Pozdrowienia z… Kotoru. Pocztówki ze sztuką w tle

Niespełna sto kilometrów od zatłoczonego Dubrownika znajduje się najdalej wysunięty na południe fiord Europy. Kryje on w sobie stare miasteczko, nad którym górują ruiny średniowiecznej twierdzy. Po placach, cerkwiach i kościołach kręcą się turyści, ale w wąskich, bezimiennych uliczkach jest pusto, jeśli nie liczyć schnącego prania i żebraczek przeliczających drobne. No i są koty – nieoficjalny symbol Kotoru. Nikt właściwie nie wie, skąd się wzięły.

Kot w Kotorze, fot. Krzysztof Matkowski

Nazwa miasta pochodzi ponoć od starogreckiego Katareo, oznaczającego „gorąco”, a zbieżność ze słowem „kot” jest przypadkowa. Pierwsza osada istniała tam już w III wieku p.n.e., a na przestrzeni lat przechodziła w posiadanie kolejnych państw. Dzięki protektoratowi Republiki Weneckiej, Kotor uzyskał zachowaną do dziś zabudowę, a w wyniku obecności katolicyzmu i prawosławia powstały tam zarówno kościoły, jak i cerkwie. Charakterystyczny dla starego miasta jest brak nazw ulic, jednak wystarczy dojść do jakiegoś placu, by zorientować się w swoim położeniu – nad budynkami góruje starożytna twierdza. Warto się na nią wspiąć i ze szczytu podziwiać Zatokę Kotorską.

3

Fot. Krzysztof Matkowski

Większość ludzi zwiedza miasto od zabytku do zabytku, ale można wybrać inną drogę. Zamiast skupiać się na wiekowych świątyniach i pałacach (na Bałkanach jest wiele ciekawszych obiektów tego rodzaju), lepiej podążyć tropem kotów. Nie bez powodu Lonely Planet umieściło Kotor na liście dziesięciu najlepszych miejsc dla wielbicieli tych czworonożnych stworzeń. I wcale nie trzeba być ich zapalonym miłośnikiem, by zwrócić uwagę na ten charakterystyczny element czarnogórskiego miasta.

5

Fot. Krzysztof Matkowski

Na początku dostrzega się parę odpoczywających w cieniu sierściuchów. Potem wzrok pada na wystawy sklepików z pamiątkami. Kartki, figurki, magnesy, ozdóbki, kubki – wszystko z motywem kota. Gdzieś obok skrzyneczka z datkami na kocie schronisko. Wtedy zaczyna się zauważać te zwierzęta niemal w każdym zaułku. A kulminacją tego kociego szaleństwa jest poświęcone im muzeum.

7

Fot. Krzysztof Matkowski

Wstęp kosztuje 1 euro (na cele opieki nad kotami), a galeria składa się z dwóch pomieszczeń połączonych ciasnym korytarzem. Na ścianach wiszą gabloty z eksponatami i to właściwie wszystko. Początkowo można poczuć się zawiedzionym, ale to mija, gdy tylko przyjrzy się uważniej wystawionym obiektom. To głównie skrawki papieru – dwuwymiarowego, ograniczonego nośnika. Są zdjęcia, pocztówki, kartki świąteczne, znaczki, karykatury, obrazki z gazet, szkice naukowe. Nie starczyłoby dnia, by przestudiować każdy z osobna. Ale w tych drobnych eksponatach kryje się fenomen kota – zwierzęcia, które obok psa jest najważniejszym towarzyszem człowieka.

4

Fot. Krzysztof Matkowski

Są więc obrazki i zdjęcia ludzi z rozmaitych czasów, miejsc i sfer społecznych, którym towarzyszy kot: japońskie ilustracje, fotografia afrykańskich dzieci bawiących się z futrzakiem, portrety angielskich dam z puszystymi ulubieńcami. Wycinki z gazet przedstawiają sensacyjne sytuacje z udziałem kocurów rzucających się do gardła, wyskakujących z pożarów, demaskujących przestępców. Z realizmem kontrastuje antropomorfizacja kota i przedstawienie go w ludzkich sytuacjach (przy praniu czy bożonarodzeniowym stole). Nie brakuje też kota jako myśliwego zagryzającego myszy, jak i kota-ofiary rozszarpywanego przez psy. Nawet pobieżne przestudiowanie tej wystawy uświadamia, jak głęboko Felis catus jest zakorzeniony w światowej kulturze. Muzeum nie oferuje wielkich dzieł sztuki z tymi zwierzętami w tle, lecz urzeka perełkami. I nie odpowiada na pytanie: skąd koty w Kotorze?

6

Fot. Krzysztof Matkowski

Wiarygodna teoria mówi, że przez lata do portu cumowały statki z całego świata, a na ich pokładach przemieszczały się koty z dalekich stron. To tłumaczyłoby różnorodność snujących się po zaułkach dachowców. Ale przecież istniało tyle przystani, w których mogły zamieszkać. Dlaczego więc właśnie tu, w czarnogórskim fiordzie? Myślę, że to jakaś tajemnica tych stworzeń, które chodzą swoimi ścieżkami. One wiedzą coś, czego my nie wiemy.

2

Fot. Krzysztof Matkowski

tekst: Krzysztof Matkowski

korekta: Martyna Góra