Jestem sztuka, zmieniam świat #10: Ekran płótnem, kino galerią

Związek sztuki z filmem przypomina parę kochanków, świadomych wzajemnego przenikania się, jednak niedojrzałych w relacjach, traktujących się z chłodnym dystansem. Szczególnie zaś sztuka wizualna często sprowadza film do roli uległego jej medium, czysto materialnego tworzywa, w którym można przede wszystkim eksperymentować, posługując się poetyką zaczerpniętą z obcej dziedziny. Takie traktowanie filmu to częsta przypadłość artystów, którzy poszukują nowych form ekspresji.

Andy Warhol_Chelsea girls (2)

Andy Warhol „Chelsea Girls”

Jednym z najbardziej znanych wideo artystów wydaje się być Andy Warhol, który w latach sześćdziesiątych rozszerzył swoją twórczość o reżyserskie eksperymenty. Oczywiście jego próby filmowe mają pewną jakość artystyczną, nawet jeśli pozostają one w polu oddziaływania poetyki malarskiej. Funkcjonują jednak przede wszystkim jako odgałęzienie sztuki galeryjnej – film Warhola nie jest tworem autonomicznym. Działo się to ze względu na autorytarność Warhola w kreowaniu filmowej wizji. Film był całkowicie podporządkowany myśli budującej pop-art – medium filmowe jest podrzędnie wykorzystywane, sprowadzone jedynie do obrazowej funkcjonalności.

Andy Warhol_My Hustler

Andy Warhol „My Hustler”

Produkcje Warhola cechują się afabularnością, są jakby rejestrem ludzkich odruchów. Przypominają perwersyjną wiwisekcję ciała człowieka. Słynne „Chelsea Girls” są bezpośrednim przełożeniem języka sztuki Warhola na filmowe medium, w którym możemy zaobserwować pewne zwielokrotnienia, ikoniczne refreny w pieśni obrazów typowe dla Warhola. Artysta często redukował język filmowy do taśmy, na której można nagrać kontrowersyjne rzeczy z pogranicza konceptualizmu i pornografii. Warhol mógł zakładać, że pulsująca tkanka filmu jest pośledniejsza wobec szlachetnego płótna malarskiego, stąd narodziny „Blue Movie”, który jest wyłącznie zapisem półgodzinnych zabaw seksualnych. Taka praktyka zdradza myślenie o filmie w kategoriach karnawału, w którym sztuka wysoka, szlachetniejsza, może bezkarnie przeobrazić się w coś gorszego, zarezerwowanego dla sfer seksualności i cielesności. Dlatego film Warhola to tak naprawdę ta sama sztuka wizualna, przebrana jedynie w sprośnie upudrowaną karnawałową maskę.

Andy Warhol_Chelsea Girls

Andy Warhol „Chelsea Girls”

Niecodziennym i chyba najciekawszym przypadkiem tej relacji jest moment, gdy artysta bezpośrednio zanurza się w materii filmu, tworząc pełnometrażowe dzieło, nie mające korzeni w sztuce galeryjnej. Jest to praktyka zupełnie osobna, dość rzadko wykorzystywana. Jednak w polskim świecie artystycznym w roku 2016 miała miejsce rzecz bez precedensu – to nieczęste zjawisko stało się wręcz tendencją, gdyż premierę filmową w kinach ogłosili Anna i Wilhelm Sasnalowie oraz Zbigniew Libera.

Wilhelm Sasnal_Anka

Wilhelm Sasnal „Anka”.

Niedługo upłynie niemal dekada od rozpoczęcia działalności filmowej Wilhelma Sasnala. Artysta współpracuje ze swoją żoną – Anną Sasnal – odpowiedzialną za pracę nad scenariuszem. Już samo jej podejście do sztuki scenariopisarskiej zdradza wyjątkową tonację ich filmowego głosu w Polsce – artystka często porównuje swoją pracę nad filmem do konstruowania poematu, który cechuje się subtelnością i lirycznością. Pełnometrażowy debiut Sasnalów przypada na rok 2011. Ich pierwszy obraz – „Z daleka widok jest piękny” – można nazwać szorstką alegorią pełną poetyckich tembrów codzienności. Podkarpacka wioska rozmywa się w promieniach bladego słońca, skóra mieszkańców osady przypomina starą korę drzew. Wszystko skąpane jest w świetle promieniejącej natury, która całkowicie odrealnia ten przejmująco prawdziwy i rzeczywisty obraz biedy i rezygnacji. Przestrzeń życia bohaterów debiutanckiego filmu jest jakby ledwie tlącym się powidokiem wielkiego świata. Cywilizacja została zredukowana do rozciągniętych jeansów i niemodnych bejsbolówek. Ten świat jest skazany na wymarcie, na błyskawiczny rozkład. Nawet trwałe świadectwa obecności człowieka (np. dom) w końcu niszczeją i rozpływają się w podkarpackim słońcu. Nic po materii nie zostaje. Wszystko znika wraz z ostatnimi głosami dochodzącymi z pobliskiego trzęsawiska.

