High Five! This is a man’s world

„This is a man’s world” – tak niegdyś śpiewał James Brown. I cóż można rzec: mało jest twierdzeń bardziej adekwatnych i prawdziwych. Świat podporządkowany jest mężczyznom od zarania dziejów. Nasze spojrzenie jest spojrzeniem mężczyzny, język, którego używamy jest na usługach facetów. Kino również fetyszyzuje męskość. „Poważne” filmy traktują o mężczyznach i sprawach najwyższej rangi. W tym miesiącu zestawienie High Five poświęcamy w całości płci męskiej.

high five_polecane

Wiktoria Ficek ujawnia męski kodeks z „Chłopaki nie płaczą”.

wiktoria ficek małeJest parę zasad w życiu każdego samca alfa, których przestrzeganie jest konieczne, by uzyskać status prawdziwego, ociekającego testosteronem twardziela. Po pierwsze: nie ufaj kobietom! Tym chytrym foczkom, zainteresowanym wyłącznie banknotami z podobizną Jagiełły, należy zakładać chomąto. Po drugie: zainteresowania – prawdziwy mężczyzna powinien mieć niezwykłą pasję. Wystarczy, że odpowie sobie na niesamowicie ważne pytanie – co lubi w życiu robić. A potem zacznie to robić. Niektórzy skończą jako producenci afroamerykańskiej muzyki emitowanej na MTV, inni będą handlować koksem. Nieważne. Ważne, żeby robić to z pasją i klasą.

Pamiętaj, nie istotne jest to, czy nosisz garnitur za 1500 baksów, czy sweter uszyty przez twoją dziewczynę prostytutkę. Prawdziwy mężczyzna zawsze wie, czego chce i robi to! Kolejną ważną zasadą jest umiejętność czerpania przyjemności ze wzrostu poziomu adrenaliny. Pieniądze, interesy, mafia, jeszcze więcej pieniędzy. W życiu należy kolekcjonować mocne wrażenia. Tylko ostrożnie, nie przesadzaj… to co dla Ciebie jest sufitem, dla innych może być podłogą.

Chłopaki po prostu nie płaczą.

chłopaki nie płaczą

Marta Rosół boi się (ale i jest nią zafascynowana) watahy Wilków z Wall Street.

Marta Rosół małePamiętam, że w zestawieniu 10 najlepszych filmów roku 2014 (KLIK!) Mateusz Ledwoń pisał o filmie Scorsese: „wzbudza kontrowersje, irytuje i odrzuca, bo bywa głupawy”. Nie zmienia to jednak faktu, że jest jednym z filmów, które ostatnimi czasy najbardziej utkwiły mi w pamięci. To trochę tak jak z facetami: psują nam nerwy, łamią serce, a jakoś trudno bez nich żyć.

W „Wilku z Wall Street” męski świat jest tak bardzo męski, jak tylko można to sobie wyobrazić. Pieniądze i władza lub władza i pieniądze (KLIK!), a do tego piękne kobiety, seks, szybkie samochody, alkohol i narkotyki – to symbole męskiego świata, który spycha kobiety na drugi plan. Martin Scorsese doskonale opowiada historię Jordana Belforta, brawurowo zagranego przez Leonardo DiCaprio (TAK! Ciągle twierdzę, że to jemu należał się Oscar!). I choć jestem feministką, nie mogę oderwać wzroku od ekranu. Ten świat wciąga tak, jak bohaterzy wciągają kokainę. Dobrze, że po seansie mogę się otrząsnąć i wrócić do mojej rzeczywistości, gdzie mężczyźni inaczej traktują kobiety.

fot./ materiały prasowe

fot./ materiały prasowe

Gaba Bazan uważa „Ojca Chrzestnego” za księgę mądrości każdego faceta.

Gaba Bazan małeKiedy Meg Ryan w filmie „Masz Wiadomość” zadaje Tomowi Hanksowi pytanie, o co chodzi facetom z „Ojcem Chrzestnym”, słyszy, że „Ojciec Chrzestny” jest uosobieniem mądrości – daje odpowiedź na każde nurtujące nas pytanie. Chyba coś w tym jest.

„Ojciec Chrzestny” to trylogia o mężczyznach dla mężczyzn. Bo co może być bardziej męskiego od świata mafii przepełnionego gangsterami ze spluwami w kieszeniach? Jednak historia rodu Corleone jest czymś więcej niż kolejnym filmem gangsterskim. Prawdopodobnie co drugi napotkany facet zapytany o „Ojca Chrzestnego” powie, że to film, który uczy, iż rodzina jest najważniejsza, że lojalność, wpływy, a przede wszystkim zdrowy rozsądek, są tym, dzięki czemu można z sukcesem funkcjonować w tym brutalnym, męskim świecie. Coppola stworzył podręcznik męskości, który nigdy nie straci na aktualności.

