Chaosmuza: Biorę ze sobą Cheetosy z kokainą, a wtedy tłum wariuje

Jeśli uważacie, że z trudnością można znaleźć kobiety rapujące do dobrze zgranych bitów, to nie jesteście osamotnieni. Dzisiaj grzęźnie się pomiędzy znakomitym albumem „The Tribe Called Quest” Saula Williamsa, świeżutkimi singlami Run The Jewels albo zapętla ,,Hello Hi” Zebra Katz’a i Bosco, mając nadzieję, że nowa płyta przedstawiciela queer rapu zaraz zostanie wydana. Poszukując raperek wrogo nastawionych wobec patriarchatu, negujących wszelkie poprawne obycie i kobiecy styl, warto opuścić wielkie wytwórnie, hipsterskie metropolie i udać się tam, gdzie piskliwe głosy mają wzięcie. Reykjavík kojarzy się z Björk, Sigur Rós, GusGus, ale przyszła pora, żeby utożsamiać islandzką enklawę awangardy z hip hopem i to w dodatku w wykonaniu kobiet. Pora, by przesiąknięta męską dominacją scena została powiększona o grupę Reykjavíkurdætur, czyli Siostry Reykjavíku.

chaosmuza-2

W wywiadach określają siebie feministyczną grupą, która powstała przypadkiem i niespodziewanie, na wieczorze raperskim zorganizowanym specjalnie po to, by kobiety pragnące spróbować swoich sił w nawijaniu spotkały się i zorganizowały. Pomysł na stworzenie przestrzeni dla kobiecych amatorek rapowania zrodził się w głowie MC Nadii, ambitnej entuzjastki kultury hiphopowej, która sama została członkinią Sióstr. To dzięki niej w 2013 roku w piwnicy Baru 11 dwieście kobiet mogło zaprezentować swoje raperskie umiejętności. Ze wspólnych spotkań narodził się kolektyw Reykjavíkurdætur, do tej pory działający i zmieniający swoje struktury. Każdy może zostać włączony w szeregi pokaźnej, bo oscylującej między 15 a 20 członkiniami, grupy. Liczy się nieposkromiona wyobraźnia, odwaga i śmiałość w nawijaniu na tematy społecznie niewygodne. Chociaż Siostry Reykjavíku nie poruszają nowej tematyki, nie idą ścieżką radykalnych feministek, to wprowadzają na arenę hiphopu świeżość, wykreowaną niewątpliwie przez pozostanie przy języku islandzkim oraz niepohamowaną wyobraźnię, wprowadzaną w wizerunek kolektywu. Brokat, tęczowe włosy, piercing i moda wykraczająca poza wszelkie schematy – to elementy stałe emploi kolektywu, dzięki któremu Siostry sytuują się blisko stylistyki queerowej, negującej wszelkie płciowe wzory.

Dziewczyny śmiało eksplorują kulturową szafkę i za pomocą wyciągniętych z niej elementów tworzą swój wizerunek. Każda raperka wygląda inaczej. Tutaj nie ma miejsca na powielanie; to przestrzeń przeznaczona na ekspresję własnych fantazji na temat cielesności. Motyw ciała i związanej z nim seksualności to jeden z ważniejszych tematów, które poruszają Siostry. Dlatego nie wstydzą się siebie, swoich pragnień, a o seksie analnym stworzyły balladę. Reykjavíkurdætur to prawdziwe dzieci postmodernizmu – mieszają wszelkie możliwe style w rapowaniu, głosy (podobno dziewczyny dobierają się w duet albo trio na zasadzie kompatybilności barwy), ubiorze i seksualności. Stolica Islandii od dawna uchodzi za enklawę szeroko pojętego hipsterstwa, ale to, co można zaobserwować obecnie na scenie muzycznej Reykjaviku, przechodzi wszelkie oczekiwania. W moim przekonaniu, Islandczycy/Islandki dawno wkroczyli w rzeczywistość, w której bycie ekscentrycznym i dziwacznym wpisuje się w codzienne emploi.