Wilhelm Sasnal_Mościce

Wilhelm Sasnal „Mościce”.

Sasnal nazywa siebie malarzem realistą i właśnie to sformułowanie jest kluczowe dla zrozumienia komplementarności tych dwóch światów artystycznych – sztuki i filmu. Za Rolandem Barthesem również sztuka współczesna ogłosiła śmierć autora, który mógłby być zdolny do kreowania wielkich opowieści, wobec czego triumfują narracje pokazujące dziejowość w perspektywie mikro. I właśnie realizm jest kategorią umowy między autorem a odbiorcą. Realizm to niewidzialna legitymacja, która pozwala artyście mówić o tym, co może zostać odebrane naszymi receptorami zmysłów. Nie chodzi jednak o fotograficzne odwzorowanie rzeczywistości – to byłoby zbyt krzywdzące uproszczenie. Malarz realista przede wszystkim posiada wyjątkową wrażliwość, by uwzględnić to, że między postrzegającym a tym, co postrzegane, istnieje delikatna tkanka abstrakcji, która sprawia, że świat może być doświadczany na różne sposoby. Dlatego Sasnal wykorzystuje w swoim malarstwie epizody nawet trywialne, nie bojąc się zarzutów o pretensjonalną egzaltację zwyczajności. Wszystkie prace kodują realistyczny świat w sposób mocno symboliczny. Każda minuta wyjęta z ciała codzienności może być ważnym elementem prowadzącym do metafizyki. Nawet obrazy portretujące prywatne fragmenty życiorysów mogą przeradzać się w towarzyskie zbliżenia kosmicznych ciał gdzieś w astralnej rzeczywistości.

Wilhelm Sasnal_Mościce (2)

Przełomowym dziełem Sasnalów była „Huba” – obiekt z pogranicza filmu i sztuki kontemplacyjnej. Laboratoryjna precyzja reżyserska z namaszczeniem dotyka jednego z drażliwszych w Polsce tematów, a mianowicie rodzicielstwa. Chropowatość szkieletu filmu pasuje do rachitycznych ciał bohaterów, niejako uginających się pod ciężarem codzienności. Zwyczajność mijających dni pocięta jest przez smugi fabrycznego powietrza, przez rysy nieudanych relacji, przez fałdy społecznych ról. Wybrzuszenia codzienności odbijają się na pomarszczonej tkance skórnej bohaterów „Huby”. Wszyscy wyglądają jak ofiary pasożytniczych organizmów, niewidzialnie ssących energię osłabionego żywiciela. Ten skrajnie pesymistyczny obraz mógłby zostać nazwany czymś pretensjonalnym, sztucznie wykrzywionym przez beznadzieję. By tego uniknąć, Sasnal wykorzystuje swoją wizualną wrażliwość współczesnego realisty – otwiera ten świat na symbol, na pewną metafizykę. Jeszcze bardziej eksponując symboliczność fabrycznego imaginarium, Sasnalowie wykorzystują cytaty ze swoich prac. Seria artystyczna „Mościce” to wyrwanie industrialnej codzienności z jednowymiarowych więzów. I to właśnie dzieje się z rzeczywistością w „Hubie” – zostaje ona rozproszona w kosmosie aluzji, alegorii i uniwersalnych prawd. I właśnie te napięcia w artystycznej skali mogą być ratunkiem dla codziennej egzystencji w świecie, gdzie cały świat przypomina azotową fabrykę, tłoczącą ludzi w surowych celach.

Rzeźba Wilhelma Sasnala_cykl Mościce

Rzeźba Wilhelma Sasnala, cykl „Mościce”.

Nie wszystkie filmowe zapędy artystów wizualnych są czymś udanym. Gdy w zeszłym roku Sasnalowie ogłosili premierę nowego, jeszcze bardziej dojrzałego filmu „Słońce, to słońce mnie oślepiło”, do polskich kin studyjnych wchodził „Walser” Zbigniewa Libery. Libera to niezwykle zasłużony artysta, tworzący już od wczesnych lat osiemdziesiątych. Jego prace, do bólu autentyczne, pozbawione estetyzujących technik, przypominały wideo-eseje, które próbowały kreślić obrazoburcze, lecz szalenie prawdziwe tezy na temat ludzkiej egzystencji. Libera porusza się w obrębie rozważań na temat narodzin, śmierci, choroby, ciała, wychowania, seksualności. Co wyjątkowe, jego sztuka (a szczególnie prace wideo) przypomina niekiedy domowe archiwum kaset VHS. Próżno doszukiwać się tutaj kontekstów, cytatów, czy aluzji do środowiska prac naukowych lub akademickich. Libera nie chce się wyrwać z codzienności i jej ułomności. Nie sili się na ton erudycyjny, który mógłby wytworzyć dystans między artystą a przedmiotem myśli. Dlatego kamera towarzyszy każdemu oddechowi umierającej dziewięćdziesięcioletniej babci, którą Libera opiekował się w początkowym okresie działalności artystycznej.