Tom Hanks w „Masz wiadomość” na każdy problem odpowiada słowami Corleone. W życiu codziennym jest podobnie. Ręka w górę, kto choć raz nie powiedział: „trzymaj swoich przyjaciół blisko, ale wrogów jeszcze bliżej”.

fot./ materiały prasowe

fot./ materiały prasowe

Angelika Ogrocka uśmiecha się pod nosem, odkrywając prawdziwe podłoże każdej męskiej przyjaźni.

Angelika Obrocka„W pogoni za Amy” to film reklamowany jako komedia romantyczna. Zawiedzie się jednak ten, kto szuka sztampowych rozwiązań proponowanych zazwyczaj przez światek Hollywoodu. Kevin Smith, znany bardziej jako Cichy Bob, zaprasza bowiem na komediodramat. Może dystrybutorzy mieli rację, czyniąc głównym wątkiem ten, w którym Holden usiłuje zdobyć zainteresowanie Alyssi. Jednak nie zwraca on szczególnej uwagi widza.

Holden i Banky to najlepsi kumple (w męskim świecie rzadko nazywa się kogoś przyjacielem). Artyści, a zarazem typowi „duzi chłopcy”, wciągnięci całkowicie w branżę komiksową, którzy dość dobrze sobie w niej radzą. Niemalże wszystko robią razem – chodzą na imprezy, mieszkają, pracują i co najważniejsze – są singlami. Pewnego wieczoru po kolejnym zlocie fanów ruszają w miasto, gdzie poznają szaloną Alyssię. To właśnie ona, jak to zazwyczaj w patriarchalnym świecie bywa, staje się przyczyną rozpadu tej więzi.

Wybranka Holdena preferuje związki homoseksualne, odrzuca jego zaloty, ale i nawiązuje przyjacielską relację, zastępując miejsce Banky’ego (w jego roli niesamowity Jason Lee). Współlokator reaguje i postanawia walczyć o kumpla – rozmawia, zastrasza, tłumaczy. Widząc, że żadna taktyka nie działa, powoli odsuwa się w cień. Gdy między kochankami, Holdenem i Alyssią, dochodzi do nieporozumienia, chłopak odnawia relację z towarzyszem. Ale nic nie będzie już takie samo. Banky ma żal – w końcu to nie on był zapraszany na piwa, do udziału w inteligentnych na swój wulgarny sposób dyskusji czy do tworzenia nowych dzieł. Holden ma jednak plan, jak odzyskać z powrotem przyjaciela… UWAGA – SPOILER! Uważa, że oboje siebie pożądają i w końcu powinni paść sobie w ramiona…

fot./ materiały prasowe

fot./ materiały prasowe

Daga Tomczyk pokazuje, jak przebiegli bywają mężczyźni.

Liv Ullmann, słynna muza Bergmana, tym razem stanęła za kamerą jako reżyserka, aby przypomnieć znaną sztukę Augusta Strindberga z końca XIX wieku. „Panna Julia” to film pokazujący walkę płci, w której zwycięzcą może być tylko mężczyzna. Piękna Julia spróbuje jednak przełamać te konwenanse. Najpierw, będąc hrabianką, przyłączy się do zabawy służby, a później zacznie odważnie uwodzić lokaja (jednocześnie go obrażając!). Julia przez moment jest dumna, arogancka i pewna siebie, ale uwaga! – to tylko rozpaczliwa próba przełamania męskiej dominacji, która ostatecznie skończy się dla bohaterki tragicznie. Kobieca natura szybko okazuje się być zaskakująco słaba.

Julia początkowo zachowuje przewagę nad Johnem i wydaje się, że mężczyzna jest gotowy na spełnienie każdego jej kaprysu. Krystyna – służąca, z którą dotąd romansował – z miejsca musi zaakceptować nową sytuację. Niestety wyższość Julii również szybko się kończy. Jej chwilowa przewaga jest tylko pozorna – John świadomie dostosowuje się do narzuconych reguł tylko po to, aby za moment wygrać wszystko. Bez większego trudu zdobywa to, czego chce – jej ciało, a razem z nim władzę. Julia jest hrabianką, ale przede wszystkim – kobietą. W zderzeniu z patriarchatem jej wyższy status społeczny na niewiele się zdaje i ostatecznie stawia ją na równi ze służącą. Co innego John. Ten, mimo że należy do służby, jako mężczyzna jest w stanie podporządkować sobie obie kobiety – i to bez względu na ich role społeczne.

fot./ materiały prasowe

fot./ materiały prasowe

korekta: Paulina Goncerz