A zanim Kultowe to… „Maska czerwonego moru”

Filmy kultowe wracają! Do Katowic, do kin i na łamy Reflektora. W ramach jakże przyjemnej współpracy począwszy od dziś, aż po 18 maja, będzie można u nas poczytać co nieco o wybranych filmach z tegorocznego programu. Programu, który – jak twierdzi Patryk Tomiczek, dyrektor artystyczny Festiwalu Filmów Kultowych – jest najlepszym programem ever. Podjęliśmy zatem wyzwanie: w 3 tysiącach znaków zamknąć esencję dzieła i wywołać w Was emocje. Po to robi się FFK. For film, for fun.

Festiwal Filmów Kultowych 2

Z kompletu filmów, które zdecydowałam się opisać na pierwszy ogień idzie klasyk. Osoby Rogera Cormana nie muszę chyba nikomu przedstawiać, a tym bardziej jego uznanych adaptacji opowiadań Edgara Allana Poe. „Maska czerwonego moru” to przedostatni z cyklu filmów, cieszący się uznaniem samego reżysera, za to mniejszym, jak sam twierdzi, uznaniem publiczności. Zupełnie nie wiem czemu.

Bo to zaiste sztuka przez duże S i nie dajcie się zmylić B-klasowym anturażem. Mniej hajsu nie znaczy mniej lansu. Corman, mimo budżetowych ograniczeń, naprawdę zastanawiał się nad odpowiednią formą realizacji i wartością naddaną filmu. Wszak „Maska czerwonego moru” to w gruncie rzeczy dojrzały traktat na temat wiary i jej konsekwencji, a także braku spójności wśród ludzi, którzy tę wiarę wyznają.

Maska czerwonego moru

Demoniczny książę Prospero (porównanie do bohatera Szekspirowskiej „Burzy” nasuwa się samo) odwiedza wioskę, by zaprosić jej mieszkańców na ucztę z okazji zbiorów. Jego zamiary bynajmniej nie są czyste – chce on raczej napawać się widokiem ludzi walczących o każdy kęs, ochłap rzucony na pożarcie głodnym i spragnionym. Pod wpływem przepowiedni dwóch z nich buntuje się jednak, ujawniając zbliżającą się epidemię, która ma zdziesiątkować populację skrajnie hierarchicznego mikroświata. Prospero, by uchronić się przed zarazą, zamyka się w pałacu z tłumem podporządkowanej mu upadłej szlachty i „wieśniaczką”, która zaimponowała mu swoją wiarą w Boga. Książę wierzy jednak, że bez względu na wszystko jemu nic nie grozi, bo zawarł pakt z Diabłem.

Dobrze więc – jest kilka scen, którym zabrakło grosza. Jednak te dziwne ruchy panoramiczne i nie-do-końca-przerażające ujęcia wędrowania nocą po zamku, rozmach znaczeniowy zupełnie usuwa w cień. Bohaterowie są bowiem określani przez swoje postawy i zachowania i wciąż są przymuszani do dokonywania wyborów, których dokonać nie chcą, przez co uciekają z jednej strony w rezygnację, a z drugiej w fanatyzm. Francesca (wieśniaczka) miota się między miłością do ojca a miłością do narzeczonego i próbując ich wybawić decyduje się nawet na porzucenie swojej niezłomnej wcześniej wiary. Paradoksalnie okazuje się to najlepszym tej wiary wyznaniem. Z kolei Prospero pewny siebie wierzy w zawartą z Szatanem umowę i ta jego wiara, która nie znosi kompromisów zostaje obnażona i obalona. Oprócz tego Corman pokazuje, jak ludzie są niekonsekwentni w swoich wyborach, jak często pod płaszczykiem oddania kryje się konformizm i oportunizm.

Maska czerwonego moru2

A to wszystko wieńczy wspaniała scena finałowa, w której marionetki Prospera uczestniczą w danse macabre, a sam bohater wpada w zastawioną przez siebie pułapkę, w z pietyzmem przez siebie zbudowaną szufladkę. Kto by to zagrał lepiej niż Vincent Price?

„Maskę czerwonego moru”. Będzie można obejrzeć 20 maja o 15.30 w Kinoteatrze Rialto. Swoją drogą zobaczycie w ogóle, o co chodzi z tym enigmatycznym tytułem, bomba!

korekta: Hanna Kostrzewska, Paulina Goncerz

Patrycja Mucha beta małe