Początki i końce świata (oraz to, co pomiędzy). Jakub Małecki, „Ślady”

Jakub Małecki, uznany autor literatury fantastycznej, trafił do szerszej czytelniczej świadomości w 2015 roku dzięki powieści „Dygot”. „Ślady”, choć są jego ósmą książką, obciążone były więc oczekiwaniami właściwymi dla drugiej, następującej po udanym debiucie. I po recenzjach sądząc – w pełni im sprostały.

20161104_133956

Ten pozytywny odbiór skusił także i mnie, dotychczas z twórczością Małeckiego niezaznajomioną. Choć właściwie dziwnie mi się czyta książki, które wydają się wszystkim podobać. Czy nie zostałam zainfekowana całym tym recenzenckim entuzjazmem? A jeśli przeciwnie, dzieło mnie nie porywa, czy jest w mojej ocenie coś więcej niż tylko przekora?

Ludwik budzi się, ma dwadzieścia cztery lata

„Ślady” to zbiór kilkunastu opowiadań, samodzielnych, ale krążących wokół jednej, choć luźno pojmowanej rodziny i grupy uporczywie powracających tematów. Mamy więc kameralne opowieści o, ekhm, życiu i śmierci, trochę o rodzinie, trochę o traumie wojny, trochę o innych traumach, wszystko przeplecione tytułowymi śladami, które bohaterów i ich losy upodabniają do siebie bardziej, niż nasze społeczeństwo pełne niepowtarzalnych jednostek mogło by sobie życzyć. Tropienie tych śladów to zresztą ogromnie przyjemne zajęcie, są nieoczywiste i mocne, tym mocniejsze, im bardziej rozmazują się postacie.

20161104_134231

Tadeusz, bohater nie tyle główny, co najintensywniej obecny, choć już na pierwszych stronach ginie z przestrzeloną głową, podtrzymuje swoje istnienie w życiach innych ludzi. W samym tym fakcie nie ma nic nadnaturalnego, jako że życia są już i tak zasadniczo bardzo do siebie podobne. Nieważne, czy mowa o Bartłomieju, który pracuje na budowie i do piątego roku życia nie wydał z siebie żadnego dźwięku, czy o Bożenie, co zrobiła karierę w telewizji, czy o chodzącym nago po wsi Chwaściorze. Małeckiemu to zresztą nie wystarcza, bohaterów przedstawia symultanicznie w różnych okresach życia albo sprawia, że są oni kilkorgiem ludzi naraz, tworzy też postacie, które mają w sobie wspomnienia i emocje wszystkich pozostałych – i jedyne niezmienne, pewne punkty w tej gmatwaninie to śmierć, a przed śmiercią jakieś wielkie nieszczęście, najczęściej też śmierć, tylko czyjaś.

Dziś ma na imię Magda i jest jego siostrą

W zasadzie jedyne, co dotyczy poszczególnych bohaterów i tylko ich, tylko Bożeny, tylko Klaudiusza, to podążający za nimi cień, który jest indywidualną, jednostkową, zawsze wyjątkową śmiercią: koniec świata zawsze wygląda inaczej. Ale mam z tymi cieniami – obdarzonymi świadomością, zdolnymi nawiązać kontakt z podopiecznymi, rozliczającymi ich wreszcie z ziemskich uczynków – spory problem. Nie przeszkadza mi absolutnie element fantastyczny wprowadzany w niechętną na ogół takim zabiegom „literaturę środka”. Irytuje mnie w tym motywie natomiast toporność i brak wdzięku. O zwykłości Małecki pisze cudownie bezpretensjonalnie, niezwykłość wychodzi mu jako biedny, głupi kuzyn realizmu magicznego, z surrealizmem już zupełnie niespokrewniony. Widać tę słabość również w postaci wspomnianego już Chwaściora, realizującego ukochany przez literaturę motyw jurodiwego, świętego głupca.

20161104_134045

Odnoszę wrażenie, że Małecki trochę przeszarżował i ta mnogość symboli, które prawdopodobnie miały dziełu dodawać powagi i głębi, chwilami przybliża je niebezpiecznie do granicy, za którą już kicz, grafomania i zmanierowanie. Dziwi mnie (chyba), że nikomu zdaje się to nie przeszkadzać – może poza Justyną Sobolewską, która jednak stawia znak równości między realizmem a pisarską dojrzałością, z czym się radykalnie nie zgadzam.

Nie pamiętał swojego nazwiska, imiona podawał różne

Mimo wszystko uważam „Ślady” za książkę interesującą i raczej udaną. Autor wychodzi z meandrów banalnej symboliki obronną ręką głównie dzięki temu, że udało mu się uniknąć jakiejkolwiek egzaltacji, o którą nietrudno przecież w historiach, ekhm, o życiu i śmierci. Język Małeckiego jest jednocześnie poetycki i prosty; jego opowieści są jednocześnie tragiczne i zwyczajne, codzienne, znane. Nie jest to literatura, która czytelnika połyka i wypluwa jako kogoś zupełnie innego, ale można się w niej trochę zagubić. Wystarczy podążać po śladach.

tekst: Agnieszka Pietrzak

żarówki 4jpg-01

Jakub Małecki, Ślady, Wydawnictwo SQN, Kraków 2016.