Hokus pokus: kino! – recenzja książki „Filmowe cuda i sztuczki magiczne” Justyny Budzik

Wszyscy już wiemy, że kino w swych początkach nie funkcjonowało zwykle jako sztuka, ale przede wszystkim (choć nie tylko i nie wszędzie) jako część jarmarcznej rozrywki, okraszonej aurą niesamowitości. Kinematograf i wyświetlane z niego obrazy – zdjęcia ruszające się za pomocą „magii” – idealnie wpisywały się w konwencję spektaklu „dziwności”, który za kilka monet (a nawet jedną!) mogła oglądać proletariacka publiczność. Dziś w kinie tylko czasem możemy doświadczyć zubożonej aury, ledwie przypominającej tę „pierwotną”, bowiem „magia kina” brzmi już dzisiaj bardziej jak oksymoron albo wyświechtany frazes reklamowy.

Filmowe cuda i sztuczki magiczne

Człowiek jest jednak istotą lubującą się we wspominaniu własnej przeszłości, dlatego choć podobne podejście do filmu jest nam obecnie raczej obce, to chętnie przypominamy sobie „stare dobre czasy”, nawet jeśli nigdy nie mieliśmy okazji w nich żyć. Bywa jednak, że współczesna perspektywa otwiera nowe możliwości analizy i interpretacji zjawisk sprzed ponad 100 lat. Tym od lat zajmuje się Siegfried Zieliński i poniekąd podobną ścieżkę obrała Justyna Budzik w swojej książce „Filmowe cuda i sztuczki magiczne. Szkice z archeologii kina”.

Filmowe cuda i sztuczki magiczne2

Nie jest to jednak nostalgiczna podróż w kinematograficzne odmęty, w której nic tylko rzuca się odniesieniami do siermiężnej klasyki filmu, ale rzetelna i metodologicznie bogata refleksja na temat kina współczesnego, pochłoniętego bez reszty retromanią. Całości patronuje patrzący na nas z okładki Georges Méliès, to prawda, ale nie jako artysta tworzący filmowe feerie, a prestidigitator z krwi i kości, pełen samoświadomości oraz znający medium od podszewki. A więc nie reżyser „Podróży na księżyc”, ale twórca pewnych koncepcji, autor rozwiązań technicznych, pionier i protoplasta kina jako medium fantazmatu. Tym samym, wraz z analizą pięciu filmów („Królewny Śnieżki” Tarsema Singha, „Oza Wielkiego i Potężnego” Sama Raimiego, „Iluzjonisty” Sylvaina Chometa, „Hugona i jego wynalazku” Martina Scorsese oraz „Babadooka” Jennifer Kent) otrzymujemy pakiet niezwykle rozległych i wielokontekstowych rozważań. Autorka nie tylko odnosi się do technologii filmowej, wyciągając z otchłani niepamięci konstrukcje urządzeń optycznych i dźwiękowych, które stanowią dziś świadectwo początków myślenia o idei ruchomych obrazów, ale także analizuje współczesne przewartościowanie ich pozycji w historii kina oraz eksponuje elementy wybranych filmów wskazujące na wyraźne inspiracje „pierwocinami” tego medium. Justyna Budzik dokonuje cennej rekontekstualizacji i wpisuje nowe produkcje w dyskurs archeologii kina.

