FFK – „Przeżyliśmy wojnę”

Tytuł filmu „Przeżyliśmy wojnę” może nas naprowadzić  na mylne tropy gatunkowe. Ponieważ klasyka kina wciąż stanowi dla mnie wyzwanie i źródło odkryć, których wszyscy zdążyli już dokonać, nie pozwalam sobie zbytnio na lekturę niczego (nawet tych absurdalnych opisów na Filmwebie), co mogłoby ustawić mi myślenie (jeśli ktoś lub coś wcześniej tego nie zrobił). Jakież było więc moje zdziwienie, gdy obejrzałam dzieło Frankenheimera. Bo spodziewałam się co najmniej traktatu na temat powojennej kategorii człowieczeństwa, problemów weteranów w rzeczywistości po „epoce pieców”. A tu się okazuje, że nawet nie chodzi o II wojnę światową <face palm>.

Przeżyliśmy wojnę3

Nie odbierając wartości filmom z rodzaju tego, jakiego oczekiwałam, cieszę się, że wyszło jak wyszło.  „Przeżyliśmy wojnę” jest bowiem dla mnie z tego powodu dalece bardziej interesujące. W czasach, kiedy film powstawał (a był to rok 1962), kino było rozrywką odchodzącą do lamusa, która traciła publiczność na rzecz telewizji i próbując rozpaczliwie utrzymać swoją popularność przeprowadzała wielką nowofalową rewolucję za pośrednictwem nowych, butnych reżyserów.

Franknenheimer był człowiekiem przenikliwym – wierzył niezłomnie w obrazy kinowe i niepokojąco spoglądał na szklany ekran. Chłodny i poszukujący nie płynął z nurtem, ale żeglował spokojnie między brzegami. Dawał telewizji tyle uwagi, na ile zasługuje, ale nie więcej, bo w innym wypadku wyszłoby z tego brzydkie krytykanctwo uprawiane przez „człowieka starej daty”.

Przeżyliśmy wojnę

Jest to bowiem nie tylko film doskonale operujący sensacyjnymi strukturami gatunku – przez co będzie sprawiał przyjemność każdemu widzowi łaknącemu żelaznego scenariusza – ale również dzieło operujące wyjątkową obrazową kompozycją i przemycające treści transgatunkowe. Poza opowieścią kryminalną o majorze próbującym rozwikłać zagadkę własnych snów, pretenduje do miana uniwersalnej opowieści o manipulacji, uzależnieniu od drugiego człowieka i rodzącym się wpływie mediów masowych na postawy i poglądy ludzi, którzy „pierwsze, co robią po wejściu do pokoju, to włączają telewizor”.

Wartość telewizji została już wcześniej wielokrotnie w kinie podważona, choćby w słynnym „Wszystko, na co niebo zezwala”, gdzie odbiornik stanowił symbol opresji rodem z przedmieść, ale tutaj ta refleksja wysuwa się na plan pierwszy, wraz ze starego typu telewizorem prezentowanym co rusz w kadrze. Transmisje przemówień politycznych, zmanipulowane do granic możliwości dziś jawią się jako smutna zapowiedź mediów masowych wypranych z autentyzmu, od początku swego istnienia nastawionych na perswazję w jej najpaskudniejszej formie.

Przeżyliśmy wojnę1

Film imponuje również słynną sekwencją „prania mózgu” zrealizowaną z wirtuozerią w stylu, którego pozazdrościć mogą Frankenheimerowi filmowcy-surrealiści. Wprowadza ona widza w konsternację i pozwala poczuć schizofreniczną naturę obrazu i wynosi reżysera na wyżyny artyzmu.

„Przeżyliśmy wojnę” to ostatni film Frankenheimera, który będziecie mogli obejrzeć w Festiwalu Filmów Kultowych w sobotę 21 maja o 17.30 w Kinoteatrze Rialto.

Patrycja Mucha beta małe