Festiwal Tańca Współczesnego SPACER. Relacja

Organizatorem tegorocznej edycji festiwalu było Krakowskie Centrum Choreograficzne, będące częścią Nowohuckiego Centrum Kultury w Krakowie. Między 30 kwietnia a 3 maja można było wziąć udział w cyklu warsztatów i zapoznać się z programem spektakli.

W ramach warsztatów CIAŁOWANIE zajęcia z technik tańca współczesnego, modern, technik partnerowań, tańca klasycznego i fizycznego poprowadzili: Laura Aris Alvarez, Uri Ivgi, Johan Greben i Wojciech Mochniej. Natomiast na tegoroczną ofertę festiwalu w zakresie prezentacji sztuki tanecznej składały się zarówno prezentacje polskich twórców, głównie młodego pokolenia, jak i spektakle zagraniczne.

logoSPACER na scenie

Wśród propozycji, które udało się podpatrzeć Reflektorowym okiem warto z pewnością wspomnieć o kilku spektaklach:

IMG_3325 kopia

„Working Title Ego”

Dużo entuzjazmu wśród publiczności wzbudził spektakl dyplomowy studentów Wydziału Teatru Tańca w Bytomiu PWST im. L. Solskiego w Krakowie „Working Title Ego” w choreografii Jensa van Daele’a. O naszej lokalnej produkcji pisaliśmy więcej w podsumowaniu zeszłorocznych produkcji tanecznych ze Śląska:

(Najważniejsze na Śląsku w 2014 roku – KLIK!).

Makia”

Grupa Wokół Centrum z choreografią Agaty Syrek, w wykonaniu Moniki Świecy i Marty Wołowiec. Tytułowa makia to element hawajskiej metody medytacji, która traktuje skupienie jako umiejętność kontrolowania energii i wysyłania jej w dowolnym kierunku. Artystki przełożyły tę koncepcję na język tańca, rozważając różne formy wpływania na siebie w duecie twórczym i kierowania energii w różne obszary interakcji. Zaprezentowany pokaz to pierwszy etap pracy nad tym konceptem, jednak przedstawione poszukiwania złożyły się na spójny i interesujący zestaw scenicznych form. Pojawiały się subtelne, wręcz liryczne kompozycje, przewijające się przez scenę zaaranżowaną w podłużnej przestrzeni szatni na parterze Nowohuckiego Centrum Kultury. Przypatrywanie się sobie, zgodne z rytmem wolno pulsującego światła zmienianie póz. Sylwetki do połowy schowane za ladą lub za nadwieszonym nad blatem ekranie uzupełniały się wzajemnie. Oczekiwanie na widzów i odbieranie od nich odzieży płynnie przeszło w narastający stan koncentracji, wzajemne przyglądanie się swoim ruchom i ułożeniu w przestrzeni, by następnie prowokować się wzajemnie do przekraczania przewidywalnych i bezpiecznych ruchów na rzecz popisu umiejętności i zagarniania uwagi widza. Następnie rywalizacja ponownie przeszła w stronę innych emocji i intencji, zmieniając swoje oblicze na rzecz humorystycznych czy wręcz surrealistycznych scen. Ostatecznie na scenie pozostały dwie różne, choć równie zdolne tancerki, nie tyle szukające nieustannych spięć i konfrontacji, co wyczulone na wzajemnie sprzężony ruch – wspierające się, gotowe na taniec z przymrużeniem oka, w beztroskich zwierzątkopodobnych kostiumach.

Maria Addolorata”

C&C Company w choreografii autorstwa Carlo Massariego i Chiary Taviani zapowiadali swój spektakl jako opowieść o niezakorzenionym cierpieniu, przeżywanym przez dwójkę nierozpoznawalnych społecznie, najbardziej zwykłych i przeciętnych (…) współczesnych ofiar, które starają się (…) przetrwać siebie. To, co łączy zapowiedź w programie z tym, co mogliśmy zobaczyć na scenie, to niewątpliwie nieprzewidywalność twórców, żywiołowa przypadkowość zdarzeń, jakie spotykają bohaterów w świecie scenicznym i to, jakie mogą mieć one konsekwencje na fizyczne, spontaniczne reakcje. Nie był to jednak typowy spektakl o cierpieniu, przynajmniej nie taki, jakiego spodziewać byśmy mogli się po dość patetycznym ujęciu tematu. Problem ludzkiego cierpienia artyści ukazali w groteskowej, momentami komediowej odsłonie, skupiając się na „momencie rzeczywistego cierpienia”. Poważne problemy mieszają się z zabawą, impulsami, nagością, elementami gry i konkurencji. Opróżniane z łapczywością butelki napędzają kolejne partie choreografii pełnej skoków, podnoszeń, dramatycznych upadków, gonitwy po scenie, a w momentach przerw – krótkiej, bezrefleksyjnej stagnacji czy puszczania oka do widza. Niewątpliwie włoscy artyści stworzyli energetyczny duet, uwydatniając w ruchu wrodzony nadmiar energii. Sądząc po reakcjach widzów, spektakl wzbudził wiele pozytywnych emocji i sympatię wobec twórców.

