¡Bienvenido a España! Część 1: o początkach

20 dni temu zaczęłam swój rok w Hiszpanii. Zabieram was ze sobą. W kilku, a może kilkunastu częściach pokażę wam, czym Hiszpania żyje, jaka jest naprawdę, z czym się ją je i czy jest taka, jak na filmach Almodóvara. Możecie się zastanawiać, jak doszło do tego, że zamieszkałam w tym kraju.  Zacznijmy OD POCZĄTKU.

fot. Gabriela Bazan

fot. Gabriela Bazan

Od czasów licealnych miałam bzika na punkcie Hiszpanii. Wiedzą o tym wszyscy moi znajomi. Fascynowały mnie zarówno tamtejszy styl życia, kuchnia, zwyczaje, jak i szeroko pojęta kultura – zwłaszcza hiszpańska kinematografia. Od zawsze było też wiadomo, że chciałam pobyć w tym kraju nieco dłużej niż przez tydzień czy dwa na wakacjach. Przez lata odsuwałam te szczeniackie marzenie na bok, skupiając się na wykształceniu. Ciągle jednak ktoś mi mówił, że jak mnie zna, prędzej czy później tam wyląduję. I tak w 2015 roku obronę magistra postanowiłam podsumować wakacjami po Europie, a dokładniej w  Hiszpanii właśnie. Wraz z przyjaciółmi wybraliśmy opcję samochodową i przez dokładnie trzy tygodnie przejechaliśmy blisko 7 tys. kilometrów zwiedzając (oprócz innych europejskich krajów na naszej drodze) 9 miast w Hiszpanii. Jak możecie się spodziewać, moje nastoletnie marzenie o zamieszkaniu w gorącej Hiszpanii szybko wróciło. Po powrocie z wakacji zaczęłam rozważać ten pomysł. Stanęłam przed pytaniem – zacząć regularne, dorosłe życie czy wyznawać filozofię YOLO i spróbować się zmierzyć z czymś nowym? Ten tekst jest odpowiedzią na to pytanie.

fot. Gabriela Bazan

fot. Gabriela Bazan

Zdecydowałam się skorzystać z programu Erasmus+, by oprócz możliwości zamieszkania w Hiszpanii móc nabyć doświadczenie w przyszłej pracy. Przez rok szukałam idealnego projektu dla siebie – zapalonej kulturoznawczyni, fotografa. Stało się, Wybrali mnie! Na rok zostałam częścią Cazalla Intercultural, stowarzyszenia skupiającego się na aktywizacji miejscowej młodzieży i pracy w obrębie programu Erasmus+. Miałam miesiąc na przyszykowanie się do wyjazdu i przygotowanie się do prawdopodobnie największej dotychczas przygody w moim życiu. I oto jestem! Od kilkunastu dni jestem szczęśliwą mieszkanką niewielkiego miasta Lorca, na południowym wschodzie Hiszpanii.

hiszpania.gaba.bazan.1

fot. Gabriela Bazan

Jak minęły mi pierwsze dni w kraju winem płynącym? Przede wszystkim intensywnie! Pomijam językowy mętlik w głowie. Od pierwszych godzin w Lorce stałam się obiektem zainteresowania mieszkańców, których spotykałam na swojej drodze. Każdy był ciekawy kim jestem, skąd jestem i jak się miewam. To ostatnie pytanie słyszałam naprawdę często. Uznałam więc, że Hiszpanie są szalenie troskliwi i uprzejmi. Nie dali mi odczuć zmęczenia po podróży; zabawiali rozmową i raczyli uściskami. 5 dni po przeprowadzce obchodziłam urodziny. Przypuszczałam, że przeminą cicho i spokojnie, „w samotności”, ale nikt tutaj nie pozwolił mi tak się poczuć. Praktycznie obcy  ludzie, od pierwszej chwili, w której dowiedzieli się o  urodzinach, zaczęli planować świętowanie, robiąc mi tego dnia mnóstwo niespodzianek. Hiszpanie zdecydowanie dali się poznać jako bardzo towarzyscy, otwarci i przyjacielscy. Od razu poczułam się tu jak u siebie. Zdaję sobie sprawę, że stwierdzenie, jakoby Hiszpanie byli mili i towarzyscy trąci banałem. Nie przypuszczałam, że mogę się zaskoczyć aż w takim stopniu. Mogę śmiało stwierdzić, że Hiszpania jest rajem dla osób, które mają problem z nawiązywaniem kontaktów – tutaj kontakty nawiązują się same! W Hiszpanii nikt nie wstydzi się zagadać do obcej osoby, więc jeśli ty się tego wstydzisz – tutaj twój problem  rozwiąże się szybciej niż myślisz. W przeciągu pierwszego tygodnia poznałam około dwadzieścia nowych osób.

fot. Gabriela Bazan

fot. Gabriela Bazan

Musiałam jednak zmierzyć się z jednym – hiszpańskim  stylem życia, który wpłynął na intensywność doświadczeń każdego kolejnego dnia. Aby wszystko było jasne – nie myślę tutaj o sjeście! (która jest naprawdę spoko, gdyby nie fakt, że po sjeście nie działają banki :<) Chodzi o wieczorne spotkania z nowymi znajomymi, które ostatecznie nigdy wieczorne nie były. Powrót do domu o świcie zdaje się być tu czymś normalnym. Na pewno napiszę w kolejnych częściach kilka słów więcej na temat nocnego życia młodych Hiszpanów. Jest to jedna z rzeczy, która szalenie mi się tutaj podoba, ale do której muszę przywyknąć. Kultura wychodzenia z domu jest tutaj bardzo zauważalna. Mam wrażenie, że Polacy są bardziej „zasiedzeni” w domu, wpatrzeni w komputery czy smartfony, co chwilę sprawdzając Facebooka. Generalizuję, wiem, ale zdarza mi się teraz zapomnieć o telefonie; każdą chwilę wolnego czasu spędza się tu z innymi, poza domem, przy piwie, winie czy kawie. Myślę, że każdy nowo przybyły szybko daje się ponieść temu nawykowi :). Ale za to jaki ten nawyk jest nieszkodliwy! O ile zdrowsze jest spotkanie się z ludźmi na mieście niż siedzenie przed telewizorem czy komputerem. Polacy powinni się tego nauczyć!

fot. Gabriela Bazan

fot. Gabriela Bazan

Zadawajcie pytania, powiedzcie, co was interesuje, a postaram się wam o tym napisać!

Korekta: Elżbieta Owczarek 


 
Gabriela Bazan – rocznik ’91. Fototechnik i magister kulturoznawstwa na Uniwersytecie Śląskim. Pełna miłości do fotografii, filmu i muzyki. Duszą mieszka w Hiszpanii. Nierozłączna z aparatem od 2007 roku. W przerwach od oglądania filmów i robienia zdjęć ugotuje coś dobrego, nawet bardzo (nie robiąc temu zdjęć!).