Zdaję sobie sprawę, że obraz pokręconego wizerunku Islandii został wykreowany przez najbardziej znaną artystkę, kojarzoną z wielkimi, surrealnymi konstrukcjami ozdabiającymi jej ciało, czyli Björk. Od tamtej pory dziwaczność to synonim islandzkiej kultury, a otwartość to słowo określające postawę mieszkańców północnej wyspy. Wyłania się z tego obrazek idylliczny, z którym grupa Reykjavíkurdætur chce walczyć; powiedzieć, że rzeczywistość jest trochę oddalona od medialnego snu. Dziewczyny skupiają swoją uwagę na lokalnej sytuacji, koncentrują swoje teksty na problemie islandzkich kobiet i ich postrzeganiu przez wciąż oddaną konwenansom grupę mężczyzn. Salka Valsdóttir, udzielająca często wywiadów jako „liderka” Sióstr, dobitnie stwierdza, że problem seksizmu, uprzedzeń wobec płci i seksualności to tematy, które nadal wywołują na Islandii zdziwienie,  a nawet szok. Raperki chcą za pomocą wulgarności, śmiałych tekstów, nieokiełznanej ekspresji odczarować narzucony przez media obraz i równocześnie pokazać, że walka o równość nie może zakończyć się na kompromisie lub niezauważaniu problematycznych kwestii związanej z płcią. Dlatego Siostry podejmują w swoich tekstach tematy związane z sytuacją islandzkich kobiet, kulturą gwałtu i mizoginii; nie boją się pisać o korupcji wśród polityków i krzyczeć w telewizji w ich stronę wulgaryzmów w rodzaju „spierdalaj”. Podejmują wątki związane ze swobodą seksualną, która tylko pozornie pozwoliła kobietom uprawiać seks bez konsekwencji nazwania tych bardziej wyzwolonych ,,dziwkami”. Dlatego ich kawałek „Drusla” (isl. „zdzira”) stał się w niektórych sferach hymnem prostytutek, dziewczyn wracających nad ranem z rozmazanym tuszem i bez majtek.

Ich twórczość postrzegana jest przez środowisko islandzkich raperów jako aberracja i amatorszczyzna; można śmiało powiedzieć, że jest to kulturowy twór, który uderza, jak podaje w wywiadzie inna członkini Sióstr, Vigdís Ósk, w 50 procent islandzkiego społeczeństwa, pozostającego w konserwatyzmie i prawicowej ideologii. Dlatego więcej aprobaty Reykjavíkurdætur otrzymuje w zagranicznych mediach, niż na rodzinnym podwórku. Ich pierwsza płyta ,,RVK DTR,”, wydana w lipcu 2016, zdobyła kilka pozytywnych recenzji; kilka portali muzycznych napisało o nich artykuły. Głośno o nich nie jest, ale może w muzycznym undergroundzie dojdzie do fermentu i rewolty, bo ile można czekać na grupę, która nawiązywałaby do trzeciej fali feminizmu, a nie wciąż do skamielin lat 60.? Zresztą islandzkie dziewczyny nawiązują do równie mało rozpoznawanych raperek, takich jak Nneka, Celi 7, Little Simz, Jojo Abot lub Shadi Mansour. Te żeńskie głosy, mam nadzieję, w przyszłości strącą z piedestału część męskiej twórczości. Opowieści, które dziewczyny chcą przekazać, są czasami bardziej świeże, dotykają cielesności i reżimów rządzących ciałem. Mam nadzieję, że kolejna płyta Reykjavíkurdætur, która ma być w całości w języku angielskim, a nie islandzkim, wywoła więcej zamieszania i skłoni dziewczyny do radosnej afirmacji kobiecej podmiotowości.

Korekta: Anna Kalinowska-Mitra


katarzyna-warmuz-maleKatarzyna Warmuz – jej pasją jest poznawanie dziwnej i mało znanej muzyki, która z niewiadomych powodów schowała się w na marginesach dźwięków. Interesuje się również surrealizmem w literaturze, ruchami awangardowymi i anarchistycznymi w szeroko pojętej sztuce.