Mogłoby obejść się bez słów. „Leni Riefenstahl: Epizody niepamięci”

Trudno mi spojrzeć na najnowszy spektakl Eweliny Marciniak bez wzięcia pod uwagę okoliczności towarzyszących jego premierze, przesuniętej o pół roku z powodu kontuzji jednej z aktorek. Kryzysowa sytuacja spowodowała, że końcowy efekt jest dość daleki od pierwotnych założeń: kto inny zagrał tytułową rolę, spektakl został skrócony (z trzech godzin do niecałych dwóch), zrezygnowano z obecności żywych owczarków niemieckich na scenie. To wszystko bez wątpienia wpłynęło na ostateczną jakość „Leni Riefenstahl: Epizody Niepamięci”.

Foto. Arkadiusz Ławrywianiec. Dzięki uprzejmości Katowice Miasto Ogrodów

Foto. Arkadiusz Ławrywianiec. Dzięki uprzejmości Katowice Miasto Ogrodów

Ale od początku: powracająca do Teatru Śląskiego po sukcesie „Morfiny” Ewelina Marciniak postanowiła zmierzyć się z legendą Leni Refenstahl – pierwszej damy kina nazistowskich Niemiec, doskonałej reżyserki z niechlubną historią współpracy z Hitlerem. Materiał wyjątkowo interesujący i wręcz proszący się o ponowne odczytanie go w kontekście współczesnego nasilania się nastrojów nacjonalistycznych i nazistowskich.

Niestety, z tematem nie poradzili sobie przede wszystkim autorzy bazy literackiej – Iga Gańczarczyk i Łukasz Wojtysko. Ich tekst nie tylko jest dość sztywny, wzięty rodem z podręczników do historii, ale przede wszystkim nie oferuje zbyt wiele w zakresie refleksji nad postacią Riefenstahl. Pytania o to czy reżyserka wiedziała, w czym uczestniczy, czy może była tylko naiwną ofiarą systemu są aż nazbyt banalne. Istotna i intrygująca myśl pojawia się dopiero na samym końcu spektaklu, a być może to nią należałoby rozważania rozpocząć: Leni tworzyła dla nazistowskich Niemiec dlatego, że mogła być tam reżyserką (reżyserką – nie reżyserem). Gdyby wyjechała do Stanów, byłaby co najwyżej kolejną zagraniczną gwiazdką. Niestety, brakuje rozwinięcia tej myśli, która prowokuje przecież tyle pytań i wątpliwości.

Foto. Arkadiusz Ławrywianiec. Dzięki uprzejmości Katowice Miasto Ogrodów

Foto. Arkadiusz Ławrywianiec. Dzięki uprzejmości Katowice Miasto Ogrodów

Marciniak próbuje ratować sytuację inscenizacją, co wychodzi połowicznie. Już na wejściu wita nas zapach podgrzanego celuloidu i palmowych liści, którymi otoczona jest cała scena. Scenografia Katarzyny Borkowskiej robi imponujące wrażenie. Jej ogrom przytłacza bohaterów, którzy stają się tylko malutkimi pionkami, miotającymi się wśród spraw, które okazują się ich przerastać.

Niezbyt udanym pomysłem okazały się maski, w których gra większość aktorów. Jako sceniczny znak nie są dość silne, nie przekładają się też na wyraziste aktorstwo cielesne. Wyjątkiem jest tu znakomicie szarżujący Mateusz Znaniecki jako Hitler – irytujący, manieryczny i nieprzewidywalny zarazem. Pozostałej części obsady maski zdają się raczej przeszkadzać niż pomagać w budowaniu postaci. Widać to zwłaszcza w scenach zbiorowych, w trakcie których czasem trudno połapać się w tym, kto przemawia. Zdecydowanie lepiej wypadają sceny rozgrywane w duetach – konfrontacja Riefenstahl z Marleną Dietrich czy spotkanie młodej i starej Leni.

Foto. Arkadiusz Ławrywianiec. Dzięki uprzejmości Katowice Miasto Ogrodów

Foto. Arkadiusz Ławrywianiec. Dzięki uprzejmości Katowice Miasto Ogrodów

Ogromny szacunek należy się aktorom i aktorkom, którzy przyłączyli się do Ruchomego Kolektywu w scenie nubijskiego tańca. Zrzucili z siebie maski i ubrania, pokryli się złotą farbą, a przede wszystkim wykonali ogrom fizycznej roboty, który przeradza się w piorunujący efekt. To jeden z tych niewielu momentów, w których spektakl autentycznie porywa i podrywa z fotela. Prowokuje pytania o fascynację ciałem i Innym, o rolę nagości i odmienności. Scena ta mieni się znaczeniami, niczym wspomniane już złoto na ciele tancerzy i nie daje się sprowadzić do jednego zdania.

Foto. Arkadiusz Ławrywianiec. Dzięki uprzejmości Katowice Miasto Ogrodów

Foto. Arkadiusz Ławrywianiec. Dzięki uprzejmości Katowice Miasto Ogrodów

„Epizody niepamięci” najlepsze są właśnie tam, gdzie tekst ustępuje miejsca obrazowi i ciału. A że miejsc takich jest niewiele, efekt końcowy pozostawia spory niedosyt. W chwilach, w których zespół pod wodzą Marciniak mógłby naprawdę odlecieć, tekst ściąga go na ziemię.
W pięciu słowach: mogłoby się obejść bez słów.

Nasza ocena:
żarówki 3-01

Tekst: Paweł Świerczek

„Leni Riefenstahl. Epizody niepamięci”
Reżyseria: Ewelina Marciniak
Tekst: Iga Gańczarczyk, Łukasz Wojtysko
Choreografia: Dominika Knapik
Scenografia, kostiumy, reżyseria światła: Katarzyna Borkowska
Muzyka: Piotr Kubiak, Daniel Szwed