Piękno smaków, natury i harmonii. „My New Roots” Sarah Britton

Z Sarah Britton łączy mnie niewiele. W przeciwieństwie do niej nie potrafię sobie wyobrazić gotowania bez masła, śmietany czy jajek. Ale jest coś, co mamy wspólne: przekonanie, że kluczem do dobrej kuchni są wysokiej jakości produkty. Nie oznacza to wcale wydawania setek złotych na opakowania oznaczone „bio” lub „eko”, ale kupowanie produktów nieprzetworzonych, naturalnych, z których można wyczarować cuda. I właśnie dlatego „My New Roots” mnie urzekło – bo odpowiada mojej filozofii gotowania.

dsc_0008

Krem z boczniaków – kulinarne objawienie!

„My New Roots” ułożone jest sezonowo, co znacznie ułatwia eksperymentowanie – od razu wiadomo, które składniki da się dostać o aktualnej porze roku. Wszyscy, którzy kiedyś zderzyli się z niemożnością kupienia upragnionego składnika i koniecznością czekania do wiosny/lata/jesieni, wiedzą o czym mówię. Britton po prostu oszczędza nam rozczarowań.

Dodatkowo przepisy są uporządkowane według kolejnych posiłków. W każdej części poświęconej danej porze roku znajdziecie więc propozycje zarówno na śniadania i przekąski, jak i na dania główne i desery. Część o deserach stała się dla mnie ulubioną, bo te w wariancie wegańskim można jeść bezkarnie nawet w dużych ilościach – są lekkie i mają znacznie mniej kalorii.

Śniadaniowa tarta gryczana, w mojej wersji z gruszkami, bo akurat była pełnia sezonu.

Śniadaniowa tarta gryczana, w mojej wersji z gruszkami, bo akurat była pełnia sezonu.

Cenne podpowiedzi

Oprócz przepisów otrzymujemy coś, co niezwykle cenię w książkach kucharskich: podpowiedzi dotyczące podstawowych technik oraz tego, jakie składniki warto mieć pod ręką. Dzięki odpowiednim tabelkom dowiecie się, jak długo moczyć ziarna poszczególnych roślin strączkowych, czy jak gotować zboża. To bardzo ułatwia życie, a wiele książek takie absolutne podstawy pomija, zakładając, że każdy wie, ile się moczy ciecierzycę. Otóż nie.

Dodatkowo Britton zdradza kilka sekretów, które odkryła w duńskiej restauracji Morgenstedet, gdzie odbywała staż, m.in. zasadę, że „w każdej potrawie muszą znaleźć się trzy smaki: słony, słodki i kwaśny. Jeśli któryś pominiesz, jedzenie będzie sprawiało wrażenie niedorobionego”. Jeśli do dziś tak nie robiliście, to czas zacząć.

Słoiczki z półpłynnym uzależnieniem, czyli masło orzechowe!

Słoiczki z półpłynnym uzależnieniem, czyli masło orzechowe!

W pierwszej części książki znajdują się też przepisy na najbardziej podstawowe produkty: ghi, mleko z orzechów lub nasion, masło z nasion i masło orzechowe. To ostatnie to moje absolutne odkrycie. Dzięki, Sarah – zmieniłaś tym przepisem moje (kulinarne) życie! To niesamowite, że wystarczy ćwierć kilo orzechów uprażyć w piekarniku, a potem zmiksować w blenderze bez żadnych dodatków, by otrzymać najlepsze w smaku masło orzechowe! Koniecznie musicie tego spróbować – uzależnienie murowane. Co więcej, wystarczy jedną łyżkę takiego masła dodać do hummusu, by dostać pierwszorzędny hummus orzechowy (nie musicie dziękować, po prostu wypróbujcie).

Zastąp naśladownictwo inspirowaniem się

Co prawda potem poziom skomplikowania odrobinę (albo i znacznie) rośnie, ale nawet najbardziej początkujący adepci kuchni znajdą w „My New Roots” przepisy, które nie będą przekraczały ich możliwości. Moim faworytem jest tu zdecydowanie krem z boczniaków.

W wegańskich przepisach najbardziej nie lubię jednego składnika, dodawanego bardzo chętnie do niemal każdej receptury. Ten składnik to „zastąp”. Dlatego wypróbowując przepisy Britton niejednokrotnie wracałam do pierwotnej wersji, „odzastępując” krem z fasoli śmietaną albo używając mleka krowiego w miejsce orzechowego. Nie zachęcam was do bojkotowania kuchni wegańskiej, nie w tym rzecz. Zachęcam raczej do tego, by ta i każda inna książka kucharska była tylko (i aż!) inspiracją, punktem wyjścia do waszej własnej, autorskiej kuchni. Kluczem do sukcesu nie jest idealne odwzorowanie przepisu, ale nadanie mu własnego charakteru. Wtedy gotowanie staje się przygodą.

Zupa cebulowa z soczewicą i grzanki z serem manchego - mniam!

Zupa cebulowa z soczewicą i grzanki z serem manchego – mniam!

Próbuj, próbuj, próbuj

O pięknie i charakterze „My New Roots” przesądzają apetyczne, rustykalne fotografie – wszystkie wykonane przez Sarah Britton. Można westchnąć z zachwytu albo i z zazdrości. Ale zaraz potem – do kuchni marsz. Gotowania nie sposób nauczyć się inaczej, jak w nieskończoność próbując coraz to nowych rzeczy. A Sarah Britton jest naprawdę dobrą przewodniczką w tej podróży.

korekta: Sylwia Jarocka

żarówki 5 małe

Sarah Britton, My New Roots, wyd. Marginesy, Warszawa 2016.

Bernadeta Prandzioch