Zbigniew Libera_Body master

Zbigniew Libera „Body master. Zestaw zabawkowy dla dzieci”.

Filmowy „Walser” teoretycznie porusza się na obrzeżach głównych myśli Libera jako artysty. Mamy problematykę wychowania, komunikatywności i cielesności. Zamiast autentyzmu dostaliśmy jednak fałszywą mieszankę stylu Tarkowskiego z dziennikiem Malinowskiego. Libera od początku interesował się pewnym treningiem społecznym, który jest domeną zachodniej cywilizacji. Świadectwa wpływów społecznych – stygmatów powinności i nakazów – pragnął odszukać w dojrzewających ciałach nastolatków, którzy są już zanurzeni w cywilizacyjnym konkrecie, jednocześnie pozostawiając swoją wrażliwość w świecie abstrakcji i pierwotności. Wydawać by się mogło, że „Walser” będzie świetnym dopełnieniem wcześniejszych prac Libery. Nikt nie posądzał artysty o radykalne wolty estetyczne i ideowe, a jednak jego debiut kinematograficzny jest zupełnym zaprzeczeniem dokonań wcześniejszych na polu sztuki wideo lub fotografii. „Walser” to filmowy potwór Frankensteina, zlepek różnych klisz gatunkowych, różnych tkanek wizualnych, rozwiązań technicznych. Libera pragnął wykorzystać pełny metraż, by poszerzyć eseistyczny charakter własnej sztuki o fabularny, art-house’owy kontekst. Urzędnik kolejowy spotyka nagle dzikie plemię żyjące w niezidentyfikowanej czasoprzestrzeni. Ta pretekstowa fabuła nie prowadzi do żadnych wniosków, które stały u podstaw dokonań wideo Libery. Fikcjonalny świat został brutalnie sprowadzony do kategorii etnograficznej widokówki umieszczonej w kwartalnikach dla domorosłych odkrywców.

Walser_fot_Adam Sikora

Zbigniew Libera „Walser”, fot. Adam Sikora.

Przykład Libery świadczy o tym, że artysta, którego sztuka była bezpośrednim efektem obserwacji rzeczywistości faktycznej i zastanej, może kompletnie polegnąć przy próbie kreacji nowej rzeczywistości. Filmowy Libera już nie może skryć się w figurze reportażysty, który interpretuje świat. Musiał skonfrontować się z pustką nieznanego, która jest potencjalną nową rzeczywistością i będzie dopiero interpretowana przez widza. Wrażliwość artystyczna Libery nie znalazła ujścia w momencie kreacji nowego uniwersum. „Walser” to poharatany rozbitek na brzegu filmowej pretensji.

Walser_fot_Adam_Sikora

Zbigniew Libera „Walser”, fot. Adam Sikora.

Krytycznie patrząc na najbardziej spektakularne przejścia polskich artystów wizualnych na stronę kinematografii, można powiązać sukces artystyczny z wolnością gatunkową. Sasnalowie słusznie tworzą nową jakość estetyczną w kinie, nie siląc się na dokładne przekładanie stylu malarskiego na język filmowy. Kluczem jest jednak zachowanie pewnej wrażliwości, która determinuje kształt ram obrazu filmowego. Dopiero wtedy dwa światy wzajemnie się przenikają, tworząc współzależne, wzajemnie uzupełniające się estetyki. Gdyby Wilhelm Sasnal zrezygnował z poetyckości realizmu, otrzymalibyśmy jedynie pozbawiony głębi naiwny moralitet, który nasuwa skojarzenia z ponurymi wiwisekcjami Smarzowskiego. Z kolei przykład Libery dowodzi, że jego etnograficzne pasaże są nienaturalną hybrydą filmowej gatunkowości i porzucenia indywidualnej wrażliwości twórczej. Libera nie odnajduje się jako wielki kreator świata filmowego. Jego pragnienie etnosu skrywa się gdzieś między półkami z filmami mistrzów kina.

Uważam, że najważniejsze powinno być ocalenie pozycji artysty, a artyści wizualni nie powinni teatralizować gestu reżyserskiego, traktując go jako pochodną zupełnie innej tożsamości. Światy sztuki wizualnej i filmowej są jednak kompletnie różne. Nie można bezgranicznie ufać w stylistyczną przekładalność wizualnych poetyk. Artysta powinien mieć twórczą odwagę, by po prostu zawierzyć swojej wrażliwości, która może ocalić jego samego oraz jego sztukę.

korekta: Martyna Góra


Michał Trusewicz – rocznik 95′. Studiuje filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim. Publikował w Internecie (np. Popmoderna) oraz na papierze (Fabularie). Współtworzył pismo kulturalne UW/AŻAJ. W 2016 wydał swoją książkę poetycką „Zakwity”.