Ja chcę być ten „nasz” – rozmowa z Piotrem Tenczykiem

O teatrze w małym miasteczku, byciu poetą i budowaniu od podstaw opowiada Piotr Tenczyk ze stowarzyszenia teatralnego Dom z Jaśkowic.

Hanna Kostrzewska: Jesteś absolwentem kulturoznawstwa, specjalności teatrologicznej. Obecnie Twoje zawodowe realizacje balansują na granicy teatru i poezji. Czy uczelnia w jakiś sposób Cię ukierunkowała czy też już wcześniej zaczęła się Twoja droga w kierunku teatru?

Piotr Tenczyk: Na pewno nie miałem styczności z teatrem przed studiami. Moje zainteresowania bardziej dotyczyły polityki i planowałem studia politologiczne. Na kulturoznawstwo „wepchnęła” mnie mama. Zresztą całe moje otoczenie skierowało mnie w stronę kultury, ale dopiero kiedy zacząłem studia odkryłem teatr i to głównie przez Basię [Barbara Wojnarowska – żona Piotra, współtworząca z nim Stowarzyszenie Teatralne Dom z Jaśkowic]. Basia wyciągała mnie na różne spektakle, festiwale. Tak więc teatr pojawił się wraz ze studiami, ale poczucie bycia artystą, osobą, dla której sztuka jest najważniejsza w życiu, towarzyszyło mi od zawsze. Teraz mówię o tym świadomie, wcześniej wyglądało to trochę inaczej. W tym sensie wydaje mi się, że studia nic nie zmieniły, choć na pewno w jakimś stopniu na mnie wpłynęły. W czasie studiów poznałem teatr, później poznałem ludzi tworzących teatr i zacząłem odkrywać drogę dla siebie. Pamiętam, że na początku studiów chciałem wybrać specjalizację filmoznawczą (zresztą jak większość). Później, w ramach jakichś zajęć, mieliśmy przygotować przedstawienie na zaliczenie. Ja podjąłem się reżyserowania własnego tekstu, który kiedyś napisałem. I poczułem reżyserowanie – wsłuchiwanie się w to, jak ludzie mówią, analizowanie interakcji, jakie zachodzą na scenie. Ta kuchnia mnie wciągnęła. Poczułem, że teatr to coś dla mnie. Wydaje mi się, że nasze studia były dobrze skonstruowane. Przed wyborem specjalizacji mieliśmy dwa lata ogólnego kulturoznawstwa. Ten czas pozwolił mi się odnaleźć. Teraz jednak oddzielam moje zainteresowanie teatrologią (a raczej antropologią teatru i performatyką) od działań artystycznych – to dwa zupełnie inne światy. Teatrologią zajmuję się, bo to lubię, a tworzę, bo muszę. Mam po prostu taki wewnętrzny przymus.

fot. Radosław Kaźmierczak

fot. Radosław Kaźmierczak

Reżyserujesz, prowadzisz zajęcia, tworzysz teksty, grasz. W której z tych ról czujesz się najlepiej, albo inaczej: co dają Ci te działania?

Przede wszystkim, jestem poetą. Przez długi czas tego nie akceptowałem, bo nie akceptowałem sposobu, w jaki pisana jest współczesna poezja. Myślę w sposób poetycki i piszę, właściwie nieustannie, od 13 roku życia. To jestem ja i od tej mojej poetyckiej autodefinicji nie mogę się odciąć. Jednocześnie jestem też osobą szalenie towarzyską, której bardzo wiele daje kontakt z innymi. Nasz dom jest zawsze pełen ludzi – stąd też pomysł na nasze stowarzyszenie. Tworzę teatr, organizuję konferencje, gram, ponieważ lubię być z ludźmi. Lubię robić rzeczy, w trakcie których mam kontakt z drugim człowiekiem. Nie odczuwam takiej satysfakcji z pisania, jaką odczuwam po skończonym spektaklu. To rodzaj euforii, która pojawia się wtedy, kiedy ma się poczucie, że realizacja jest dobra. Tej radości nie da się porównać z niczym innym i jest to chyba kolejna z moich wewnętrznych potrzeb. Kiedy się pisze, nie jest tak samo. Pisanie jest nudne, męczące, a kończy się najczęściej rozczarowaniem. Przez chwilę po napisaniu czuję ulgę, ale jak czytam to po raz drugi, trzeci, czwarty – jest gorzej. Po dłuższym czasie zwykle odczuwam już tylko niechęć. Spektakl ma tę piękną właściwość, że istnieje tylko tu i teraz, a potem umiera. Czasem jest ślad w postaci nagrania, ale to jest w pewnym stopniu nieprawdziwe. Moment, w którym realizuje się spektakl, daje mi dużo satysfakcji, która nie zawsze łączy się jedynie z satysfakcją artystyczną, bo dla mnie najciekawsze w teatrze jest przygotowywanie, konstruowanie wszystkiego.

