Before Colours of Ostrava 2016: Co za miejsce!

Około półtorej godziny jazdy samochodem to dystans jaki dzieli Katowice i Ostrawę. Różne państwa, różne światy i mimo że wszyscy jesteśmy Słowianami, to te dwa miasta mają tyle samo punktów wspólnych, co rozbieżnych.

fot. materiały prasowe

fot. materiały prasowe

Architektura

A raczej postindustrialne dziedzictwo. Coś Wam to mówi? Takich samych przymiotników możemy używać zarówno w stosunku do Katowic, jak i do Ostrawy. Huty, kopalnie – ten krajobraz nie jest zarezerwowany wyłącznie dla Śląska, jak niektórym mogłoby się wydawać. Poza blokami i uroczym rynkiem Ostrawa, tak jak stolica naszego regionu, posiada wiele przemysłowych zabytków. Dolne Witkowice, Narodowy Zabytek Kultury to ogromny kompleks z pierwszej połowy XIX wieku. Zawiera on wszystko to, co kochamy w pocztówkach z Katowic – imponujace stalowe konstrukcje, piece, kotły i wielkie przeszklone hale. Dzięki sprytnej zmianie dotychczasowej funkcji budynków udało się odratować rozpadające się miejsce i tchnąć w nie nowe życie. Przearanżowanie industrialnych wnętrz na miejsca służące kulturze to zabieg doskonale nam znany (Muzeum Śląskie, mrugam do Ciebie), ale nie w takiej skali. Zbiornik gazu przekształcony został na salę koncertową zdolną pomieścić 1500 osób. W dawnej kopalni mieści się sala kinowa i studio nagrań. Piec, w którym niegdyś powstawała surówka żelaza dziś na swoim szczycie na wysokości 80 metrów ma rozbudowane trasy widokowe. W kompleks została też wbudowana platforma widokowa z restauracją, nazwana od nazwiska słynnego lekkoatlety „Bolt Tower”.

Cóż, mamy jeszcze sporo do nadrobienia.

fot. materiały prasowe

fot. materiały prasowe

Festiwale

Jeśli chodzi o ilość letnich festiwali to Katowice przodują – Off i Tauron to dwa wydarzenia, które rokrocznie napawają mieszkańców regionu dumą i pozbawiają wypłat. Do Katowic przyjeżdżają wtedy muzycy i melomani z całego świata, ale….

… jeszcze więcej osób zjeżdża na Colours of Ostrava. To jeden z dwóch największych czeskich festiwali (obok Hip Hop Kempu), który jest poważną konkurencją dla polskich wydarzeń. Programowo jest niemalże identyczny jak Open’er, ale cena jest znacznie korzystniejsza, a dla wielu walor stanowi także lokalizacja – Ślązakom znacznie wygodniej podróżuje się do Czech niż nad polskie morze. 350 wydarzeń na 20 scenach to albo suma pięciu polskich festiwali, albo jeden wypad na Colours. Dodatkowo koszta przeżycia na festiwalu nie urastają do wielkości hipoteki małego domu i podobno… <werble> nie ma kolejek (sic!). Na terenie festiwalu mamy darmowy dostęp do wody pitnej, a wyprawa na kamping nie trwa tyle co koncert headlinera – namioty rozbijamy po drugiej stronie ulicy.

Katowice i Ostrawa to ponadnarodowe bliźniaki z drobnymi znamionami, ale też łudząco podobną aparycją. Nie ma nic ciekawszego niż spożycie danie, które jemy na co dzień, tylko z innym sosem, aby odkryć je na nowo. Może po wizycie w kolorowej Ostrawie zaczniemy bardziej doceniać nasz pełen uroków Śląsk.

Martyna Poważa