Książka do plecaka #1: 100 miejsc we Francji, które każda kobieta powinna odwiedzić

Podobno jest takie miejsce na świecie, w którym wszystko, co najprzyjemniejsze, występuje obok siebie: wyśmienite jedzenie, fantastyczna architektura, oszałamiająca sztuka, wysublimowana kultura i zapierające dech w piersiach widoki. Miejsce, w którym ludzie kochają lokalne tradycje, dobre wino i seks. Tu każdy znajdzie coś dla siebie: od ośnieżonych szczytów Alp po błyszczące w słońcu plaże Lazurowego Wybrzeża. To Francja – raj dla… wszystkich!

Wakacyjną podróż z książką w plecaku rozpoczynamy z Marcią DeSanctis, która za sprawą „100 miejsc we Francji, które każda kobieta powinna odwiedzić” zabiera nas na wojaże po najpiękniejszych zakątkach kraju wina i lawendy. To podróż nie tylko do konkretnych miejsc, ale także wycieczka po francuskiej kulturze, kuchni, sztuce.

Zawsze będziemy mieli Paryż

Pierwszych kilkanaście punktów z długiej na sto pozycji listy miejsc wartych zobaczenia zajmują atrakcje stolicy – Paryża, który Marcia DeSanctis odmienia przez wszystkie przypadki, serwując nam porady, gdzie należy udać się na zakupy, dokąd pójść na kolację i jakie muzea odwiedzić. Nie ma w tym jednak nic z tradycyjnego przewodnikowego potraktowania tematu. DeSanctis, niczym najlepsza przyjaciółka, podsuwa nam adresy swoich ulubionych cukierni czy restauracji, sklepów, w których kupimy idealną bieliznę, albo kin studyjnych (a jest ich w Paryżu ponad trzysta!), w których odpoczniemy od zgiełku miasta.

fot. Bernadeta Prandzioch

fot. Bernadeta Prandzioch

Zwiedzamy z nią miejsca sztandarowe (Niceę, Cannes, Strasburg czy Lyon), jak również mało znane (na przykład Hospices de Beaune, „Pałac Ubogich” wzniesiony w XV wieku w miasteczku Beaune, czy szlak latarni morskich w Finistère). Zaglądamy do wypełnionych winem piwnic, zwiedzamy majestatyczne châteaux i wędrujemy po lawendowych polach Prowansji. Ta książka to nieustanny zachwyt Francją i celebracja życia. To poemat na cześć wszystkiego, co francuskie.

Francja – ojczyzna dzielnych kobiet

Marcia DeSanctis w swojej narracji łączy dwa – pozornie sprzeczne – stanowiska: jest jednocześnie mieszkanką Francji i turystką. Potrafi na wszystko spoglądać z zachwytem godnym neofity na pielgrzymkowym szlaku po najpiękniejszych miejscach Francji, a jednocześnie udziela porad, jakie można usłyszeć wyłącznie od kogoś, kto we Francji czuje się jak w domu.

Wiele miejsca poświęca DeSanctis kobietom – za sprawą jej opowieści wędrujemy śladami Joanny d’Arc, Eleonory Akwitańskiej, Marii Magdaleny, Katarzyny Medycejskiej czy wdowy Clicqout. Ta ostatnia – po śmierci męża – jako pierwsza stanęła na czele międzynarodowej firmy i swoją determinacją sprawiła, że dziś szampan Vueve Clicquot jest symbolem luksusu i najwyższej jakości. Kiedy następnym razem zobaczysz charakterystyczną żółtą etykietę w odcieniu Pantone 137C, przypomnij sobie, że vueve znaczy wdowa, wdowa Clicquot.

Na szczytach literatury

W wielu miastach na swoim szlaku DeSanctis oddaje głos pisarzom, którzy w tych miejscach tworzyli, które stawały się dla nich inspiracją. Pokazuje nierozerwalność miejsc i osób, ich wzajemne przenikanie się, jest więc Czechow i Nicea, Cabourg opisany przez Prousta w dziele „W poszukiwaniu straconego czasu” czy Grand Bé, gdzie pochowany został Chateaubriand. Porywająca jest historia osiemnastoletniej wówczas, ciężarnej Mary Shelley, która w lipcu 1816 roku dotarła do Chamonix i wyprawiła się na Mer de Glace. Krajobrazy zrobiły na niej tak ogromne wrażenie, że później umieściła kulminacyjną scenę swojego arcydzieła o Frankensteinie właśnie na Mer de Glace.

fot. Bernadeta Prandzioch

fot. Bernadeta Prandzioch

Ale Marcia DeSanctis wie także, że prawdziwe podróżowanie czasami oznacza smutek, że chcąc poznać jakiś naród naprawdę, musimy poznać także jego najmroczniejsze wspomnienia, trudne momenty historii. Najbardziej poruszająca podróż w książce kryje się pod numerem 60. To podróż do Izieu, oddalonego o godzinę drogi od Lyonu, gdzie znajduje się Musée-mémorial des enfants d’Izieu. Podczas wojny w niewielkim miasteczku małżeństwo Miron i Sabine Zlatin ukrywali w domu 44 żydowskich dzieci, które w 1944 roku zostały na rozkaz Klausa Barbie wywiezione do Auschwitz-Birkenau i Tallinna. Przeżyła tylko opiekująca się dziećmi Sabine, i to ona stała się inicjatorką utworzenia muzeum w ich dawnym domu.

Czas kupić bilet, Francja czeka

Nie sposób wspomnieć o wszystkich miejscach, które odwiedza i opisuje DeSanctis, wszak jest ich aż setka. Z pewnością warto jednak o nich przeczytać, bo każde ma swój niepowtarzalny urok, który sprawia, że chciałoby się natychmiast pakować plecak i wyruszyć w podróż. Obojętnie: samolotem, pociągiem czy autostopem – byleby naszym celem była Francja. Tam wszystko jest le plus beau dans le monde!

korekta: Agnieszka Pietrzak

zdjęcie przewodnie cyklu: Agnieszka Wielińska

Marcia DeSanctis: 100 miejsc we Francji, które każda kobieta powinna odwiedzić, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2016.