Filmowe cuda i sztuczki magiczne4

Magia od kuchni

Eseje zawarte w publikacji są wyjątkowymi rozprawami na temat mechanizmów kinematograficznych, ujawniających się bardziej lub mniej wprost w filmowej materii omawianych obrazów. Autorka udowadnia, że każde z dzieł prezentuje różnorodne sposoby medium na wytworzenie specyficznej dla niego iluzji, która skutecznie angażuje widza i jego emocje. Udowadnia także samoświadomy charakter tych reprezentacji: świadomy własnych ograniczeń, historii, systemu i dziejących się wciąż procesów. Najbardziej przekonujące w tym kontekście wydają się dwa pierwsze eseje poświęcone filmom „Królewna Śnieżka” i „Oz Wielki i Potężny”. Urządzenia optyczne, które da się rozpoznać jako zmodyfikowane na potrzeby fabuł, ale wciąż pełniące swoje pierwotne funkcje maszyny-prototypy kinematografu, zajmują bardzo istotne miejsce w fabule i koncentrują wokół siebie oś narracji (bez nich nie dokonałaby się żadna z tych opowieści). Problem stanowi jedynie brak jakichkolwiek ilustracji lub zdjęć, bo sam opis urządzeń nie jest niestety wystarczający i wprowadza do analiz nieco chaosu. Podobnie zresztą rzecz się ma z kontekstami, które bywają tak rozległe, że tracimy czasem z oczu punkt wyjścia – same filmy. Jednak we współczesnym filmoznawczym piśmiennictwie koncentracja na kwestiach okołofilmowych, teoretycznych, produkcyjnych czy historycznych jest jak najbardziej na miejscu, ale i tak intertekstualne bogactwo treści nie dla wszystkich stanowi zaletę podobnych publikacji.

Filmowe cuda i sztuczki magiczne5

Najbardziej zmysłowym, substancjalnym esejem jest ten poświęcony filmowi „Babadook” w reżyserii Jennifer Kent, i choć pozornie najbardziej odbiega on od tematu publikacji, a zbliża się do rozważań podszytych psychoanalizą, to najwyraźniej odbija się w nim pragnienie ukazania nieuchwytnej relacji widza z obrazem filmowym, która leży u podnóża kinematografii. Leżała, kiedy tworzył Georges Méliès i leży także dziś. Moc wyobraźni, która powołuje do życia Babadooka, jest również nieodzownym składnikiem kina, które bez swoich odbiorców i ich potrzeb nie miałoby po co funkcjonować. Kluczem do analizy „Babadooka” jest bowiem prezentowanie tytułowego potwora jako amorficznego, przyjmującego postać naszych własnych lęków. W monstrum zobaczymy zatem przede wszystkim siebie samych i nasze podejście do rzeczywistości. Podobnie kino: jest takie, jakim chce go widzieć publiczność, bo to ona projektuje na ekran swoje pragnienia. Przeplatanie się fikcji z rzeczywistością jest naczelną zasadą kina i wydaje się, że rozdział poświęcony filmowi Kent (najlepszemu zresztą spośród tutaj przedstawionych) umieszczony niemal na samym końcu książki stanowi crème de la crème „Filmowych cudów i sztuczek magicznych”.

Filmowe cuda i sztuczki magiczne3

Is this the real life, is this just FANTA-SEA?

Dodatkowym walorem publikacji są propozycje dydaktyczne dla nauczycieli, które Justyna Budzik konstruuje jako strukturę pojedynczych zajęć z wiedzy o filmie, z akcentem na analizę mechanizmów kina. Pomysł jest jak najbardziej trafny i nowatorski, choć jego formułę należałoby jeszcze dopracować. Nie wiemy bowiem, dla jakiej grupy wiekowej autorka zaprojektowała zajęcia, które w dodatku zbudowane są w oparciu o bardzo klasyczne metody nauczania i nie uwzględniają współczesnej wrażliwości widzów, także tych najmłodszych, którzy pochłonięci są korzystaniem z własnych sprzętów w rodzaju smatfonów czy tabletów.

Ostatecznie książka Justyny Budzik to szalenie zajmująca, choć czasem bardzo daleko idąca, refleksja na temat istoty kina, jego ewolucji i współczesnej manii back to basics, napisana z pasją i wykładająca explicite zainteresowania autorki zorientowane wokół zmysłowej percepcji kina. Solidna i rzeczowa, tym samym nieco kanciasta, ale na pewno wartościowa i poparta badaniami narracja o fenomenie kina – medium, które ma wiele wspólnego z baśnią, fantazją i magią życia codziennego.

korekta: Paulina Goncerz

Justyna Hanna Budzik: Filmowe cuda i sztuki magiczne. Szkice z archeologii kina, Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego, Katowice 2015. 

Patrycja Mucha