Niekończąca się opowieść – rozmowa z Gianfranco Galluccim

Fotografia jest moją wielką pasją; stylem życia, ale zarazem podstawowym źródłem utrzymania. To nie jest typowa praca, którą możesz opuścić po ośmiu godzinach, wrócić do domu i ze spokojem oddać się innemu zajęciu. To jak niekończąca się opowieść – mówi Gianfranco Gallucci, niezależny dokumentalista z Rzymu, który od kilku miesięcy pracuje nad projektem poświęconemu życiu we współczesnym Oświęcimiu.

From the work A SERBIAN LIMBO Presevo Serbia 2015

From the work A SERBIAN LIMBO – Presevo Serbia (2015)

Mateusz Demski: Zacznijmy od tego, że Oświęcim to dość nieoczywisty kierunek, zważywszy na twoje pochodzenie i cel poprzednich podróży. Co zaważyło na wyborze?

Gianfranco Gallucci: Już od kilku lat chciałem zabrać głos w sprawie Holocaustu, a Oświęcim wydawał się najlepszym do tego miejscem. W końcu to tu znajdował się największy obóz zagłady w dziejach. Miejsce pamięci, do którego rok rocznie ściągają setki tysięcy ludzi z najodleglejszych zakątków świata. Kiedy byłem w pierwszej klasie szkoły podstawowej, odwiedziłem podobne miejsce w północno-wschodnich Włoszech. Nazywa się Risiera Di San Saba. Niewiarygodne. To było tak dawno, a mimo tego mam ten obraz nadal przed oczami. Oświęcim stał się luźną ideą, nawiązaniem do obrazów z dzieciństwa, które wciąż powracały.

Chciałeś zatem wejść do kolejnego obozu zagłady i zrobić zdjęcia kilku opustoszałych baraków?

Nie, chciałem postawić na osobistą refleksję. Ale pewnego dnia zdałem sobie sprawę z bezużyteczności tego konceptu. Oczywiście, powinniśmy kultywować pamięć o tych wydarzeniach, lecz pomyślałem, że może czas spojrzeć na nie z nieco innej perspektywy. Na początku tego roku przyjechałem do Oświęcimia, by dokonać wstępnych „oględzin”. Chciałem poczuć atmosferę miejsca; zobaczyć na własne oczy obóz, ale przede wszystkim poznać miasto i jego mieszkańców. Zanim tutaj przyjechałem, nie miałem pojęcia o życiu w tym miejscu. Na zachodzie nikt nie posługuje się nazwą Oświęcim, wszyscy pamiętają o Auschwitz. Kiedy rozmawiałem z przyjaciółmi o moim wyjeździe, myśleli, że oszalałem, zapuszczając się w zapomniane rejony, gdzie ludzie wciąż przebywają w barakach. To było zabawne, a zarazem niedorzeczne. Zdecydowałem zatem uświadomić im, że są to zupełnie odrębne pojęcia; relacja skrajnych określeń tego samego miejsca.

From the work IMAGES FROM KAZAKHSTAN Almaty Kazakhstan 2014

From the work IMAGES FROM KAZAKHSTAN – Almaty Kazakhstan (2014)

Tak bliskie, a jednak tak dalekie. Kilka lat temu podobnej gafy dopuścili się muzycy amerykańskiej grupy Soundgarden, kiedy w komunikacie dotyczącym występu na Life Festival, wyrazili swoją radość z debiutu w Auschwitz. Musieli się z tego długo tłumaczyć.

Naprawdę? Uwielbiam ich utwór „Black Hole Sun”! (śmiech) Nie zmienia to jednak faktu, iż nic nie usprawiedliwia takiej pomyłki. To właśnie temu konfliktowi pojęć chciałem poświęcić mój projekt. W pewnym sensie traktuję Oświęcim jak pudełko. Wewnątrz znajduje się intrygująca zawartość w postaci obozu – „obiekt pożądania” turystów, mediów i historyków. Mnie jednak bardziej interesuje to, co jest na zewnątrz. Nie chciałem po raz kolejny przekraczać obozowych murów, skąd pochodzi tysiące bliźniaczo podobnych zdjęć. Główna brama w Brzezince, Arbeit maht frei, to symbole utarte, których nie znajdziesz w moich zbiorach. Postawiłem zatem na zupełnie odmienny punkt widzenia. Opowieść o „przeklętym” mieście, ale widzianym oczami zwykłych mieszkańców.

Twój ostatni projekt to zatem nie tylko wizerunek miasta, ale również portret ludzi go zamieszkujących. Nie unikałeś kontaktu z nimi. Wręcz przeciwnie, wydają się oni fundamentem twojej pracy.

