Top ten artystów i ich muzycznych inspiracji

Zastanawialiście się, jaka muzyka porusza znanych artystów? W towarzystwie jakich kompozycji tworzył chociażby Van Gogh? Albo jakie utwory były inspiracją dla znanych projektów architektonicznych? Przedstawiamy wam ulubioną muzykę dziesięciu topowych artystów – stworzyliśmy jedyną w swoim rodzaju artystyczną playlistę!

1. Damien Hirst

damien_hirst_6712601203-cc

Damien Hirst, na licencji CC.

Kiedy Hirst przechodził burzliwy okres dojrzewania, w którym głównym zmartwieniem dorastającego nastolatka są pryszcze, dziewczyny i odkrywanie seksualnego potencjału, artysta wsłuchiwał się w The Beatles, darząc ich muzycznym sentymentem do dnia dzisiejszego. W jednym ze swoich wywiadów wspomina, że Beatlesi potrafili w swoich utworach niemal idealnie oddać trajektorię jego emocji. Nie mniejszą sympatią jednego z najdroższych i najbardziej kontrowersyjnych twórców świata cieszyły się kawałki The Clash oraz Sex Pistols, dzięki którym w Hirst’cie odezwała się prawdziwie punkowa dusza. Jego słabość do muzyki, której zresztą nigdy specjalnie się nie krył, zaowocowała współpracą z zespołem The Hours – artysta pomógł sfinansować ich pierwszy album, „Narcissus Road”. Krążek ten wpisał się w prywatne, muzyczne gusty Hirsta, który ochrzcił The Hours mianem „dog’s bollocks” [tłum. „psie jaja”, w brytyjskim slangu funkcjonuje jako określenie pozytywne i oznacza, że coś jest najlepsze]. Sympatii do twórczości tego brytyjskiego zespołu nie kryje nawet sam Bono.

ZS

2. Frida

Frida Kahlo *gelatin silver print *Oct. 16 / 1932

Frida Kahlo, na lic. CC.

W naszym zestawieniu artystów nie może zabraknąć kobiecego pierwiastka! Przed Wami refleksyjna, ale i ironiczna Meksykanka, w Polsce odkryta dla wielu po filmowej kreacji Salmy Hayek. Kojarzona głównie z serii barwnych autoportretów Frida, czyli objawienie Ameryki Łacińskiej pierwszej połowy dwudziestego wieku, uwielbiała piosenkę „Cielito Lindo”. W wolnym tłumaczeniu oznacza to po prostu „małe piękne niebo”. Utwór zainspirował ją do wykonania obrazu, ukazującego dwoistość jej natury. „Árbol de la esperanza, mantente firme” – to nie tylko tytuł tego dzieła, ale i fragment wykonywanej przez Luchę Villę frazy. Piosenkarka pełnym emocji głosem do dziś wyśpiewuje kolejne pieśni w ranchera, czyli w tradycyjnej meksykańskiej estetyce. Czy i dziś urzekłaby Fridę?

AO

3. Zdzisław Beksiński

autoportrait_by_zdzislaw_beksinski_1956-57_wikimedia_cc

Zdzisław Beksiński, na lic. CC.

Artysta najczęściej słuchał dzieł Alfreda Schnittke – kompozytora wciąż niedocenianego w Polsce. Jego twórczość czerpała z wielu kultur – żydowskiej, prawosławnej, niemieckiej. Monumentalne dzieło „Psalmy pokutne” są właśnie współczesnym przetworzeniem wschodnich modlitw. Beksiński, słuchając tych kompozycji, odnajdywał w nich mistyczną moc, którą artysta próbował przełożyć na poetykę obrazu. Chóralna ekspresja psalmów wiąże się z ponurą i metafizyczną grozą obrazów Beksińskiego. Wielki cykl „Psalmów” mógł być również odpowiedzią na rodzinną tragedię oraz samotność artysty w ostatnich miesiącach życia.

