Gastrobanda, czyli jesz na własne ryzyko

Na pewno nieraz zdarzyło wam się marzyć o posiadaniu własnej knajpy, która byłaby źródłem przyzwoitego utrzymania i nieprzyzwoitej wręcz satysfakcji z rozwijania własnego gastrobiznesu. Takie wizje nabierają szczególnej intensywności zwłaszcza latem, kiedy podczas wakacyjnych wojaży pozwalamy godzinom swobodnie płynąć, wycierając talerz ostatnim kawałkiem focacci we włoskiej trattorii, obżerając się mulami w jakiejś wykwintnej francuskiej restauracji albo sącząc prosecco na tarasie nadmorskiego baru.

Jeśli jednak urlop odchodzi w niepamięć, a twoje marzenia o posiadaniu gastronomicznego przybytku nie chcą osłabnąć, jest na to jedna, niezawodna recepta: lektura „Gastrobandy”. Po jej przeczytaniu ostatnie, na co będziesz miał ochotę, to inwestowanie w gastronomię. Za to z pewnością nabierzesz nowego spojrzenia na wszystkie kwestie związane z jedzeniem poza domem. No i może wreszcie docenisz kelnerów za ich dzielną pracę.

gastro2

„Gastrobanda” to wspólne dziecko Jakuba Milszewskiego i Kamila Sadkowskiego. Zwłaszcza ten drugi poznał branżę gastronomiczną od podszewki, przechodząc wszystkie stopnie wtajemniczenia, od kelnerowania po prowadzenie restauracji. I swoimi bogatymi doświadczeniami dzieli się z czytelnikami książki – niezwykle barwnie i soczyście.

Krwisto i pieprznie… w słowach

O tak. Soczystość to cecha charakterystyczna narracji „Gastrobandy”. Jeśli jesteście językowymi purystami, wielbicielami literatury subtelnej jak powiew majowego wietrzyku, odłóżcie tę książkę zawczasu. Tutaj mówi się tak samo jak za drzwiami restauracyjnej kuchni: dosadnie, ale zawsze w punkt. Co, w mojej opinii, jest dużą zaletą „Gastrobandy”. Dawno żadna książka nie sprawiła, że raz po raz wybuchałam śmiechem, a w tym przypadku taki efekt jest murowany (moje śmieszki znad książki to i tak nic w porównaniu z tym, co się działo, gdy „Gastrobandę” dorwał mój mąż).

gastro3

Autorzy książki odznaczają się nieprzeciętnym intelektem, przyprawionym sporą dozą poczucia humoru, i nie wahają się z tej doskonałej mieszanki korzystać. Dlatego właśnie podróż przez polski gastronomiczny światek w ich towarzystwie jest taką przygodą. Bo czy mieliście pojęcie, kim jest królewna na zmywaku, jak piją szefowie kuchni, jacy goście w knajpach są najgorsi, dlaczego ryba na talerzu może czasem okazać się bakłażanem i czym, u licha, jest lejt mucziaczo?

Z miłości do jedzenia

„Gastrobanda” to rzetelna, a przy tym daleka od banalnego poradniczkowego stylu opowieść o wszystkich elementach, które składają się na twój posiłek w knajpie, a raczej to, jak go ocenisz. O ludziach za kuchennymi drzwiami, o dostawcach, kelnerach, gościach przy sąsiednim stoliku i o tych, którzy odpowiadają za edukację kulinarną oraz którzy restauracje oceniają. Oni wszyscy w mniejszym bądź większym stopniu mają wpływ na to, czy będziesz zadowolony ze steka, który właśnie został ci podetknięty pod nos.

gastro4

A jeśli jednak nie będziesz? Cóż, o tym autorzy również piszą. I wyjaśniają w jaki sposób powinieneś zgłaszać swoje uwagi do zamówienia, jeśli takie masz, cierpliwie tłumacząc, że wiele dań da się uratować i jednocześnie zaspokoić twoje oczekiwania, wystarczy jedynie odrobina dobrej woli z obu stron.

Nie dajcie się zmylić. Tak naprawdę „Gastrobanda” to od początku do końca książka o wielkiej miłości do gastronomii, przepełniona kulinarną pasją i jeszcze większym umiłowaniem samego jedzenia. A jej lektura stanowi perwersyjną przyjemność dla każdego, kto o jedzeniowym światku ma jako takie pojęcie i kiedy słyszy „transfer roku”, wie, że nie chodzi wcale o Grzegorza Krychowiaka w PSG, tylko o Dominika Duraja, który z Wodnej Wieży przeniósł się do Villi Gardena. Ale to już historia na zupełnie inny tekst…

korekta: Agnieszka Pietrzak

Żarówki 6Jakub Milszewski, Kamil Sadkowski, Gastrobanda. Wszystko, co powinieneś wiedzieć, zanim wyjdziesz coś zjeść, wyd. Smak Słowa i Agora SA, Sopot-Warszawa 2016.

Bernadeta Prandzioch