Moja praca w głównej mierze opiera się na penetrowaniu przestrzeni, dlatego też podczas mojego pobytu odwiedziłem każdą dzielnicę Oświęcimia – na tym bazuje mój styl. Ale masz rację, to wspólnota kreuje miasto. W pewnym momencie przestaje liczyć się szerokość geograficzna, otoczenie, a na pierwszy plan wysuwają się ludzie. Fotografia stanowi swoisty środek komunikacji, to właśnie za jej pomocą porozumiewam się z otoczeniem. Dlatego też za każdym razem wykonuję tak wiele portretów przypadkowo napotkanych osób. Poza tym jeden z etapów mojej pracy w Oświęcimiu polegał nie tyle na fotografowaniu, co rejestrowaniu rozmów z mieszkańcami. Ustawiałem kamerę w ich mieszkaniach, miejscach pracy, a oni odpowiadali mi o sobie, o więzi z miastem i osobistych przemyśleniach dotyczących obozu. To było inspirujące doświadczenie.

From the work YOU ARE WELCOME Kamila from Poland, Italy 2010-2013

From the work YOU ARE WELCOME (Kamila from Poland), Rome, Italy (2010-2013)

Wspomniałeś, że opierasz się w dużej mierze na przestrzeni. A jednak odnoszę wrażenie, że w swoim poprzednim projekcie także porzuciłeś tę regułę. Pobyt w dotkniętej kryzysem imigracyjnym Serbii musiał stanowić zupełnie inne wyzwanie.

Śledząc doniesienia na temat sytuacji w Europie, poczułem potrzebę pochylenia się nad problemem kryzysu imigracyjnego. Nie w kontekście politycznej konfrontacji, a ludzkiej tragedii dokonującej się na naszych oczach. Mój pobyt w Presevo, małym miasteczku położonym na południu Serbii w pobliżu granicy z Macedonią, trwał zaledwie tydzień, ale zostawił po sobie niezmywalny ślad. Na początku października 2015 roku sytuacja była niewiarygodna. Dziesięć tysięcy ludzi otoczonych kordonem wojska i policji. Wszyscy bez dachu nad głową, zmuszeni do ciągłej tułaczki i nocowania na zabłoconych ulicach w strugach deszczu. Jedyne, na co mogli liczyć, to skromne racje żywieniowe dostarczane przez garstkę wolontariuszy. Przerażający widok.

From the work CRACO, UN PAESE - Craco, Italy (2011-2013)

From the work CRACO, UN PAESE – Craco, Italy (2011-2013)

Jak wobec takiej sytuacji zachowuje się dokumentalista?

To chyba kwestia sumienia. W pewnym momencie postanowiliśmy z przyjaciółką po fachu zawiesić naszą pracę i przyłączyć się do pomocy. Może nie było to do końca właściwe z punktu widzenia aktywnego zawodowo fotoreportera, ale nie mogliśmy postąpić inaczej. Nieraz przerzucałem przez ramię aparat, biorąc na ręce wykończone z głodu i zmęczenia dzieci. Pomogliśmy wtedy wielu osobom. Żałuję tylko, że była to zaledwie kropla w morzu potrzeb.

Trzeba odwagi, żeby wykazać się podobną postawą. Czego po tak wstrząsających przeżyciach uczy pobyt w Oświęcimiu?

Przede wszystkim innego spojrzenia na historię i jej następstwa.

Myślisz, że zdołałeś choć na chwilę zapomnieć o piętnie Holocaustu?

To niezwykłe, ale żyłem tam, nie czując na plecach ciągłej obecności obozu. Całymi dniami byłem pochłonięty pracą, natomiast wieczorami miałem czas, aby posmakować „nocnego życia”. Czułem się tak, jak w każdym innym miejscu na Ziemi. Żyjąc własnym życiem. Doszedłem zatem do wniosku, że nie można zastanawiać się nad tym codziennie. Mam na myśli szczególnie ludzi mieszkających w Brzezince.

From the work PORTRAITS (Eleonora) - Castel del Monte, Italy (2012)

From the work PORTRAITS (Eleonora) – Castel del Monte, Italy (2012)

Tych, którzy żyją na powojennych zgliszczach.

Kiedy pierwszy raz przechadzałem się wzdłuż obozowego muru, natrafiłem na mały czerwony domek z ogrodem. Kiedy go zobaczyłem, zadałem sobie pytanie: czy budząc się tutaj codziennie rano i wyglądając przez okno, dostrzegałbym piękny ogród czy świadectwo ludobójstwa? Jestem przekonany, że to pierwsze. Oświęcim to niezwykłe miejsce, w którym zakosztowałem poczucia wspólnoty, tolerancji i mnóstwa pozytywnej energii. W mojej pracy zawsze staram się odnaleźć cząstkę piękna ukrytą wśród obecnej na pierwszy rzut oka potworności. W końcu rola fotoreportera polega na ciągłych poszukiwaniach.

