Dziewczyna z portretu, czyli rozważnie i romantycznie

Nowy film twórcy „Les Miserables” i „Jak zostać królem” to sfabularyzowana historia życia intrygującej pary duńskich artystów: Einara (Eddie Redmayne) i Gerdy (Alicia Vikander) Wegenerów. Einar to od pewnego momentu Lili Elbe – jedna z pierwszych transgenderowych kobiet, która przeszła w 1930 roku udokumentowaną operację zmiany płci. Temat jest więc niezwykle interesujący. Niestety pierwsze kilkanaście minut filmu „Dziewczyna z portretu” może skutecznie zniechęcić do dalszego oglądania.

fot. materiały prasowe

fot. materiały prasowe

Życie tych dwojga początkowo zdaje się istną sielanką, jeśli pominąć zawodowe trudności artystki i przedłużające się starania o dziecko. Oboje są malarzami, brylują na salonach i nie mogą oderwać od siebie wzroku. Płynące z ekranu słodkie słówka i małżeńska czułość sprawiają, że można przedwcześnie pożałować wydanych na seans pieniędzy. Nie udaje się też uniknąć gaf. Scena, która ma być jednym z sygnałów, że historia tej pary okaże się nieco bardziej skomplikowana, niż mogłoby się początkowo wydawać, wywołuje śmiech:

– Jest piękna – mówi Einar, chwaląc nową koszulę nocną żony.
– Mogę ci pożyczyć.
– Mogłoby mi się spodobać.
– Czy jest coś o czym chciałbyś mi powiedzieć?

fot. materiały prasowe

fot. materiały prasowe

To nie jedyny przykład dialogu, który trochę nie wyszedł. Nie da się ukryć, że scenariusz (napisany przez Lucindę Coxon) zasługiwałby na kilka poprawek. Nadrabiają jednak piękne ujęcia, choćby te z garderoby teatru i nienarzucająca się muzyka Alexandre’a Desplata. Zresztą chyba nie bez powodu przychodzi mi na myśl teatr, gdy myślę o sposobie realizacji tego filmu. Stroje i charakteryzacja zachwycają, ale jednocześnie przywodzą na myśl widowiska – piękne i przerysowane. Z kolei w zakończeniu filmu widzimy pocztówkowe kadry przypominające pejzaże malowane przez Einara. Obraz wysuwa się tu więc na pierwszy plan i – co istotne – mami swoim pięknem, odwracając uwagę od innych niedoskonałości. Ładnie zrealizowana, ale dość banalna i pretensjonalna wydaje się choćby kończąca film scena z niesionym przez wiatr szalikiem.

fot. materiały prasowe

fot. materiały prasowe

Ułożone życie pary ulega zmianie na skutek pozornie błahego zdarzenia. Pewnego dnia Ulla (Amber Heard), pozująca dla Gerdy do portretu baletnicy, spóźnia się. Malarka prosi więc o pomoc męża – podsuwa mu pończochy, złote pantofelki i sukienkę. Einar nie broni się długo. Kiedy pozuje jako kobieta, wyzwalają się w nim dawno tłumione emocje. W końcu Gerda wpada na pomysł, aby poszli razem na przyjęcie… jako znajome. Einar, poruszający się z gracją, umalowany i w peruce, ledwie przypomina samego siebie – stawia pierwsze kroki jako Lili. Sytuacja początkowo zdaje się być grą, która jednak szybko wymyka się spod kontroli. Lili wychodzi z ukrycia i nie zamierza dłużej poddawać się represji. To, co Gerdzie wydawało się pociągającą (ale chwilową) fanaberią, okazuje się czymś znacznie więcej.

fot. materiały prasowe

fot. materiały prasowe

Eddie Redmayne, który po roli w „Teorii wszystkiego” wywołał falę zachwytów i tym razem próbuje wejść całym sobą w cudzą skórę. Tak jak Lili musiał nauczyć się kobiecej mowy ciała, co nie było z pewnością proste. Muszę jednak przyznać, że jego wciąż powracający wstydliwy uśmiech w pewnym momencie zaczyna drażnić, a niektóre gesty zdają się aż nadto pretensjonalne. Można by dowodzić, że to celowy zabieg unaoczniający ciężar odnalezienia się w nowej sytuacji, wydaje mi się jednak, że byłby to nieco naiwny komentarz. W końcu absurdem byłoby utrzymywać, że osoba transgenderowa musi być zmanierowana. Dobrze wypada natomiast Alicia Vikander, której świetnie udaje się odnaleźć w sobie charyzmatyczną, wyzwoloną artystkę z przełomu wieków.