„Erynie w potrzasku”, fot. Anna Duda

„Erynie w potrzasku”, fot. Anna Duda

Współtworzycie z żoną Stowarzyszenie Teatralne Dom z Jaśkowic. Jaka idea przyświeca organizacji i co dotychczas udało się, jako Dom, zrealizować?

Ja chciałem znaleźć swoje miejsce. Przez wiele lat mieszkałem w Zabrzu, byłem mocno związany z miastem. Ale na miejscu czuję się tu, w Jaśkowicach. Myślę, że wiąże się to z odkryciem w sobie Ślązaka – w sensie metaforycznym. Kogoś, kto jest na przecięciu. Ta przestrzeń tutaj właśnie taka jest. To trochę wieś, a trochę miasto. Zaraz obok naszego domu są zakłady przemysłowe, a z drugiej strony pejzaż jest już typowo wiejski. Jest taki fragment drogi 81 na wysokości Łazisk Górnych. Jedzie się przez tunel lasu, po czym wyjeżdża się z niego i po lewej stronie zaczynają się monumentalne zabudowania Elektrowni Łaziska. To jest właśnie Śląsk i ten klimat uwielbiam. Ta dwoistość, niejednowymiarowość jest szalenie inspirująca. Tu jestem w domu i stąd też pomysł na nazwę i ideę naszego stowarzyszenia. Chcieliśmy stworzyć miejsce, w którym można poczuć się komfortowo. Miejsce, w którym można tworzyć projekty na przecięciu kultury, poezji, teatru; podejmować działania wielowymiarowe. Pragniemy, żeby ludzie, z którymi współpracujemy, mieli uczucie domowego ciepła. Nasze stowarzyszenie ciągle jest w procesie tworzenia, bo nie mamy jeszcze własnej sceny, ale staramy się o nią. Chcemy do naszego domu dobudować salę – mamy już projekt, powoli ruszamy z działaniami promocyjnymi, mającymi na celu pozyskanie środków na budowę. Dopiero kiedy będziemy mogli w pełni przenieść się do domu z naszymi działaniami, będę mógł powiedzieć, że zaczyna się właściwa część Domu z Jaśkowic. Na razie to jest wciąż partyzantka. Ten upór, żeby działania realizować tu, na miejscu, wynika z moich doświadczeń i doświadczeń różnych grup, z którymi miałem do czynienia. Szczególnie ważna dla mnie była historia grupy CST z Cieszyna. Wspaniała grupa, wyjątkowe spektakle, świetni ludzie. Ich przedstawienie „Droga żywiecka”, powinno, według mnie, zostać zapisane w historii teatru, przynajmniej tego regionu. A nie zostanie. Nic z tego nie będzie, bo nie mają własnej sali, własnego miejsca. Cały czas muszą walczyć. Artystyczny ogień zderza się z biurokratyczną rzeczywistością i prędzej czy później to się rozpada. Właśnie dlatego dla mnie najważniejsze jest zbudowanie miejsca. Chcę zbudować nasze miejsce od początku do końca. I chcę, żeby ludzie, którzy do nas przyjeżdżają mówili: „jadę do domu”.

próby do spektaklu, realizowanego wraz z Teatrem Obecności, fot. Paweł Janicki

próby do spektaklu, realizowanego wraz z Teatrem Obecności, fot. Paweł Janicki

Podejmujecie nie tylko działania teatralne, ale też naukowe. W 2014 roku w Jaśkowicach z Waszej inicjatywy odbyło się I Otwarte Forum Twórcze i Naukowe i konferencja „Teatrologia na rozdrożach”. Opowiedz więcej o tym wydarzeniu.

