Filmy modowe. Joseph Lally: pornograf

Silny, niezależny mężczyzna i marząca o nim, uległa kobieta to duet, który dobrze znamy ze świata reklamy. Nic dziwnego, że niepodzielnie rządzą także wyobraźnią większości twórców filmu modowego, pełniącego najczęściej funkcję promocyjną. Joseph Lally postanowił zmierzyć się z anachronicznymi stereotypami dotyczącymi płci, zamieniając agresywnych i pięknych chłopaków w seksualne zabawki.

Większość filmów Lally’ego powiela ten sam schemat: dobrze zbudowany model ubrany w skórzaną kurtkę, którą z czasem zamienia na lateksową bieliznę, rzuca w kierunku kamery strumień przekleństw. Pod wpływem nieustannie skierowanego w niego obiektywu jego początkowy bunt ustępuje miejsca próżności. Chłopak odsłania powoli swoje ciało – daje wpędzić się w pułapkę zastawioną przez władcę spojrzenia (w tym wypadku spojrzenie kamery zostaje utożsamione ze spojrzeniem niemęskim, czyli spojrzeniem kobiety lub homoseksualnego mężczyzny). Przyzwyczajony do bycia podmiotem, a nie przedmiotem aktu patrzenia, nie wyczuwa niebezpieczeństwa zamienienia się w bezwolny obiekt seksualnego pożądania.

Słodka zemsta…

Trudno uniknąć pytania, po co Lally bezwstydnie erotyzuje męskie ciało w podobny sposób, jaki do tej pory był zarezerwowany dla ukazywania kobiet? Czy powielając dyskryminujący schemat w odniesieniu do drugiej płci, chodzi jedynie o wzbudzenie pożądania u grupy odbiorców, która przez tak długi czas była konsekwentnie pozbawiana głosu? Niezupełnie. Lally idzie w ślady Jeana Geneta, pokazując mężczyznę w krzywym zwierciadle. W młodych chłopakach odbijają się wartości, które wpaja się im od dzieciństwa – chęć dominacji, agresja, pewność siebie. Na wzór francuskiego pisarza, ikony literatury LGBT, reżyser odkrywa w próżnym i pozbawionym wrażliwości mężczyźnie także coś fascynującego, magnetycznego. Genet miał słabość do marynarzy wdających się w bójki w ciemnych uliczkach miast portowych, Michał Witkowski w „Lubiewie” podnosi „luja” (heteroseksualnego mężczyznę, który pijany jest skłonny uprawiać homoseksualny seks) do rangi świętości. Lally natomiast bierze za wzór artystyczne przedstawienie mordercy, jak w przypadku „Flowers of Evil” albo naiwnego chłopaka, który po wyjściu z więzienia nagle dostaje (dwuznaczną) propozycję zostania gwiazdą filmową („Mister America” w serii „Soap Opera”).

Tak poprowadzona gra z heteroseksualnym mężczyzną przypomina także projekt Karola Radziszewskiego – „Backstage”. Chodzi o możliwości negocjacji seksualności przez obiekt poddany presji obiektywu. O manipulację i stosunki władzy. Casting zorganizowany przez Radziszewskiego nie był wstępem do późniejszej roli, ale wartością samą w sobie – określaniem granicy uległości wobec woli tego, kto znajduje się w uprzywilejowanej pozycji. Lally, korzystając z klisz pochodzących wprost z gejowskich filmów pornograficznych, pokazuje nagich mężczyzn na łóżku w hotelowym pokoju albo pod prysznicem. Radykalnie sprowadza ich tym samym jedynie do ich powierzchowności i seksualnej atrakcyjności, burząc dominującą pozycję i skłaniając równocześnie do zastanowienia się nad jej kruchością.

i modowe fetysze

Co sprawia jednak, że większość projektów Lally’ego, bardziej niż po stronie sztuki wideo, klasyfikuje się jako filmy modowe? Przede wszystkim powstały one we współpracy z SHOWstudio. Zazwyczaj to właśnie podmiot zlecający określony projekt staje się głównym czynnikiem pozwalającym zaklasyfikować daną produkcję w poczet filmów modowych, a nie, na przykład, projektów awangardowych.

Ważne jest także, że Lally nie odnosi się wyłącznie do kwestii seksualności swoich bohaterów, ale podkreśla także ich punkową przynależność. Chłopak ubrany w skórzaną kurtkę od razu przywodzi na myśl jedną z najważniejszych subkultur XX wieku. Lally stworzył zresztą film w ramach projektu będącego hołdem dla punku, o którym Nick Knight stwierdził, że „stanowi jedno z najważniejszych i najbardziej wpływowych zjawisk społecznych ostatnich 100 lat. Jego wpływy są widoczne w każdym sezonie”. Chociaż reżyser przewrotnie wiąże subkulturową skłonność do przemocy i radykalizmu z homoseksualnym pożądaniem, nadal niesie ona ze sobą wywrotowy potencjał.

Korzystając z naturalnej autentyczności kultury młodzieżowej, pokazuje modeli ubranych w projekty najbardziej znanych marek. Bezpruderyjnie odnosi się także do pokazywania nagości, co jest charakterystyczne dla magazynów lifestylowych, których grupą docelową jest młodzież. Komercjalizują one i fetyszyzują wartości ważne dla ich odbiorców, zapatrzonych w subkultury drugiej połowy XX wieku. Odsłania się tym samym drugie dno twórczości Lally’ego. Nie chodzi w niej wyłącznie o zmianę naszych przyzwyczajeń w obrazowaniu męskiego ciała i seksualności, ale także o sprzedaż określonego spojrzenia, opłacalnego dla konkretnych marek. Potwierdza się naczelna zasada rządząca światem filmu modowego – to sztuka generująca zyski.

korekta: Paulina Goncerz

Mateusz Góra beta małe