Prace Beksińskiego często mają wymiar twórczych poszukiwań – artysta uwielbiał testować możliwości fotografii jako nowego medium artystycznego. Podobnie było w przypadku Schnittkego i jego eksperymentalnych form muzycznych. Dzieła kompozytora często były naszpikowane aluzjami, były mariażem muzyki poważnej i rozrywkowej. Fugi i sonaty sąsiadowały w zgodzie z motywami tanga i polki. Takim przykładem może być „Quasi una sonata” – zapewne słuchana przez polskiego malarza. Beksiński jako fotograf również inspirował się awangardowymi technikami, np. sposobami kadrowania. Malarz łączył poszukiwania fotograficzne z pogłębioną refleksją teoretyczną. On i Schnittke byli ważnymi prekursorami myśli na temat eksperymentu i abstrakcji w muzyce i obrazie.

MT

4. Mark Rothko

mark-rothko-cc

Mark Rothko, na lic. CC.

Zostałem malarzem, bo chciałem wznieść malarstwo na poziom oddziaływania muzyki i poezji – słowa Marka Rothko same określają jego twórczość i wskazują na rolę, jaką ta dziedzina sztuki odegrała w jego życiu. Uważam, że udało mu się spełnić cel zawarty w tym jednym zdaniu. Słuchając muzyki nie trzeba znać jej słów, by wiedzieć, jakimi emocjami jest przepełniona. To samo można zauważyć w pracach Rothko – po prostu je czujemy.

Muzyka odgrywała istotną rolę w życiu Marka Rothko i była jednym z głównych źródeł jego inspiracji. Artysta grał także na pianinie – nie profesjonalnie, lecz ze słuchu. Opierając się na słowach bliskich mu osób, czynił to z taką dawką emocji, jaka towarzyszy każdemu artyście – bez względu na uprawianą dziedzinę. Szerzej o znaczeniu muzyki dla artysty pisze syn malarza, Christopher Rothko, w książce „Mark Rothko: From the Inside Out”.

Jaki więc rodzaj muzyki towarzyszył twórcy? Okazuje się, że była to muzyka klasyczna, a w szczególności kompozycje Mozarta. Nie było to jedynie „tło” dla pracy przy rozłożonych sztalugach. Zasłuchany, mógł godzinami po prostu leżeć na kanapie i słuchać „Don Giovanniego”. Właśnie ta opera należała do jego ulubionych. Jeśli więc zastanawiacie się, jak mógłby wyglądać fragment arii Mozarta – spójrzcie na prace Rothko. Co prawda nie są one opowiedzianą historią, lecz sposób budowania dzieła w pewnym sensie zbliża te dwie osoby do siebie. Poza zbieżnościami w życiorysach, o których wspomina syn artysty, istotny jest sam wyraz ich twórczości. Wyraz ich dzieł, które przekazują różne odcienie jednej emocji, która wydawałaby się oczywista do określenia jednym słowem. Dla Rothko kompozycje Mozarta, nawet te z pozoru pogodne, wypełnione są smutkiem… tak jak i jego własne prace, w których z czasem pozostały już tylko negatywne uczucia.

AT

5. Henri de Toulouse-Lautrec

lautrec_-_sescau-cc-wiki

Henri de Toulouse-Lautrec, fot. Wikimedia Commons.

Nie sposób wyobrazić sobie ani dzisiejszego plakatu, ani paryskiego Montmartre’u bez postaci Toulouse-Lautreca. Jego twórczość to artystyczna kronika nocnego życia szalonych i przepełnionych niepokojem czasów belle époque. Kim był? Karłowatym alkoholikiem szukającym zapomnienia w absyncie, duszą towarzystwa, zarażonym kiłą stałym bywalcem paryskich domów uciech, przyjacielem Van Gogha i Oscara Wilde’a, pionierem pop-artu rozumiejącym rynkowość sztuki… Wymieniać można dalej! Jeśli chodzi o jego gusta muzyczne, to chociaż nie mam dowodów co do ulubionej muzyki, wiadomo gdzie tańczył i pił, dla kogo tworzył oraz co musiało go inspirować do pracy. Lautrec tworzył do muzyki miejsc, w których bywał, które malował i dla których wykonywał plakaty, a więc dla kabaretów typu Le Chat Noir, czy osławionego Moulin Rouge. Kiedy malował kobiety wpadające w energiczne pląsy czy szalone kankany („Kankan” Offenbacha) musiała mu towarzyszyć ówczesna muzyka popularna (lub salonowa), a więc modne operetki czy walce. A co grywano w Moulin de la Galette? Może piosenki Aristide’a Bruanta, którego uwiecznił na plakacie (z czerwonym szalem). A w zimne, melancholijne wieczory być może wsłuchiwał się w kompozycje Erika Satie, czy Clauda Debussy’ego.

