Notatki w ruchu #2| WSPÓŁCZESNOŚĆ UBRANA W KIERPCE

„1725 m n.p.m” – to wysokość Babiej Góry, z której szczytu widać wszystkie pasma, jakie ją otaczają. Najwyższa w Beskidach Zachodnich. Chcesz wiedzieć, co Babia Góra i miłość do gór mają wspólnego z teatrem tańca i człowiekiem współczesnym?

„1725 m n.p.m” Grupa BesKitu

„1725 m n.p.m” Grupa BesKitu, fot. Aleksander Joachimiak

Wbiegłam do teatru, gdyż na zewnątrz padał deszcz. Z rozpędu wpadłam do środka, uciekając przed totalną ulewą. Teatr był niesamowicie zatłoczony. Pomyślałam, że będzie się działo! By odebrać wejściówkę musiałam stać w sporej kolejce. Nie chodzi mi o to, że Teatr Rozbark nie bywa zatłoczony. Oczywiście, że bywa i to bardzo często, lecz sprawę biletu zawsze załatwiałam wcześniej. Trochę wybiłam się tym z rytmu. Cały dzień myślałam o dzisiejszym wieczorze, bardzo ciekawił mnie ten spektakl. Jak widać po tłumnie przybyłych widzach, ciekawość i chęć obejrzenia tego spektaklu nie dotyczyła tylko mojej osoby.

„1725 m n.p.m” Grupa BesKitu

„1725 m n.p.m” Grupa BesKitu, fot. Aleksander Joachimiak

Projekt pt. „1725m n.p.m.” jest autorskim projektem Joanny Chułek (aktorka, tancerka i performerka, stypendystka Marszałka Województwa Śląskiego w dziedzinie kultury), pomysłodawczyni i twórczyni spektaklu. Jak mawia: „(…) ten spektakl powstał z miłości do gór (…)”. W realizacji tego projektu pomogli jej studenci krakowskiej PWST Wydziału Teatru Tańca w Bytomiu. Hmm … ciekawa jestem czy bytomskim studentom z Joanną na czele uda się dzisiaj pokazać na scenie górski świat? Sama jestem pasjonatką gór, tym większa jest moja ciekawość. Folklor góralski, muzyka na żywo, taniec współczesny, góry… no i moja dla Was pierwsza recenzja … mocno pobudzały moją wyobraźnię.

„1725 m n.p.m” Grupa BesKitu

„1725 m n.p.m” Grupa BesKitu, fot. Aleksander Joachimiak

Wchodząc na salę i szukając swojego miejsca w międzyczasie spoglądałam na scenę. Musiałam mocno mrużyć oczy, światło bardzo raziło. Usiadłam, uspokoiłam się i podekscytowanie wróciło. Nagle patrzę, a na scenie pojawia się ledwo widoczna postać w białej sukience. Po chwili wpatrywania się w nią, pokonując rażące światło, spoglądam w bok. Pojawiła się obok mnie para górali, trzymających się za ręce. Wyglądają na szczęśliwych, zadowolonych. Nagle na scenę pewnym dynamicznym krokiem wchodzi pięciu mężczyzn. Jak się okazało, byli to muzycy, bez których spektakl nie miałby racji bytu. Zespół VOŁOSI składający się z kontrabasu, wiolonczeli, altówki i dwoje skrzypiec, zaczyna się stroić. Para wolno wchodzi na scenę i zmierza ku jej końcowi, następnie przyspiesza, by znowu zwolnić. Dziewczyna, która znajdowała się już na scenie zaczyna powoli się poruszać w przestrzeni, przecinać swoim ruchem powietrze, które było zagęszczone ciekawością, spokojem i tajemnicą, a także oddechem przepełnionej widowni. Pojawiają się też inne postacie i ruchowe zabiegi  powolne ruchy ramion chłopaka, para tańcząca również powoli bazując na swoim ciężarze i zaufaniu. Nagle żywa, szybka muzyka przerywa panujący nastrój. Cały spektakl był właśnie taką przeplatanką emocji: smutku, radości, ciekawości, oczywistości, zazdrości, zgubienia, miłości, samotności, bólu, tęsknoty, niezdecydowania, codzienności.