To jest pokłosie moich studiów teatrologicznych. Uważam, że artysta nie powinien ufać tylko intuicji. Po kontaktach z ludźmi, z którymi gram lub których reżyseruję, widzę, że bardzo mało osób przywiązuje wagę do posiadania wiedzy na dany temat. Ja, jako artysta, czuję się bardziej średniakiem, takim rzemieślnikiem i niektórych rzeczy w teatrze nie uniosę. Ale bardzo ważne dla mnie było, żeby wiedzieć, jakie są metody aktorskie w teatrze, znać zaplecze teoretyczne artystycznych działań. Dlatego obecność zaplecza akademickiego wokół naszych działań jest bardzo ważna. Uważam, że środowiska artystyczne i teoretyczne niestety się nie spotykają. Jedni nie czytają książek, drugich nie interesuje praktyka. Z tego właśnie wynikała chęć stworzenia konferencji. Nie wiedziałem, że zrobi się to takie wielkie. Dzięki pomocy wielu ludzi, przede wszystkim dzięki Adriannie Świątek, która organizowała tę konferencję z ramienia Uniwersytetu Śląskiego, udało się stworzyć międzynarodowe spotkanie poświęcone współczesnej teatrologii. Samo przygotowanie konferencji było wyjątkowym wydarzeniem. W naszym domu spało kilkanaście osób, wraz z którymi po osiemnaście godzin dziennie budowaliśmy scenografię, przygotowywaliśmy konferencję, tworzyliśmy wydarzenie. Organizacja i efekt finalny to było kolejne spełnione marzenie.

Konferencja „Teatrologia na rozdrożu”

Konferencja „Teatrologia na rozdrożu”

Mówiłeś o tym, jak się czujesz tu, w Orzeszu. A jak to miejsce przyjmuje Wasze działania?

Jesteśmy przyjmowani w sposób bardzo życzliwy. Jeśli chodzi o urzędy i biurokrację – są rzeczy, które bardziej lub mniej się nam podobają, ale to naturalne. Jeśli chodzi o odbiór nas jako ludzi budujących, tworzących coś, to klimat jest bardzo przyjemny. Doskonale rozumiemy, że tu nie ma szalonego zapotrzebowania na rzeczy, które robimy. W Orzeszu bardzo dobrze się mieszka, jest przyjemnie, zielono. Każdy ma swój ogródek, swoje prace przydomowe do wykonania, rurę do przykręcenia itd. A my nie proponujemy łatwych rzeczy, prostego teatru. Nie gramy przedstawień kabaretowych czy fars. Dlatego od początku wiedzieliśmy, że jeśli na naszą realizację przyjdzie 50 osób, i to osób stąd, to będzie wielki sukces. To jest nasza kolejna pozytywistyczno-społecznikowska wkręta, żeby działać tu. Chyba lubimy mieć pod górkę. Może to trochę egoistyczne i niepopularne, ale stowarzyszenie, które tworzymy, jest głównie dla nas i służy naszemu rozwojowi. Wracając do przykładu konferencji – tworzenie jej dało nam nowe umiejętności, nowe doświadczenia i niesamowite emocje. I to wydaje mi się najważniejsze. Ale otrzymaliśmy też bardzo dużo pozytywnych sygnałów od mieszkańców miasta. Oczywiście, tematyka konferencji była specyficzna i trudno oczekiwać, żeby mieszkańcy tłumnie przychodzili na teatrologiczne sesje naukowe, ale odbiór samego wydarzenia na pewno był pozytywny. Imponuje fakt, że dwójka wariatów przy pomocy innych wariatów stworzyła coś tak monumentalnego. Ja uwielbiam Eugenio Barbę i jeśli miałbym mówić o tym, na kim się wzoruje, to wymieniłbym właśnie jego. Włoch z grupą Szwedów założył w duńskiej wsi teatr. I ludzie na niego patrzyli jak na kosmitę. A teraz, kiedy było 50-lecie Odin Teatret, świętowało całe miasteczko Holstebro. To dlatego, że Barba nigdy tego miasteczka nie zdradził, wręcz przeciwnie, szczycił się nim, taką zapyziałą wsią nie wiadomo gdzie. I teraz całe miasteczko świętuje. Ja wiem, że mieszkańcy pewnie nie chodzili na spektakle, ale na pewno mieli takie poczucie, że „oni są nasi”. I ja chcę być ten „nasz”.

