„Tu i Teraz!” na Scenie w Galerii #3: Czekając na Otella

„Czekając na Otella” Teatru Ekipa to odświeżający, młody i angażujący teatr. Nie znając tej grupy wcześniej zastanawiałam się, co może mnie spotkać na ich spektaklu… Czy będzie to połączenie klasycznego teatru szekspirowskiego z Beckettowskim absurdem? Otello na scenie się pojawił, natomiast Estragon i Vladimir nie. Wcale mi zresztą ich nie brakowało. Spektakl „Czekając na Otella” został aktorsko obroniony przez Amina Bensalema, Mikołaja Woubisheta oraz muzyka z zacięciem aktorskim, Grzegorza Mazonia.

Teatr Ekipa „Czekając na Otella”, fot. Artur Turek

Teatr Ekipa „Czekając na Otella”, fot. Artur Turek

Siłą spektaklu są wzięte z życia sytuacje, które zostały wplecione w fabułę. Zaoferowany zostaje nam na przykład wgląd w psychikę małego Murzynka, który śpiewał polski hymn na apelu i nawet dzisiaj, w wieku trzydziestu lat, odczuwa emocje, które mu wtedy towarzyszyły. A dlaczego jest to dla niego tak wielkim przeżyciem? Takie pytanie nie pada, ale widzowie wiedzą, że poza nim wszyscy inni byli biali.

W trakcie oglądania przedstawienia nasuwa się pytanie: na ile pozwalamy ludziom mieszkającym w naszym kraju na bycie Polakiem? Takich pytań pojawiało się w naszych głowach bardzo wiele. Cóż, moim zdaniem Amin i Mikołaj mają prawo czuć się Polakami w stu procentach. Mówią po polsku, tu się wychowali, uczyli, a co najważniejsze – tutaj czują się jak w domu. Jednocześnie obserwując dzisiejszą wrogość wobec inności jakkolwiek rozumianej, gdzie jedynie „polska polskość” jest właściwa, martwię się o los osób, które od niej odbiegają.

Teatr Ekipa „Czekając na Otella”, fot. Artur Turek

Teatr Ekipa „Czekając na Otella”, fot. Artur Turek

Kolejna atut stanowiący o sile „Czekając na Otella” jest ukryty w prostym, nawiązującym do popkultury, wręcz ulicznym języku. Za jego pomocą spektakl opowiada o ważnych, aktualnych sprawach. Z rozbrajającą lekkością obnażone zostają wszelkie jednoznaczne wypowiedzi polityków, którzy na tematy narodowości, imigracji i kryzysu społecznego mają zawsze jedyną właściwą odpowiedź, mieszczącą się w jednym zdaniu – i nie jest to zdanie złożone podrzędnie.

Skoro mowa o języku spektaklu, to jest on w dużej mierze słownictwem młodzieżowym i pojawia się w nim kilka soczystych wulgaryzmów. Osobiście nie przepadam za przekleństwami w teatrze, ale tutaj są one odpowiednie do opisywanych sytuacji. Prawdopodobnie byłby to dobry spektakl dla młodzieży ostatnich lat gimnazjum i liceum, na którą ten język mógłby podziałać jak umysłowa przynęta, skłaniająca do zastanowienia się razem z chłopakami nad kwestiami życia w Polsce, bycia Polakiem, poszukiwania swojego miejsca w tym kraju.

Teatr Ekipa „Czekając na Otella”, fot. Artur Turek

Teatr Ekipa „Czekając na Otella”, fot. Artur Turek

Po chwili sama jako widz wręcz automatycznie zastanawiałam się nad tym, czym dla mnie jest Polska i tożsamość narodowa, co oznacza bycie Polką. Co ciekawe, w wielu kwestiach kiwałam potakująco głową, słuchając, czym jest Polska dla Amina i Mikołaja. Powiem więcej, kilka razy ich przemyślenia spowodowały, że pojawiły się we mnie nieuświadomione pozytywne emocje dotyczące ojczyzny. Innym razem było mi wstyd za nas, za Polaków. Głównie za brak troski o „swoich” (kimkolwiek by nie byli) i tego, że Polak często dopiero po zagranicznych sukcesach zostaje doceniony w kraju.

Bardzo ciekawe okazały się także opowieści o codzienności aktorów o nieco ciemniejszej karnacji. Są inni. Uczy się ich miłości do polskich klasyków, ale na rolę polskiego bohatera nie mają co liczyć. Paradoks tkwi w tym, że nie dostają również roli Otella, który mógłby stać się wymarzoną dla nich rolą, ponieważ Otello był Maurem, czyli był ciemnoskóry. Niestety, jak dowiadujemy się od reżysera, byłby to zbyt dosłowny zabieg. Czasem są zbyt czarni, innym razem niewystarczająco biali. Mikołaj mówi: „Zawsze w takim pieprzonym rozkroku między Europą a Afryką”. Chyba każdy z nas czuł kiedyś, że żyje na granicy dwóch światów, co powoduje, że jesteśmy tacy, a nie inni. To tyczy się również polskiej historii. Nie tylko mieszkańców Śląska, ale również ludzi z innych rejonów.

Teatr Ekipa „Czekając na Otella”, fot. Artur Turek

Teatr Ekipa „Czekając na Otella”, fot. Artur Turek

Zdanie Mikołaja przywołało na myśl moją rodzinną historię. Pradziadek wyprowadził się z Gutentagu (obecnie Dobrodzień!) i wprowadził do Lublińca, dlatego że czuł się Polakiem. Za niemiecką granicą wiódł dostatnie życie, tutaj – biedne. Po obu stronach granicy patrzono na niego jak na wariata; w Polsce jak na Niemca, a w Niemczech jak na Polaka.

Razem ze mną na Otella czekali widzowie od dwudziestego do sześćdziesiątego roku życia. Wspólnie słuchaliśmy, śmialiśmy się, a nawet zaczęliśmy poruszać nogami w takt muzyki. Na koniec biliśmy niewymuszone brawa. Zaprezentowany spektakl to wielki sukces Jana Naturskiego, reżysera i scenarzysty. W historiach dwóch Polaków o mieszanym pochodzeniu dostrzegł coś wyjątkowego i postawił przed nami tę opowieść niczym lustro po to, żebyśmy się w nim przejrzeli. Nie nudził. Opowiedział coś ważnego. Polecam.

Teatr Ekipa „Czekając na Otella”, fot. Artur Turek

Teatr Ekipa „Czekając na Otella”, fot. Artur Turek

Nasza ocena:

Żarówki 6

 

 

Tekst: Anna Raj
Korekta: Sylwia Jarocka