Masz już na swoim koncie Włochy, Kazachstan, Serbię, a teraz również Polskę. Co dalej? Słyszałem, że planujesz kolejną wizytę na wschodzie.

Tak, planuję powrót do Kazachstanu. Dwa lata temu spędziłem tam kilka tygodni, podróżując z Ałmaty do Turkistanu. Z początku czułem się zupełnie obco, jednak wraz z upływem czasu odnalazłem coś fascynującego w tym miejscu; jakąś nieopisaną aurę, która unosi się w tamtejszym powietrzu. Wtedy zrozumiałem, że jeszcze tam wrócę. Chciałbym, aby moją kolejną wizytę zwieńczyło powstanie atlasu fotograficznego, w którym nawiązałbym do wieloletniego procesu transformacji tego miejsca, pozostającego na garnuszku Związku Radzieckiego i naznaczonego piętnem testów jądrowych, ale nie tylko. Historia Kazachstanu sięga bowiem tysiąca lat wstecz, kiedy na tych terenach żyły plemiona Hunów i Mongołów. Na zgłębienie tak szerokiego tematu potrzeba jednak ogromnych środków. Wolę nie zapeszać. (śmiech)

From the work AL DI LA' DELLE NUVOLE (Director Michelangelo Antonioni's Funerals) - Ferrara, Italy (2007)

From the work AL DI LA’ DELLE NUVOLE (Director Michelangelo Antonioni’s Funerals) – Ferrara, Italy (2007)

Wróćmy więc z powrotem na ziemię. Mam rozumieć, że po twoim powrocie z Oświęcimia przyszedł czas na zasłużony odpoczynek.

Niezupełnie. Sam proces fotografii to zaledwie preludium. W kontekście projektu należy pamiętać o kompleksowej, wieloetapowej i ściśle uporządkowanej konstrukcji. Fotografia jest moją wielką pasją; stylem życia, ale zarazem podstawowym źródłem utrzymania. To nie jest typowa praca, którą możesz opuścić po ośmiu godzinach, wrócić do domu i ze spokojem oddać się zupełnie innemu zajęciu. To jak niekończąca się opowieść.

Tym bardziej, gdy pracuje się na własną rękę.

Życie niezależnego dokumentalisty nie jest usłane różami, ale ma zarazem wiele nieocenionych zalet. Z jednej strony mogę samodzielnie decydować o ostatecznym kształcie swojej pracy, bez ingerencji osób trzecich, a z drugiej świadomie rozporządzać czasem. Czas jest w końcu najważniejszą wartością, jaką posiadamy. Każda najmniejsza cząstka życia, którą poświęcamy swojej pasji, daje ogromną radość. Często o tym zapominamy, marnując tak cenne chwile.

From the work DOPO, LA POLVERE. - Onna dell'Aquila, Italy (2013)

From the work DOPO, LA POLVERE. – Onna dell’Aquila, Italy (2013)

Kiedy możemy spodziewać się owoców twojej pracy? Czy portret współczesnego Oświęcimia ujrzy światło dzienne jeszcze w tym roku?

Nie sądzę. Na ukończenie tak obszernego projektu potrzeba wielu miesięcy, a czasem nawet lat. Samo uporządkowanie zebranego materiału ciągnie się całymi tygodniami. To przedsięwzięcie zupełnie niepodobne do magazynowych reportaży, które porusza wiele różnorodnych aspektów. Począwszy od wpływu, jaki wywiera na nas historia, aż po zadumę nad kondycją współczesnego świata. Ale nie oznacza to wcale, że staram się kogoś oceniać czy wydawać wyroki. Wierzę jednak, że moją pracą mogę zmuszać do dyskusji. Konieczność zwracania uwagi na istotne kwestie zawsze była mi bliska. Wydaje mi się zatem, że powinniśmy częściej rozmyślać o ludzkiej krzywdzie. Na co dzień staramy się jej nie dostrzegać. Każdego dnia włączamy telewizor, śledzimy doniesienia na pasku, po czym obojętnie zmieniamy kanał. Widzimy łzy, ale ich nie ocieramy. A być może nadszedł czas, aby w końcu to zmienić. Dla naszego dobra.

Rozmawiał: Mateusz Demski

korekta: Paulina Goncerz