„Lekcje Pana Bogusławskiego”, fot. Anna Duda

„Lekcje Pana Bogusławskiego”, fot. Anna Duda

Co dalej? Jakie masz plany na kolejne lata i na następne realizacje?

Jeśli chodzi o teatr – Stowarzyszenie Teatralne Dom z Jaśkowic wspólnie z Teatrem Obecności przygotowuje spektakl, który mamy nadzieję wystawić na początku lutego. Jeśli chodzi o mnie i o moje pisanie – przygotowuję nową książkę. Sięgnąłem po „Odyseję” i próbuję ją pisać na nowo, tak samo. Ma to związek z moim podejściem do współczesnej poezji, która sili się na oryginalność i w efekcie powstają twory tak wsobne, że aż okropne. Stwierdziłem, że sięgnę po mit Odyseusza i wykorzystam go, zawierając w nim moją własną wędrówkę. Odys jest dla mnie pewnym zaklęciem. Inspiracją był dla mnie Miłosz, który pisał „Orfeusza i Eurydykę” po śmierci Carol. Pokazał mi, że można wykorzystać mit, nie nicując go w postmodernistyczny sposób, ale wypełniając swoją treścią w sposób unikalny i wyjątkowy. W tę stronę teraz idę i myślę, że podobne podejście będzie mi przyświecało przy tworzeniu kolejnych dramatów. Jeśli chodzi o naszą działalność teoretyczno-teatralną: na początku roku 2016 Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego wyda publikację pokonferencyjną poświęconą zeszłorocznemu spotkaniu w Jaśkowicach. Książce będzie towarzyszyła płyta ze słuchowiskiem ze spektaklu pt. „Grzybowszczyzna”, który był wystawiany w czasie konferencji. Dla nas szczególnie ważna jest wspomniana już budowa sali. Chcemy, żeby powstała w sposób ekologiczny, z materiałów odzyskanych, takich jak kontenery morskie, europalety itd. Sala jest nam potrzebna, żeby uzyskać dobrze rozumianą autonomiczność. Dzięki niej będziemy mogli tworzyć spektakle i robić próby – tak jak chcemy i kiedy chcemy. I zapraszać ludzi do Domu, tak jak sobie wymarzyliśmy.

Jeśli chcecie wspomóc Stowarzyszenie Dom z Jaśkowic, które jest w trakcie budowy sali teatralnej zapraszamy do zapoznania się z ideą wydarzenia: KLIK!

rozmawiała: Hanna Kostrzewska

korekta: Paulina Goncerz


Piotr Tenczyk – rocznik 1985. Absolwent teatrologii na Uniwersytecie Śląskim. Współzałożyciel Stowarzyszenia Teatralnego Dom z Jaśkowic oraz pomysłodawca Otwartego Forum w Jaśkowicach. Aktor, reżyser i literat. Autor książek: „Wiersze o ludziach” (STDzJ, 2013), „Poemat o czasie przeżytym” (Zaułek Pomyłka, 2015). Drukowany w takich pismach jak „Śląsk”, „Zalew Kultury”, „Po-mysł”. Od lat związany z poezją m.in. jako współtwórca zabrzańskiej grupy poetyckiej Kubek bez Klamek czy wieloletniego projektu kulturalnego Tajemnicza Grupa Bez Nazwy, działającego na terenie Zabrza i organizującego w tym mieście wiele imprez teatralnych, kabaretowych i muzycznych. Współpracował z Cieszyńskim Studiem Teatralnym. Działa w Orzeszu. Wielbiciel Stachury, Becketta, Tuwima i Hartwig. Zapalony żeglarz i beskidzki turysta. Mąż i ojciec.