MP

6. Iannis Xenakis

iannis_xenakis_cc

Iannis Xenakis w swoim biurze, fot. na lic. CC.

Czy za pomocą muzyki można budować architekturę? Na pewno projektować. Dowodzi tego projekt pawilonu na Wystawę Światową z roku 1954. Wtedy to koncern Philips zlecił studiu Le Corbusiera stworzenie przestrzeni akcentującej technologię. Zajął się tym grecki muzyk, Iannis Xenakis. Jego propozycja była o tyle spektakularna, że oparta o uprzednio zakomponowany utwór muzyczny Metastasis.

Expo 1958 paviljoen van Philips

Zdjęcie pawilonu projektu Le Corbusiera, Expo 1958, fot. Wikimedia Commons.

Kwestionując zależność klasycznej muzyki od pisma – zapisu nutowego – ale i determinizm tworzonej kompozycji, w swojej muzyce wykorzystywał on figury geometryczne, powstałe z rachunku prawdopodobieństwa i teorii gier. Geometria muzyki odwoływała się również do ruchów pitagorejskich, które w liczbach widziały zapis ukrytej struktury kosmosu, wyrażanej poprzez harmonię sfer. W przypadku pawilonu rzecz wygląda jednak nieco bardziej przyziemnie, ukazując czasoprzestrzenną wersję graficznej notacji muzycznej. Powstała nawet internetowa rekonstrukcja procesu projektowego: Klik!

7. Vincent Van Gogh

van-gogh-and-photo_cc

Vincent Van Gogh, fot. Wikimedia Commons.

Druga połowa XIX wieku, postimpresjonizm, żywe kolory, emocje – czy tworzeniu dzieł rozsławionego dopiero po śmierci Vincenta towarzyszyła muzyka? Trudno powiedzieć. W jego czasach nie było jeszcze gramofonów czy innych nośników muzyki. Jeśli czegoś słuchał w swych młodzieńczych latach, to mogła to być żywa muzyka, może jakiś muzykalny członek rodziny. Mając nieco ponad trzydzieści lat przeniósł się do Paryża, a tam czekała na niego cała feeria akustycznych doznań – teatry, opery, wszelkiej maści koncerty, balet i taniec. Do teraz zachowały się rysunki portretujące muzyków, które dają nam pewne wskazówki co do muzycznych upodobań artysty – choćby „Violinist seen from the back” z 1887 roku. Trochę więcej szczegółów dają nam wyłuskane z listów malarza informacje – słuchał Beethovena, Berlioza, a najbardziej zachwycał się Wagnerem. To na jego koncerty chadzał ze swoim bratem Theo.

SCh

8. Andy Warhol

andy_warhol

Andy Warhol, fot. Wikimedia Commons.

Choć nie znał się na muzyce, miał znaczący wpływ na rocka. Andy Warhol, jak na pop-artystę przystało, używał wszelkich środków artystycznej ekspresji, a swoją filozofię „bezsensu” wyrażał na różnorodne sposoby, również akustyczne. Uwielbiał nagrywać wszystko na taśmy, nie rozstawał się z dyktafonem, który nazywał „żoną”, tworzył też swoje „utwory”, będące kompilacją dźwięków miasta, czy strzępkami rozmów. Przede wszystkim jednak był producentem, mentorem i menagerem The Velvet Underground. Siłą rzeczy musiał więc słuchać utworów Lou Reeda i reszty zespołu. Poza tym, stworzył miejsce kultowe, które przyciągało kreatywnych muzyków jak magnes! W The Factory gościło mnóstwo osobistości (oprócz Lou Reeda i reszty członków The Velvet Underground byli to m.in. Mick Jagger, Bob Dylan, a także Dawid Bowie). Do dziś krążą legendy, jakiej muzyki mogło się słuchać w „Fabryce”, produkującej na potęgę dzieła Warhola. Biorąc pod uwagę, że artysta był pod wrażeniem silnych osobowości i kobiecego wokalu, być może u zmierzchu swojego życia towarzyszyły mu ówczesne hity Bonnie Tyler czy Kim Wilde. Fascynował się Debbie Harry, znaną jako piosenkarka zespołu Blondie, ale jego ulubioną piosenką jest ponoć „Sally, Go Round the Roses” zespołu The Jaynetts. Zresztą można Warholowi wmówić każdą muzykę, lubił przecież wszystko i nic. Poza tym, jak głosi jego nagrobek, był jedynie wymysłem i fikcją.

