Szukam jasności – rozmowa z Erith

Jest 22 października. Siedzimy pomiędzy dwoma drzewami na ławce przy ulicy Szafranka w Katowicach. Drzewa, które kiedyś miały uszy, podsłuchują dźwięki z Akademii Muzycznej i Martynę Biłogan, która opowiada o swoim solowym projekcie muzycznym. Erith mówi: „Zawsze chciałam malować, a nie potrafię, może maluję muzyką?”.

Erith (fot. Anna Tkacz)

Erith (fot. Anna Tkacz)

Anastazja Hadyna: 22 maja 2015 roku udostępniłaś na swoim profilu na YouTube pierwszy utwór „In the Way”. Dziś (22 października) możemy usłyszeć kolejną, ósmą już kompozycję „Wooden”. Minęło dokładnie pięć miesięcy – czy mogłabyś podsumować ten okres? Co się dla Ciebie zmieniło?

Erith: Teraz mnie oświeciłaś z tymi datami, nie zastanawiałam się nad tym w ogóle. Jakoś tak pędzę ze wszystkim. Trudno jest to podsumować, bo do końca ciężko mi uwierzyć w to, co się wydarzyło. Nie nastawiałam się na taki rozwój. Myślałam, że kupię sobie sprzęt i będę nagrywać muzykę do szuflady, ale ostatecznie jestem, gdzie jestem. 30 października mam koncert w D10 w Gliwicach. Bardzo dużo się dzieje.

Stresujesz się tym?

Dziwi mnie to, ale nie czuję stresu przed koncertami. Może dlatego, że do końca jeszcze w to nie wierzę, nie przyjmuję tego wszystkiego do siebie. Wcześniej bardziej się denerwowałam przed wychodzeniem na scenę.

Jak to wtedy wyglądało?

Czułam większy stres, bo miałam za sobą zespół i braliśmy odpowiedzialność za siebie nawzajem. Teraz mam solowy projekt i managera, który mi bardzo pomaga. Występowanie na  scenie mnie odpręża, jest to jakiś rodzaj transu. Czuję to, co można nazwać zatopieniem się w muzyce.

Wróćmy do Twojego najnowszego kawałka „Wooden”.

Z każdym utworem próbuję wydobyć więcej głębi, również poprzez technikę. Żeby to było jeszcze bardziej przestrzenne, bez horyzontu.

Czy za tym utworem kryje się jakaś historia?

Wśród moich wyobrażeń muzyki jest zawsze jakiś przedstawiający ją obraz. „Wooden” wygląda tak, że jest wielkie drzewo, do którego wchodzę, bo ma puste wnętrze. To drzewo się rusza i okrywa mnie całą. Czuję się w nim bardzo bezpiecznie. Dużo się dzieje w mojej głowie, kiedy tam przebywam.

Łączysz dwa sposoby widzenia – z jednej strony postrzegasz wszystko bardzo obrazowo, z drugiej strony przekładasz to na muzykę. Może dlatego Twoje utwory dają możliwość przenoszenia się w baśniowe światy i wprowadzają silne emocje?

No właśnie, bo ja zawsze chciałam malować, a nie potrafię.

Może muzyka Ci to umożliwia?

Może maluję muzyką?

To, o czym opowiadasz, przypomina mi zdjęcie, które widnieje na twoich plakatach. Masz również wpływ na graficzną stronę tego projektu?

Tak, zdjęcia są moim pomysłem. Koleżanki pomogły mi w ich zrealizowaniu.

Erith (fot. Anna Tkacz)

Erith (fot. Anna Tkacz)

Gdzie były robione?

W parku w Gliwicach, koło radiostacji. Znam to miejsce od dziecka, jako mała dziewczynka często w nim przebywałam. To bardzo tajemniczy las, mam tam swoje ulubione miejsca. Chciałam, aby zdjęcie było na łonie natury. Wizja była taka, że jestem zamknięta między dwoma pniami. W tym konkretnym miejscu, gdzie jest bezpieczna przestrzeń. Nad moją dłonią unosi się kula, która jest jakąś energią. W ten sposób chciałam nawiązać do muzyki. Przypuszczam, że jest to głębia, której szukam, i tajemnica, którą próbuję wydobyć.

To energia w pozytywnym, jasnym wydaniu.

Tak, bo szukam tej jasności. Potrzebuję jej. „Wooden” powstało tak, że pewnego dnia w półśnie usłyszałam melodię i obudziłam się, żeby nagrać motyw muzyczny na telefonie. Później udało mi się zagrać tę prostą melodię na gitarze, która jest bazą dla całego utworu.

