Turczynki na wydaniu

Mówią, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. W przypadku filmu „Mustang” wybranego na otwarcie piątej edycji katowickiego festiwalu Ars Independent tak właśnie jest. Francuski kandydat do najbliższych Oskarów ujmuje autentycznością i doskonałą grą aktorską, zwracając uwagę na wciąż aktualny problem pozycji kobiet w krajach Bliskiego Wschodu i ich traktowania.

fot./ materiały prasowe

fot./ materiały prasowe

Najlepiej nie mieć wobec filmu żadnych oczekiwań pozytywnie się zaskoczyć. Właśnie to zdarzyło się mnie podczas Gali Otwarcia tegorocznej edycji festiwalu Ars Independent. Debiutancki „Mustang” tureckiej reżyserki Deniz Gamze Erguven na przemian bawił, wzruszał i szokował zgromadzoną publiczność, przypominając nie tylko ulotne momenty przechodzenia z dzieciństwa w dorosłość, ale też przybliżając miażdżącą siłę tradycji, która mimo postępu zarówno cywilizacyjnego, jak i technologicznego wciąż ma znaczący wpływ na życie kolejnych pokoleń młodych osób, niekoniecznie za ich zgodą.

Zaczyna się beztrosko. Lale wraz z czterema siostrami świętuje rozpoczęcie wakacji bawiąc się na plaży z rówieśnikami. Ta niewinna zabawa jest początkiem końca ich wolności, dosłownie i w przenośni. Wychowująca je babka poinformowana przez sąsiadkę, że dziewczynki  bezwstydnie „ocierają się” o chłopców, postanawia zrobić porządek z ich krnąbrnością – nie tylko po to, aby uniknąć wstydu przed sąsiadami, ale też by zapewnić swoim wychowankom szanse na zamążpójście. Oczywiście, gdyby tylko okazało się, że któraś z nich została „skalana” szansa ta bezpowrotnie by przepadła. Z czasem widzowie zauważą, że największe zagrożenie dla bohaterek znajduje się w ich własnym domu.

fot./ materiały prasowe

fot./ materiały prasowe

Zakazany owoc kusi bardziej, dlatego dla sióstr kraty w oknach i zamknięte drzwi nie stanowią problemu. Najmłodsza Lale nie zdaje sobie jednak sprawy, że kurs gotowania i szycia to nie sposób na zabicie czasu, a prawdziwe przygotowania do zamążpójścia. Wprawny ruch kamery pozwala obserwować nam te wydarzenia z perspektywy dziecka, które nie do końca rozumie, co dzieje się wokół – wie tylko tyle, że nie jest to do końca dobre czy sprawiedliwe. A już szczególnie dziwne są zaręczyny z obcym mężczyzną i to w dodatku w ekspresowym tempie.

„Mustang” to kino o dojrzewaniu przywodzące na myśl „Ukryte Pragnienia” Bertolucciego czy „Przekleństwa Niewinności” Coppoli. Atmosfera sielanki w upalne dni podszyta uczuciem niepokoju i niepewności przywodzi na myśl „Piknik pod wiszącą skałą”. Dziewczynki nie żyją jednak w liberalnym środowisku. W ich kulturze kobieta nie ma prawa głosu, nie może się rozwijać w kierunku w jakim chce. Ba, aranżowane małżeństwa to codzienność, a nie relikt przeszłości. Mała buntowniczka Lale reprezentuje tę unikalną, silną i pewną siebie jednostkę i nie poddaje się presji, ale to tylko jeden przypadek na pięć, które nie zdobędą się na odwagę, by godnie żyć.

Co ważne, reżyserka nikogo nie ocenia. Obiektywnie przedstawia widzom wycinki z życia sióstr, dając obraz zderzenia się swego rodzaju nowoczesności z bezwględnym trzymaniem się sztywnych reguł i przekonań. Dawno nie było tak dobrego, kameralnego i boleśnie autentycznego filmu, który byłby również naturalnie zagrany przez tak młode aktorki. Wybór filmu Erguven na otwarcie był zdecydowanie strzałem w dziesiątkę. Nie tylko dlatego, że tak bardzo poruszył publikę, ale również dlatego, że zaostrzył apetyt na więcej.

tekst: Iza Dzierżek