unLIMITed”

„RH +” dance duo – Renata Skobo (Serbia-Polska) oraz Hyun Kim (Korea) zaprezentowali się w choreografii połączonej z projekcją multimedialną, ukazującą miasto – ludzi przemieszczających się w tłumie, kadry z przestrzeni metra i samych tancerzy jako bohaterów taneczno-filmowego spektaklu. Zaproponowana choreografia ściśle korespondowała z jasno wytyczonym komunikatem – we wszystkim, co nas otacza tkwią relacje, jesteśmy jednostkami w tłumie. Pytanie, czy uświadamiamy sobie, gdzie przebiegają granice między „ja” a „innym”. Wizualnie spektakl był spójny, przyjemny w odbiorze i atrakcyjny pod względem dobrze sfilmowanych fragmentów miasta i poprawnie skomponowanej, płynnej choreografii. Nałożone zostały jednak na siebie kolejne warstwy tej samej interpretacji tematu – multimedia, choreografia oparta na zderzeniu synchronizacji i śledzenia różnic, stroje tancerzy (nowoczesna moda uliczna i zaplątane w nią niczym relacje sieci z bezładnie pozawieszanych sznurków, czy w drugiej części spektaklu – czołówki, którymi tancerze wzajemnie się oświetlają w nawiązaniu do wyświetlanych na ekranie obrazów podziemi metra). Wszystkie te media pokazują tę samą treść – spójnie, lecz dość przewidywalnie. W efekcie tytułowa gra słowna „unLIMITed” nie zaskakuje tak bardzo i nie zachęca do pogłębiania rozumienia granicy w przestrzeni, która nas otacza.

UnSettled”

What Is Written Dance Company (chor. Jean Pierre & Viviana Rocha) to kolektyw artystów praktykujących różne formy sceniczne, m.in. taniec współczesny, taniec fizyczny, hip hop, teatr dramatyczny, pracę z głosem. Wszystkie te inspiracje zostały uwidocznione w spektaklu „UnSettled”, w którym zespół poszukuje uniwersalnego języka ruchowego dla opowiedzenia prawdziwej historii człowieka związanego z przestępczym światem. Kompozycja grupy tancerzy przemierzających scenę w zwartym szyku, akcentując kolejne frazy ruchowe w różnych stylach, pokazuje nie tyle konkretną opowieść, co bardziej stan emocjonalny towarzyszący wizji takiego bohatera. Choć nie był to powalający spektakl, w choreografii czuć odpowiedni ładunek energii – mocne impulsy, napięcie, wyrazistą lecz nie przesadzoną symbolikę związaną z przemocą i walką. Artyści zdecydowali się na wyeksponowanie na scenie samego ruchu, korzystając jedynie z dyskretnego oświetlenia i występując w zwykłych codziennych strojach. Była to więc propozycja poprawna, choć mająca szansę uwieść widza czystością wykonania, szczerością ekspresji i prostotą przekazu.

Waiting Rooms in Heaven”

W&M PHYSICAL THEATRE w choreografii Wojciecha Mochnieja i Melissy Monteros. Przestrzeń dużej sceny w Nowohuckim Centrum Kultury dała odpowiedni oddech dla oryginalnego projektu sceny. Akcja tanecznych działań artystów rozgrywa się w wydzielonym białą linią kwadracie, którą zapełniają rzędami ustawione białe krzesła. Minimalistyczna, nowoczesna wizja życia poza życiem, w której prosta zmiana punktu widzenia (a raczej siedzenia) buduje relacje między bohaterami. To konfrontacja z tym, kto znajdzie się tuż obok nas lub obserwuje nas z ostatniego rzędu. To sprawdzenie, co stanie się, gdy ciasno rozstawione krzesła zmienione zostaną na puste pola – przestrzeń do swobodnego ruchu, wyrazu emocji. Tancerze tworzą duety, tria, tańczą solo. Dotykają własnej obecności i eksplorują przestrzeń, jaka została im wyznaczona, ale i granicę, której przekroczenie buduje napięcie, zmienia ruch na bardziej splątany i niespokojny. Współczesne „niebo” jest przestrzenią pomiędzy, w której postaci wyznają własne obawy i lęki egzystencjalne. Wypowiadają szeptem zwierzenia do mikrofonów umieszczonych powyżej krzeseł . Choć spektakl był dość długi, z zapętlającymi się sekwencjami i powtarzalnymi układami choreograficznymi oraz nie zawsze słyszalnym tekstem wypowiadanym ze sceny, przykuwał uwagę minimalistyczną formą i sprawnie rozegranym niedopowiedzeniem. Zawieszenie między światami udało się przenieść również na wrażenia z odbioru – kompozycja przestrzeni i jej dekonstrukcja zdawała się być idealną metaforą dla treści, które odnajdujemy w wybranym przez artystów temacie. Ostatecznie przywrócony zostaje pierwotny porządek, jednak widz w finale widzieć będzie tę samą scenę od tyłu, a aktorów wpatrzonych gdzieś w przód, oczekujących na następne zdarzenia, wyczekujących na ponowny zryw.

