Reflektorek #2: Kilka słów o przemijaniu

Nikt nie lubi rozmawiać o śmierci. Zwłaszcza o odchodzeniu bliskich. Ale umieranie jest sprawą nieuniknioną. Kolejna propozycja, którą przedstawiamy w ramach cyklu Reflektorek, opowiada o tym, w jaki sposób dziecko może postrzegać śmierć najbliższych. Dziecięca wyobraźnia pozbawiona jest ograniczeń, dlatego może pomóc w sytuacjach, w których brakuje słów. A okazuje się, że może przynieść ukojenie także dorosłym.

O przemijaniu po dziecięcemu

macius0Książka „Maciuś i Dziadek” Roberto Piuminiego to historia chłopca, który towarzyszy swojemu umierającemu dziadkowi. Przy szpitalnym łóżku, wraz z całą rodziną, spogląda na chorego, ale i dostrzega rozpacz otaczających go bliskich. Sytuacja jest dla Maciusia zupełnie nowa i nie do końca wie, jak sobie z nią poradzić. Nie rozumie, dlaczego wszyscy są tacy smutni. Chłopiec nie do końca wie, co dzieje się z dziadkiem. Jego uwagę skupia jedynie mucha latająca przy szpitalnym suficie. Nagle dzieje się coś niezwykłego: dziadek podnosi się z łóżka i zaprasza Maciusia na spacer. Niby nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że nikt poza chłopcem tego nie dostrzega. Maciuś czuje, że sytuacja jest nadzwyczajna. Nie może jednak pozbyć się swoich wątpliwości, więc pyta dziadka wprost:– Ale ty nie umierasz, dziadku? – zapytał Maciuś.

– A kto tak powiedział? – chciał wiedzieć dziadek, unosząc dłoń i drapiąc się w czubek nosa.

– Wszyscy – odparł Maciuś i wskazał głową na osoby wokół nich.

– Żartują – uspokoił go dziadek.

Na wyprawie pełnej przygód

Po przekroczeniu szpitalnego progu rozpoczyna się wspaniała podróż. Wraz z bohaterami dowiadujemy się o niezwykłym moście, do którego droga dłuży się wędrującemu wtedy, gdy o nim myśli. Wyruszamy na wspaniały targ pełen smakowitości i do labiryntu ze słoneczników, a także poznajemy złych piratów i konia o niecodziennym umaszczeniu. Przygody mijają, a Maciuś staje się coraz starszy i coraz więcej rozumie. Dostrzega także, że dziadek staje się malutki. Nie młodnieje, tylko jakby kurczy się, a wraz z nim maleją jego ubrania. Mimo zmiany wzrostu dziadka, jego strój pasuje wciąż idealnie.

macius1

fot. Paulina Zaborowska

Dziadek przestaje również wyglądać na chorego i delektuje się każdą przygodą. Stara się przy tym uspokoić zdenerwowanego Maciusia. Na ich wspólnej wyprawie cierpliwie odpowiada na pytania wnuczka, poświęcając mu tyle uwagi, ile ten potrzebuje. W całej opowieści ma miejsce wiele cudów. Poza jednym: dziadek Maciusia niestety nie zdrowieje. Odchodzi, bo przed śmiercią jeszcze nikomu nie udało się uciec. Ale Maciuś jest spokojniejszy. Wie, że dziadek jest i będzie z nim cały czas. Tylko inaczej niż dotychczas.

Klucz do szczęścia

Myślę, że przeżywanie tych przygód w łagodny sposób pozwoli czytelnikowi przypomnieć sobie o tym, co jest w życiu ważne. Że czas, którego wiecznie jest za mało, nigdy nie wróci. Od nas zależy, jaki rodzaj więzi i wspomnień zapewnimy swoim dzieciom. Wystarczy tak niewiele: można wspólnie czytać książki, można robić zakupy, podczas których zwiedzimy z dzieckiem cały świat – wybierając owoce, możemy opowiadać mu o krajach, z których pochodzą. Dywan w salonie może być tratwą, na której przemierzymy ocean.

macius2

fot. Paulina Zaborowska

Drugie dno

Książka Piuminiego niebywale wzrusza. Gdy już przebrniemy przez bezmiar przygód, dowiadujemy się, dlaczego dziadek Maciusia robi się coraz mniejszy. Okazuje się, że cała ta wyprawa kryje w sobie znacznie więcej. Przyznaję, że w trakcie lektury łza zakręciła mi się w oku. Nie napiszę Wam, co stanie się, gdy dziadek będzie już tak malutki, że zmieści się w dłoni swojego wnuczka. A warto to wiedzieć. Bo wtedy okaże się, że śmierć owszem, jest trudna, ale to, co mamy w sercu, sprawia, że ten, kto odchodzi, zostaje z nami. Tam w środku, w sercu. Także w najmniejszym, dziecięcym serduszku.

korekta: Paulina Goncerz

Roberto Piumini, Maciuś i Dziadek, tłum. E. Nicewicz-Staszowska, wyd. Bona, Kraków 2013.

Paulina Zaborowska