MP

9. Marina Abramović

Viennale 2012: 'Marina Abramovic: The Artist Is Present' at Gartenbaukino

Viennale 2012: „Marina Abramovic: The Artist Is Present”, Gartenbaukino, fot. Wikimedia Commons.

Wiele osób uważa ją za postać niemal ikoniczną. Nikt by się nie zdziwił, gdyby stanęła przed kamerą i nonszalancko wyrzekła performance to ja. Abramović to władczyni absolutna tej formy ekspresji twórczej. Sam wybór muzyki inspirującej artystkę może przypominać prowokacyjny gest. Zabrzmi to groteskowo, ale artystka kontempluje piosenki. Nie sonaty, nie monumentalne chóry, nie nowatorskie eksperymenty dźwiękowe. Piosenki. Radiowe przeboje, które często nucimy raczej w galeriach handlowych, a nie w tych z czarnymi kwadratami na białych tłach. Lady Gaga. Leonard Cohen. Björk.

Jeżeli przypomnimy sobie najważniejsze dokonania twórcze artystki, to taki wybór playlisty przestanie szokować. Słynne pożegnanie z Ulayem w środku Wielkiego Muru Chińskiego to wspaniały gest romantycznej idei wspólnoty i przyjaźni. Uścisk, a następnie zerwanie jedności. Performance pełen emocjonalnych skojarzeń, lecz pozbawiony sentymentalizmu. Podobnie jak muzyka Leonarda Cohena – pełna silnych uczuć, gwałtownych namiętności, ale pozbawiona sentymentalnego bagażu i łatwych wzruszeń. Najlepszy przykład – „Dance me to the end of love”. Performance Abramović często bywa rytualny, mityczny, szamański. Podobnie jak muzyka Björk, pełna kobiecego szamanizmu – jak w przypadku niepokojącego, opętańczego utworu „Hunter”. A Lady Gaga? Z prawdziwą „pokerową twarzą” trzeba stwierdzić, że piosenka „Applause” to właśnie skondensowany dorobek Abramović. Gra z popkulturą, z odbiorcą, z ciałem, z samą sobą. Playlista performerki to miejsce, gdzie artystka pozostaje obecna.

MT

10. René Magritte

rene_magritte_cc

René Magritte, fot. lic. CC.

Chyba najbardziej fascynuje mnie pytanie: czego mogli słuchać surrealiści? Jaka muzyka inspirowała ich senne fantazje przedstawione na płótnach? Jakie dźwięki wyciągały na wierzch świadomości ich dziwaczne wizje, czy pobudzały wyobraźnię? Dziwnie było odkryć, że większość surrealistów wręcz od muzyki stroniła, podobno wielkim fanem nie był nawet Salvador Dali (choć Wagnerem nie gardził). Niektórzy surrealiści (vide Giorgio de Chirico) uważali, że ich idea malarstwa i wizji rozmija się z muzyką. Inaczej było z René Magrittem, który wspierał wszelkie mariaże różnych sztuk i kibicował kiełkującemu surrealizmowi w muzyce (który uprawiał John Cage). Przyjaźnił się też z kompozytorem André Sourisem. Sam próbując objąć sztuką podświadome i nieuświadomione wierzył, że muzyka w gruncie rzeczy dotyka tego samego „niewyrażalnego”. Jego twórczość była inspiracją dla projektów okładek płyt przede wszystkim muzyki rockowej, włączając zespoły Pink Floyd, Racoon, czy Heart. Myślę, że Magritte słuchał(by) rocka progresywnego, ale też z pewnością doceniłby awangardowy utwór Johna Cage’a bardziej niż ktokolwiek inny.

MP

tekst: Andżelika Ogrocka, Agnieszka Tybur, Bastek Łąkas, Marta Połap, Michał Trusewicz, Sylwia Chrapek, Zuzanna Sokołowska

korekta: Martyna Góra