6 piosenek z przeszłości, na których pasożytuje współczesny pop

  1. Sinéad O’Connor — „Troy”

Piosenka powstała, kiedy Björk miała raptem 22 lata. Chyba nie trzeba podkreślać, jaki panuje ostatnio boom na tzw. muzykę skandynawską, brzmienia inspirowane właśnie Björk, oszczędny, subtelny podkład i mocny, emocjonalny damski głos. To już było. My to wiemy, a wy nie.

  1. Prince — „Kiss”

Każdy, słysząc tę piosenkę, w głowie ma też Pharrella Williamsa (szczególnie utwór z Robinem Thickem pt. „Blurred lines”). Jakie to podobne. Dobry, ambitny, bardzo rytmiczny pop i wysoki męski głos to charakterystyczny motyw tej muzyki.

  1. David Bowie — „Let’s dance”

Wyobraźmy sobie, że nie ma Daft Punk z ich ostatnią płytą. David potrafi wynagrodzić nam ten brak, jak i za pomocą swojego głosu wpisuje się w niedawny powrót do łask legendarnego nurtu cold wave. Ta piosenka wiele rekompensuje.

  1. Kate Bush — „Running Up That Hill”

To, ile współczesnych gwiazd sceny alternatywnej wykonuje ten utwór, mówi samo przez się. Subtelny, ekspresyjny i bardzo charakterystyczny głos sam w sobie tworzy całą piosenkę. Do tego chwytliwy syntezator i hit murowany.

  1. Etta James — „I’d rather go blind”

Nie byłoby Amy Winehouse i — zabijcie mnie, że wsadzam ją do tego samego wora — nie byłoby także Adele. Strasznie się ludziom podoba soul, rhythm’n’blues, chrypka i zadziorny wielki głos. Ponadczasowe, czyż nie?

  1. The Stranglers — „Golden brown”

Nie można nie wspomnieć o tym, jak wiele zespołów współcześnie wykonuje tzw. nowofalowego rocka alternatywnego. Piosenka Stranglersów pochodzi z 1981 roku, a w żaden sposób nie kojarzy się z typowymi brzmieniami ani punk rocka tamtych czasów, ani tym bardziej popu. „Lejący” się głos przywodzi na myśl The Strokes, ale i wiele innych popularnych dziś zespołów.

Na koniec warto dodać, że spora część tego, czego słuchamy w radiu, to remaki starych dobrych przebojów, których młode pokolenie nie zna albo nie pamięta. Zadziwia fakt, że trzydzieści lat temu powstawały utwory tak bardzo zbliżone do tych współczesnych. Niczego im nie brakuje nawet w warstwie produkcyjnej. Ekscytujemy się na ogół „nowymi” trendami, które polegają na odsmażaniu starych kotletów. Od kilku lat święcą triumfy brzmienia lat 70., 80., a i powoli 90., co ma swoje odzwierciedlenie w modzie (nie tylko na wybiegach, ale także na ulicy). W najnowszej kampanii reklamowej Mango widać powrót metalicznych tkanin, co przywodzi na myśl początek lat 2000. Zastanawia mnie, czy również w muzyce pojawi się ten dziwaczny futuryzm i charakterystyczne brzmienie tamtego okresu. Co wy o tym myślicie?

korekta: Sylwia Klonowska

Hanna Baron