Pracownia METAfizyczna happening artystyczny

Również i to wydarzenie zasługuje na odnotowanie, głównie ze względu na pozytywną atmosferę samego festiwalu, którą podkreślają w szczególności występy tancerzy związanych na stałe z Krakowskim Centrum Choreograficznym. Happening był grupowym przedsięwzięciem członków Pracowni METAfizycznej z udziałem zarówno grupy zaawansowanej, jak i debiutujących młodych tancerzy jako podsumowanie pracy w czasie regularnych zajęć w KCCh oraz w ramach warsztatów z Anną Marią Karabelą (m.in. na bazie metod improwizacji według Williama Forsythe’a). Prezentacja bazowała na ścisłej relacji między ruchem (choreografia: Agata Syrek) a muzyką, wykonywaną na żywo przez zaproszonych do projektu artystów Mateusza Hulbója (muzyka elektroniczna) oraz Mikołaja Kubickiego (trąbka).

SPACER 2015 -plakat warsztaty2 - RGB

Zapytanie o CIAŁOWANIE

O odczucia po udziale w festiwalu najlepiej jednak zapytać samych uczestników. Oto, czym podzieliła się z nami jedna z uczestniczek, Monika Małycha:

Czym Twoim zdaniem wyróżnia się Spacer na tle innych festiwali i dlaczego zdecydowałaś się na udział właśnie w tym?

Spacer jest aktualnie jednym z ciekawszych wydarzeń pozwalających na rozwój tancerzy tańca współczesnego. Niewątpliwie mają na to wpływ organizatorki, związane wcześniej z Krakowskim Teatrem Tańca, a aktualnie z Krakowskim Centrum Choreograficznym, które mają rozeznanie w środowisku i wiedzą, kogo warto zaprosić na tego typu imprezę. Wybrałam ten festiwal głównie ze względu na prowadzących. Uri i Johan już parę lat temu podczas bytomskiej Konferencji podbili moje serce. Ciekawa byłam również zajęć z Wojtkiem Mochniejem i Laurą Aris z „TEJ ULTIMY VEZ”. Niewątpliwym walorem tego festiwalu jest również termin, czyli weekend majowy. Warsztaty mnie usatysfakcjonowały, choć nie obraziłabym się, gdyby trwały jeszcze dłużej. Każdy z prowadzących miał indywidualne podejście do zajęć, co było ciekawym doświadczeniem. Tak naprawdę każda z technik była przydatna i ciekawa. Zrównoważona ilość „tańca w tańcu” i techniki sprawiała, że zajęcia nie były nudne.

A jak oceniasz program artystyczny festiwalu?

Jeżeli chodzi o spektakle to ich poziom był bardzo zróżnicowany. Zdecydowanie najlepszym był dyplom IV roku PWST w Bytomiu „Working title Ego”. Choreografia oparta na licznych partnerowaniach i szybkich zmianach (zarówno kierunków, poziomów, jak i samych artystów znajdujących się na scenie) wywarła na mnie niezwykłe wrażenie. Również sami tancerze byli dla mnie zaskoczeniem, ponieważ do tej pory spektakle dyplomowe tegoż wydziału prezentowały raczej zróżnicowanych – jeśli chodzi o poziom tanecznej techniki – młodych ludzi. Tymczasem w „Working title Ego” nie ma miejsca na niedociągnięcia. Ten trwający prawie półtorej godziny spektakl wystawia na próbę wszystkie potencjalne słabości tancerzy, a oni wychodzą z tej walki obronną ręką. Widać wyraźne inspiracje twórczością Ultimy Vez. Według niektórych nawet zbyt wyraźne, ale to co dla mnie działa na plus tego spektaklu to fakt, że studenci wytrzymują presję Ultimy. Utrzymują uwagę widza – a przynajmniej moją – do samego końca.

Na koniec…

Zachęcamy również do zapoznania się z dokumentacją festiwalu na stronach organizatorów, w tym ze świetnymi fotografiami wykonanymi przez Katarzynę Machniewicz:

http://festiwalspacer.pl/
https://www.facebook.com/festiwalspacer
http://kcc.nck.krakow.pl/
https://www.facebook.com/kcc.nck

Anna Duda