„1725 m n.p.m” Grupa BesKitu

„1725 m n.p.m” Grupa BesKitu, fot. Aleksander Joachimiak

Jest kilka scen, które bardzo mocno mi zapadły w pamięć. Na przykład moment, gdy dziewczyny śpiewały pieśń góralską, a jedna z nich szła po drabinie zawieszonej około półtora metra nad ziemią, trzymając się drugiej nad głową. Przeszła z jednej strony sceny na drugą. Od razu przed oczami stawało skojarzenie górskich łańcuchów i szlaków – tych elementów, które pomagają nam przejść z jednej przestrzeni w drugą, przejść z jednego szczytu na drugi, a pod nim…w przepaść? A może jest to przejście ze strony zła na stronę dobra lub odwrotnie? Kolejną niesamowitą sceną był męski taniec, który był mocno wyczerpujący, siłowy i wymagał ogromnej koordynacji i wyczucia siebie. Chłopcy byli ustawieni w podporze przodem w szeregu, w poprzek sceny. I nagle zaczęli latać w powietrzu, drudzy przetaczali się pod nimi. Wyskakiwali w górę jak ryby ze strumienia. I myślałam, że niesamowitość tej sceny już się kończy, a tu dołączyły do nich dziewczyny. Scena nie do ogarnięcia wzrokiem – kto, kiedy, gdzie i jak? Niemożliwe!!! Oglądało się to cudownie.

„1725 m n.p.m” Grupa BesKitu (2)

„1725 m n.p.m” Grupa BesKitu, fot. Aleksander Joachimiak

Kolejną sceną, o której muszę wspomnieć jest scena dziewczyn z tarkami. Były to metalowe tarki, na których dawno dawno temu prały kobiety. Niesamowita, hipnotyczna scena. Dziewczyny delikatnie przesuwały dłonie, czasem pięści po tarkach, w zależności od emocji, które grały w ich duszach. Scena była na tyle realna, że oczami wyobraźni można było zobaczyć te piorące kobiety, które rozmawiają z sobą, plotkują, są zazdrosne, obrażone, smutne, zakochane, zadowolone, zapracowane… Ta scena była w całym spektaklu szczególnie emocjonalna. Podczas niej pojawiła się jedna myśl – czy dziewczyn to nie boli? Po spektaklu sprawdziłam to, przesuwając dłoń po tarce przez dziesięć, piętnaście sekund – to nie boli, ale przesuwając dłońmi przez dziesięć czy piętnaście minut?

„1725 m n.p.m” Grupa BesKitu

„1725 m n.p.m” Grupa BesKitu, fot. Aleksander Joachimiak

Połączenie współczesności z tradycjonalizmem góralskim było ciekawie rozwiązane. Już sama muzyka była oczywistym spoiwem. W teatrze tańca muzyka rzadko grana jest na żywo. W tradycji góralskiej taniec bez muzyki granej na żywo nie istnieje. Kierpce to kolejny łącznik tych światów. Od samego początku nurtowało mnie pytanie, dlaczego jedna z dziewczyn jest na boso, a pozostali tancerze mają na stopach kierpce? I dlaczego para kierpców jest zawieszona na drabinie? Joanna Chułek dzięki tym elementom chciała pokazać, że obydwa światy są dla niej ważne i w taki (między innymi) sposób chce je połączyć. Generalnie na scenie dużo się działo, co wypełniało po brzegi odbiór przedstawienia  był kwintet smyczkowy, dwie drabiny z lin i do tego sześciu tancerzy, trzy tarki do prania oraz światło, które w idealny sposób uzupełniało ten hybrydowy świat.

„1725 m n.p.m” Grupa BesKitu

„1725 m n.p.m” Grupa BesKitu, fot. Aleksander Joachimiak

Taniec na scenie był kombinacją tańca współczesnego i tańców góralskich  elementy choreografii tańca współczesnego, partnerowania, pracy z ciężarem ciała, a pomiędzy nimi elementy Hajduka, Polki, Obyrtki,  tańce w kole, w parze, hołubce. W pewnym momencie nie wiadomo było, które elementy są góralskie, a które współczesne. Taniec stał się jednym. Cały spektakl stał się idealną sinusoidą, dochodziło w nim do przechodzenia od scen energetycznych i radosnych do melancholijnych i bardziej emocjonalnych. Jak w życiu – jest dobrze, a za chwilę pojawiają się problemy. No i jak w górach, raz jesteśmy na szczycie, a za chwilę w dolinie.

„1725 m n.p.m” Grupa BesKitu

„1725 m n.p.m” Grupa BesKitu, fot. Aleksander Joachimiak

Myślami na pewno będę wracać do spektaklu „1725m n.p.m.”. Uważam, że to świetny pomysł na spektakl: przedstawienie życia i tradycji górali w zderzeniu ze współczesnością. Dzieło Joanny Chułek i grupy studentów tak naprawdę przedstawia, jakimi niesamowitymi ludźmi  wytrwałymi, silnymi, odważnymi, emocjonalnymi, żywiołowymi i odpornymi  są górale. Mądrymi przez doświadczenia przekazywane z pokolenia na pokolenie.

Tak. Joanna Chułek stworzyła spektakl „z miłości do gór”.

tekst: Katarzyna Bebiołka

„1725 m n.p.m”, Grupa BesKitu
projekt i choreografia: Joanna Chułek
tancerze: studenci krakowskiej PWST Wydziału Teatru Tańca w Bytomiu
muzyka: zespół VOŁOSI