18 % życia w życiu

Od razu się przyznam: nie chciało mi się czytać tej książki. Moja chęć oscylowała na poziomie 3%, jeżeli mam być szczera, bo przecież nie umiem recenzować prozy, o czym systematycznie zapominam.

18procent_OkAle ta od początku była inna. Tak jakbym wsiadła za kółko sportowego auta (którego nie mam) i to nie jakiegoś tam manuala, tylko do cacka w automacie (żeby nie tracić czasu na zmianę biegów), odpaliła silnik i pognała w ekspresowym tempie przed siebie, przez bezkresną Amerykę.

Taką Amerykę, w której możesz wieczorem wyskoczyć na drinka (albo dziesięć) do Nowego Meksyku, zobaczyć kobietę spółkującą z osłem i wrócić nad ranem do domu nie swoim autem, z workiem marihuany w bagażniku i rozbitą twarzą, a to dopiero początek podróży. Zwiedzisz niezliczoną ilość brudnych barów z zapoconą od upału obsługą, przydrożnych sklepików, których nikt poza tobą nie odwiedza, zapyziałych miasteczek, gdzie nie dostaniesz nawet porządnej kawy i opuszczonych stacji benzynowych, leżących w samym środku niczego. Kierowcą będzie Zack, który jest nie tylko głównym bohaterem książki, ale też przede wszystkim idiotą.

Dlaczego?

Nie dlatego, że wiecznie gada o panienkach i użala się nad sobą z pasją nastolatki. Nie dlatego, że po pijaku zasypia na środku pokoju, ale zanim to zrobi, zdąży jeszcze położyć każdą rozmowę na łopatki swoim pseudointeligenckim bełkotem. Nie dlatego, że został pracownikiem firmy farmaceutycznej, gdzie za grube pieniądze przymyka oko na etykę i moralność. Nie dlatego, że marnuje swój talent i się nie rozwija.

Nie, Zack jest idiotą, bo pozwala odejść miłości swojego życia i robi to bezwiednie. Wszystko dzieje się stopniowo, tak, że sam tego nie zauważa do czasu aż Stella – jego doskonała żona – odchodzi na zawsze.

Ta książka to nic nowego, typowa powieść drogi, z wątkami przygodowymi, wartką akcją – tak można opisać pierwszą część, najbardziej obszerną, pisaną prostą czcionką, z normalnym tokiem akcji.

To historia miłości mężczyzny do kobiety. Miłości totalnej, strasznej, delikatnej i agresywnej, pełnej namiętności, prawdziwej. Takiej miłości, o której każdy marzy i to nie dlatego, że Zackowi się poszczęściło i Stella jest piękną, długonogą kobietą o włosach koloru kasztanów (oczywiście, inaczej być nie może).

To druga część książki, pisana kursywą – wspomnienia Zacka.

Wreszcie jest to historia rozmów między dwojgiem ludzi, których miłość jest namacalna, pachnie i szeleści w urywanych zdaniach, wypowiadanych jakby mimochodem. To trzecia część książki, spisana w formie dialogu miedzy dwójką bohaterów.

Temat miłości to też nic nowego, bo podobno o miłości napisano już wszystko i „Annę Kareninę”. I może ta historia nie jest oryginalna, a książka nie jest szczególnie ambitna, ot, idealna do czytania w pociągu albo poczekalni u dentysty. Jednak trudno się od niej oderwać, bo ból straty bije z każdej strony, z każdego zdania; ból tak ogromny, że nie sposób go sobie wyobrazić.

To opowieść o braku tak dotkliwym, że odbiera chęć życia, zabiera to życie i zmusza człowieka do bezsensownej wędrówki, której jedynym potwierdzeniem, że w ogóle miała miejsce, a nie odbyła się tylko w głowie bohatera, są opisane zdjęcia, odblaski momentów, które zachwycają albo pozostawiają obojętnym, zależnie od optyki, którą przyjmiesz.

Tak jest z „18% procentami szarości” – mogą być szmirą albo świetną przejażdżką. Ty decydujesz.

korekta: Paulina Goncerz

Nasza ocena:

żarówki 4jpg-01

Z. Karabaszliew, 18% szarości, wyd. Książkowe Klimaty, Wrocław 2016.

Aleksandra Gepert