Dziewczyna z portretu materiały prasowe5

fot. materiały prasowe

Postać Einara budzi skomplikowane emocje. Jego chęć życia w zgodzie z samym sobą wywołuje uznanie, ale też współczucie. Transgenderowa osoba nie mogła wówczas liczyć na pomoc ze strony lekarzy. Z punktu widzenia ówczesnej medycyny problem transseksualizmu w zasadzie nie istniał, toteż Einara uznawano za schizofrenika, którego powinno się jak najszybciej zamknąć w szpitalu. Lekarz, który w końcu podjął się przeprowadzenia tej niezwykle ryzykownej operacji zmiany płci, okazał pionierem. Lili błaga go: „Profesorze, to nie jest moje ciało, proszę je zabrać.”

fot. materiały prasowe

fot. materiały prasowe

Trzeba jednak zauważyć, że rozpaczliwa dążność Einara do zmiany płci nosi znamiona egoizmu. Odrzucając męskość, jednocześnie zdaje się odsuwać od siebie Gerdę. Nie jest w stanie odeprzeć pokusy nowego życia – perspektywa rozpoczęcia wszystkiego od nowa, jako Lili, wciąga go bez reszty. Chce flirtować z mężczyznami, uwodzić, być pożądaną. Symptomatyczna jest scena, gdy przygląda się swojemu nagiemu ciału, próbując w końcu ukryć penisa pomiędzy nogami. Ten postępujący egotyzm nieco mierzi. Szczególnie, że jego żona, coraz bardziej odrzucona i zapomniana, pozostaje mu do końca wierna, co więcej – stara się zaakceptować jego wybór, wybacza niewierność. Ale i tu nie wszystko jest czarno-białe. Lili odbiera Gerdzie męża, ale w zamian daje jej sławę. Możemy mieć więc wątpliwości, czy to aby nie zawodowy sukces, który zawdzięcza portretom Lili, każe jej podświadomie trwać w tej dziwnej relacji. Najważniejsze jest to, że postać Gerdy elektryzuje, zachęca do namysłu nad motywami, które nią kierują. Tym samym zdaje się być bardziej złożoną osobowością niż Lili, której emocje reżyser momentami traktuje po macoszemu, skupiając się w znacznym stopniu na jej charakteryzacji. Tom Hooper dystansuje się od psychiki Lili, przez co marginalizuje jej wewnętrzną walkę. Można odnieść wrażenie, że tej walki w ogóle nie było. A kamera jest przecież wspaniałym narzędziem, które daje możliwość głębszego zanurzenia się w temacie.

fot. materiały prasowe

fot. materiały prasowe

„Dziewczyna z portretu” nie jest tak kontrowersyjnym filmem, jak mógłby sugerować temat, który porusza, więcej – jest zrobiony wyjątkowo „rozważnie”. Reżyser trzyma się bezpiecznej granicy, aby nikogo nie urazić, toteż film może być strawny nawet dla tych, którzy nie przepadają za tak wrażliwą problematyką na ekranie. Z pewnością pomaga w tym dbałość o wizualne aspekty, nie do końca wierny przekaz i niechęć do wchodzenia w szczegóły. Kopenhaga z lat 20. jest tu porządnie podkolorowana – czysta i obfitująca w piękne krajobrazy. Oglądamy ekscytujące życie bohemy, wspaniałe stroje i polor wielkomiejski. Wszystko to kontrastuje z, bądź co bądź, niełatwą historią i jednocześnie ułatwia jej odbiór. Scenariusz filmu jest inspirowany książką Davida Ebershoffa i niespecjalnie wychodzi poza tę wersję. Tymczasem Einar, podobnie jak Gerda, najprawdopodobniej już przed zawarciem małżeństwa byli homoseksualistami. Interesujące są też okoliczności samej operacji zmiany płci, od których jednak reżyser zgrabnie ucieka. Podsumowując, dzięki pewnym uproszczeniom i ładnej oprawie, dzieło Hoopera to film, który podaje trudny temat w zjadliwym sosie – ciężko to nazwać ucztą kinomana, ale na kolację z pewnością wystarczy.

Nasza ocena:

tekst: Daga Tomczyk

korekta: Paulina Goncerz