgrywa się w dialogach, a działania bohaterów w większości scen są pomocniczą ilustracją słów. Kostiumy z epoki (brawa dla Igi Słupskiej i Szymona Szewczyka!) nie pozwalają natomiast zapomnieć, że mimo współczesnych, muzycznych uaktualnień autorzy spektaklu każą bohaterom mocno stąpać po XIX-wiecznej ziemi.

Po wyjściu ze Sceny Kameralnej długo zastanawiałam się, jakie jest główne źródło niedosytu związanego z obejrzanym przedstawieniem. Wracając myślami w świat inscenizacji opowiadającej o losach Jakuba Szeli zdałam sobie sprawę, że najbardziej zabrakło mi… Jakuba Szeli. Ktoś, kto porwał za sobą gromadę chłopów musiał mieć charyzmę, albo przynajmniej determinację, która pozwala wierzyć, że ma się do czynienia z człowiekiem pewnym tego, do czego nawołuje. Przywódca rabacji galicyjskiej w wykonaniu Jerzego Głybina zdaje się co prawda ze zmartwieniem obserwować nędzną sytuację chłopów na terenie zaboru austriackiego, ale to trochę za mało, żeby zainicjować konflikt do dzisiaj nazywany „rzezią”. Mimo kolejnych upokorzeń nie widać rodzącego się w nim poczucia krzywdy. Jakub Szela został przedstawiony jako łagodny mężczyzna, który podjął się zmobilizowania reszty chłopów do wymordowania swoich panów tylko dlatego, że ostatecznie ktoś musiał to zrobić.

Fot. Bartek Warzecha, materiały Teatru Śląskiego

Fot. Bartek Warzecha, materiały Teatru Śląskiego

Poprzez opowieść o XIX-wiecznych realiach spektakl nawiązuje do aktualnego dzisiaj problemu krzywdy odczuwanej przez tych, którzy nie są zadowoleni ze swojej społeczno-gospodarczej sytuacji, a winą za nią obarczają niezależny od nich mechanizm państwowy. Do tak zwanej „współczesnej pańszczyzny” w zbyt dosłowny sposób nawiązują przyklejone na ścianie ulotki kredytów „chwilówek”. Reżyser spektaklu pyta, do czego może doprowadzić tłumione poczucie niesprawiedliwości i ignorujące owe głosy beztroskie wzruszenie ramion osób, od których ten los zależy.

Jednak czy to, co mówi nam Michał Kmiecik, stanowi ważny głos w dyskusji? Nie ulega wątpliwości, że jest to temat istotny, ale czy „Słowo o Jakóbie Szeli” nie jest tylko wtórną ilustracją znanej już diagnozy? Katowicka inscenizacja finalnie zarówno nie traktuje historii o Szeli jako współczesnej metafory sytuacji pewnej grupy społecznej, jak i nie skupia się na samej postaci „chłopskiego króla” jako przywódcy buntu tamtego czasu. Ma się wrażenie jakby zatrzymała się gdzieś „pomiędzy”.

Nasza ocena:

Korekta: Patrycja Mucha

Słowo o Jakóbie Szeli
Adaptacja, reżyseria, światło: Michał Kmiecik
Dramaturgia: Piotr Morawski
Scenografia i kostiumy: Iga Słupska, Szymon Szewczyk
Muzyka: Nagrobki (Adam Witkowski, Maciej Salamon)
Obsada: Katarzyna Błaszczyńska, Bartłomiej Błaszczyński, Jerzy Głybin, Violetta Smolińska, Mateusz Znaniecki


agata-kedzia-maleAgata Kędzia – redaktorka działów TEATR i TANIEC.
Studentka kulturoznawstwa na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Zakochana w swoim kierunku studiów walczy ze stereotypem leniwego studenta. Rozbudza życie teatralne uczelni w ramach Koła Naukowego Teatrologów.