Twoja muzyka utkana jest więc z intuicji?

Czuję, że coś mnie prowadzi, że to się po prostu dzieje. Mam czasem sny, że o czymś śpiewam. Śnią mi się nawet słowa. To są sny, które się pamięta.

Pamiętasz utwory, które tworzyłaś w dzieciństwie? Wspominałaś kiedyś, że Twój pierwszy kawałek powstał, kiedy miałaś 10 lat.

To była całkiem fajna piosenka. Leciało to tak: „Każdy z nas kocha ten czas, pędzi z nami, pędzi z aniołami…”. To chyba był właśnie ten moment. Coś kazało mi to zapamiętać. Byłam na wakacjach w namiocie z moją najlepszą przyjaciółką z dzieciństwa i wymyślałam tę piosenkę. Kiedy jej ją zaśpiewałam, była tak poruszona, że pomyślałam, że to znak, aby jeszcze coś wymyślić.

Erith (fot. Anna Tkacz)

Erith (fot. Anna Tkacz)

Czego szukasz w muzyce?

Nawiązując do tego, o czym już mówiłyśmy, kiedy widzę obraz w swojej głowie, staram się malować go muzyką. Ze słuchaniem muzyki jest na odwrót. Słucham muzyki i widzę obraz; wyobrażam sobie różne rzeczy. Jest potrzebna, by poradzić sobie z emocjami, żeby potrafić je nazywać. Ja inaczej nie potrafię. Ciężko jest mi się uzewnętrzniać, a człowiek nieświadomie gromadzi w sobie wiele rzeczy. Trzeba potrafić to z siebie wyrzucać. Nie mogłabym tego robić, pisząc wiersze. Dlatego w mojej muzyce nie ma zbyt wiele tekstu. Doszłam do wniosku, że lepiej jest powiedzieć mniej, ale dosadniej. Lepiej przerobić to, co chce się powiedzieć na jakąś mantrę, żeby powtarzać to słowo lub zdanie bez końca. Takie słowa z każdym kolejnym wyśpiewaniem czuje się jeszcze głębiej i rozumie się, co mają określać w tej całej otoczce z emocji. Dobrze, że o tym rozmawiamy. Przypomniałaś mi, że muszę udostępnić moje teksty, bo to egoistyczne, że tylko ja je znam. Wiem, że może być ciężko wychwycić je z piosenki.

Jestem ciekawa, jak widzisz swoją karierę. Chciałabyś grać na coraz większych scenach, czy jednak zachować ten undergroundowy klimat?

Nie mam pojęcia. Z jednej strony chciałabym iść dalej, ale z drugiej nie chciałabym, żeby to straciło swoją magiczną część, tę intymność. Nie chcę jednak się zamykać. Nie chciałabym stawiać sobie granicy, wolałabym, żeby to dalej było takie intuicyjne. Jeśli chodzi o moją duchową stronę, to sama szukam drogi i próbuję ją znaleźć. Mam wrażenie, że coś mnie prowadzi i popycha, i nie chcę tego zmieniać.

To odważne pokazywać na scenie cały proces tworzenia utworu, od pierwszego dźwięku. Niczym zaproszenie na próbę, gdzie możemy Cię posłuchać.

Cały czas staram się jak najwięcej rzeczy robić na żywo, bo mimo że mam sprzęt, który mi bardzo pomaga, to nie chcę robić tego z automatu. Staram się nagrywać jak najwięcej wokali na żywo. Planuję zakupić niebawem kontroler, żeby móc nagrywać różne inne dźwięki.

Podczas 11. Festiwalu Filmów Niezależnych Kiloff wystąpiłaś w Drzwiach Zwanych Koniem. Ten koncert został bardzo dobrze przyjęty. Czuć było Twoją szczerość, autentyzm na scenie, byłaś w jakiś sposób nieśmiała, ale jednocześnie muzycznie bardzo pewna siebie.

Dziękuję. Po koncercie ludzie chwalili mnie za świetny performance. Tylko, że to wcale nie było zaplanowane. Pytano mnie po koncercie, czy specjalnie na koniec zapytałam: „Czemu tu jeszcze stoicie?”. Naprawdę nie wiedziałam, czemu wszyscy klaszczą.

Erith (fot. Anna Tkacz)

Erith (fot. Anna Tkacz)

Rozmawiała: Anastazja Hadyna

Korekta: Klaudia Kępska, Krzysztof Chmielewski