TOP 8 ODKRYĆ COLOURS OF OSTRAVA 2016

To nie tak, że zabrakło nam do dziesiątki. Z ponad trzystu artystów grających na Colours of Ostrava można dowolnie wybierać dziesiątki, żeby kombinować ich w różnorakich zestawieniach. Ósemka jest po prostu mniej oczywista.

Po raz kolejny redakcja Reflektora wybiera się na Colours of Ostrava i tym razem będziemy eksplorować festiwal w stylu odkryć a’la Tauron Nowa Muzyka. Szwendając się od sceny do sceny, zaglądając tam, gdzie brzmi dobrze, gdzie coś się dzieje – to najlepsza metoda na odkrywanie czegoś nowego. Wiadomo, że i Tame Impala się zobaczy, i Kiasmos zaliczy, ale odmienna od polskiej wrażliwość czeskich organizatorów to pewnik, że na Ostravie pojawi się mnóstwo artystów, których u nas możemy nigdy nie uświadczyć.

Victoria Hanna

Dla każdego fana Matisyahu koncert Victorii Hanny będzie nie lada gratką. Córka rabina po hebrajsku opowiada Torę, nie wstydzi się swojego dziedzictwa, ba! – dzieli się nim z szeroką publiką. Nowoczesne brzmienie wzmacnia tylko wydźwięk starożytnych mądrości wyśpiewanych czy wyrecytowanych przez Victorię. Mistycyzm w muzyce to coś, czego szukam zawsze i wszędzie.

2 cellos

Był taki okres, że filmiki z 2 cellos zalewały facebookowe ściany, zazwyczaj podpisywane okrzykami zachwytu i podziwu. Czy to „Thunderstruck” AC/DC czy „Smooth Criminal” – widać, że chorwaccy wiolonczeliści mają nie tylko pomysł na siebie, ale także poczucie humoru. Tak wybitnych projektów coverujących popowe i rockowe utwory za pomocą instrumentów, które w naszych umysłach kojarzą się jedynie z filharmonią, jest naprawdę niewiele. Cały czas zastanawiam się, jak reagować na ich koncercie – skakać w pogo czy może grzecznie przycupnąć na krześle?

De Staat

Nie mam pojęcia, co to za gatunek. De Staat łączą tradycyjnie rozumiany rock z tradycyjnie rozumianą elektroniką, do tego dodaje tajemniczą przyprawę o nieznanym pochodzeniu i z powodzeniem koncertują po Europie. Eklektyczna, alternatywna mieszanka wytrąca słuchacza z równowagi, a do tego te klipy! Gdybym miała ich do czegokolwiek porównać, może w paru procentach trafne byłoby twierdzenie, że są trochę jak Black Keys, tylko że dziwniejsi.

Kovacs

Piosenkarka z Holandii zdobyła już miano tamtejszej Amy Winehouse i mimo że po tragicznej śmierci Amy powstała nowa moda, by w każdym kraju wyłaniać jej następczynię, na to miano trzeba sobie zasłużyć. Kovacs zasługuje jak najbardziej – jest mroczniejszą i bardziej magnetyczną jej wersją. Z wyglądu przypomina Skin, a jej sceniczne wcielenie można by nazwać „witch house diva”. Mam tylko nadzieję, że futrzane dodatki, które artystka ma ze sobą praktycznie non stop, są sztuczne.

Goddamn Gallows

Nie mylić z Gallows! W przeciwieństwie do swoich kolegów wykonujących hardcore’owe screamo, panowie z The Goddamn Gallows zajmują się gatunkiem muzyki troszkę mniej inwazyjnym dla uszu – hobocore. Termin ten dopiero raczkuje, więc spójnej definicji brak, ale czytać tę muzykę możemy jako „anarcho-crusty-folk-rap” (za urbandictionary.com). Czyli po prostu trochę inne rockabilly, a jakie dokładnie – możecie przekonać się na ich koncercie podczas Colours of Ostrava.

Hrtl

Gdy słucham kawałków Hrtl w sieci, nie mam pojęcia, jak mógłby się nie sprawdzić na żywo. Stare syntezatory to moda panująca już od jakiegoś czasu, ale jeśli ktoś robi to dobrze, to czemu nie? Przyjemne, solidne elektro to wyznacznik Htrl, pewnik tanecznego setu, który sprawia, że odrywam się od komputera i zaczynam pląsać po pokoju. A do festiwalu jeszcze kilka tygodni.

Lazer Viking

Jest tak niekonwencjonalny i fascynujący, że po prostu nie mogę się nie wybrać na jego koncert. Długowłosy Laserowy Wiking, wykrzywiający rock and rolla w zadziwiający sposób – wygląda na to, że zabawa będzie przednia. Wiking jest po prostu fascynujący, ze swoimi długimi włosami, gitarą w tygrysa i czeskim poczuciem humoru. Jeśli ktoś nie lubi rocka, na pewno warto chociaż przyjść popatrzeć.

Himalayan Dalai Lama

Kolejni czescy artyści, których w tym roku z pewnością chcę zobaczyć. Wydawałoby się, że Himalayan Dalai Lama to nazwa mająca na celu tylko i wyłącznie zapaść w pamięci, przez swoją rymowaną konstrukcję, ale to nieprawda. Duet całkiem na poważnie przemyca w swoich kompozycjach pewną duchowość i „kosmiczną energię”. Może przypominają delikatnie Kiasmos, ale dobrej muzyki nigdy dość, prawda?