Nie ma nic naturalniejszego niż przemoc

Niełatwo być niepijącym alkoholikiem. Tęsknotę do alkoholu można przyrównać do tęsknoty za niespełnioną miłością; miłością, która penetruje każdy centymetr naszego ciała, świadomości, jestestwa, a co najgorsze – nie pozwala o sobie zapomnieć.

20150330_135634Nominowany w tym roku do Paszportów „Polityki” Jakub Żulczyk (Ślepnąc od świateł), który sam o sobie napisał niedawno na swoim facebookowym profilu, że „stuknął mu rok trzeźwości”, wie dokładnie na czym polega freudowska sublimacja. Ślepnąc od świateł to literacka mocna dawka alkoholu, narkotyków, pieniędzy, władzy i seksu. Nocnego życia, które odurza i uzależnia.

Jak zostać słoikiem

Masz marzenia, aspiracje, pragniesz zaistnieć, stać się kimś. Rodzinne miasto zdaje się być dla ciebie zbyt ciasne, dusisz się w nim, powoli przestajesz oddychać. Przyciągają cię światła wielkiego miasta i możliwości, które ci oferuje. Opuszczasz dom. Przeprowadzasz się do stolicy. Zostajesz „słoikiem”.

Jacek przyjechał do Warszawy z Olsztyna, aby zostać artystą. Młody, pełen wiary i nadziei adept sztuki z biegiem czasu uświadamia sobie jednak, że aby zaistnieć w stolicy musi się przekwalifikować. Porzuca studia na ASP, a płótna, farby i pędzle zamienia na coś o wiele bardziej praktycznego i dochodowego: kokainę. Zostaje dilerem. Dilerem przez duże D, bo najlepszym w Warszawie. Numerem dwa. 

W Warszawie każdy ma trzy najważniejsze numery telefonów. Te numery są zawsze w określonym porządku, jak miejsca na podium. Złoty medal należy do osób, które im płacą. Brązowy do osób, z którymi właśnie sypiają. Ja mam srebro. Dla wszystkich ludzi, których mam w komórce, jestem drugim najważniejszym numerem.

Diler-pracoholik

Bohater powieści Ślepnąc od świateł jest zdystansowany do otaczającej go rzeczywistości, a przede wszystkim do swoich klientów. Traktuje ich wyłącznie jako pośredników transakcji, które kończą się przypływem gotówki trzymanej w kieszeni drogiego garnituru. Jest nieufny. Wie, że może liczyć tylko na siebie, a dla ludzi musi pozostać zagadką, osobą, o której nie wiedzą nic, znają jedynie jej numer telefonu. Jacek jest pracoholikiem (o ile można nazwać tak dilera kokainy), jego telefon wciąż dzwoni, a on nie pozostaje obojętny na jego dźwięk. Dba o swoich klientów, którzy tak bardzo potrzebują jego pomocy i wsparcia. Nie może ich zawieść, w końcu jest ich numerem dwa. Doba jest dla niego zbyt krótka, dni tygodnia zlewają się w jeden, przerywany krótkimi godzinami snu. Czytelnik poznaje go w piątek i spędza z nim praktycznie cały tydzień (każdy rozdział to inny dzień tygodnia) oprócz poniedziałku, który dla Jacka nie istnieje; po niedzieli następuje od razu wtorek.

Z klasą i zasadami

20150330_135340Jeżeli chcesz być wpływową osobą w stolicy, musisz kierować się pewnymi zasadami, stworzyć swój kodeks moralny, którego będziesz przestrzegać. Jacek też ma swoje zasady. W pracy nie pije, nie pali, nie wciąga, nie uprawia seksu z klientkami. Wie, że nie należy bić kobiet i nienawidzi mężczyzn, którzy traktują je z pogardą i ich nie szanują. A przede wszystkim wie, że nie należy handlować towarem, o którym nic się nie wie. Kodeks dilera wymaga wielu poświęceń i nie ma w nim miejsca na błędy. Złamanie którejkolwiek z zasad jest jednoznaczne z przegraną – wypadasz z gry. Spadasz z pierwszego szczebla drabiny wpływowych osób na ostatni jej stopień. Jesteś nikim. I nawet tak pewny siebie Jacek potyka się, zaczyna popełniać błędy, wiele błędów, których konsekwencje są nieodwracalne.

Warszawa poluje głównie nocą

Warszawa wyłaniająca się z kart powieści nie jest miejscem sprzyjającym rozwojowi ducha. Wzniosłe, intelektualne ambicje przekształca w puste, bezmyślne działanie, podporządkowane żądzy posiadania i władania. To obraz miasta, które przypomina ogromnego drapieżnika czekającego w ukryciu na swoją ofiarę. Warszawa poluje głównie nocą, nocą jest żądna władzy i krwi, a jej światła oślepiają wszystkich i prowadzą donikąd. Dlatego Jacek nienawidzi tak tego miejsca, modli się gorąco: Boże Wszechmogący, w Trójcy Jedyny, ześlij deszcz. (…) Ześlij deszcz i zatop to miasto. (…) Zatop nas Boże, zabij nas, święć się imię Twoje. Zatop nas, bo nie zasługujemy na nic innego. (…) Zatop nas, bo nie potrafimy ani myśleć, ani kochać. Ale od Warszawy nie ma ucieczki. Z Warszawy nie można po prostu zniknąć. Warszawa nigdy nie wypuszcza swych ofiar.

Ślepnąc od świateł to powieść, którą czytelnik się pobrudzi. Jest brutalna, wulgarna, ordynarna, ale przez to wciągająca i angażująca. Nie ma w niej miejsca na wątpliwości i czułe słówka. To także powieść przemyślana i dojrzała. W przeciwieństwie do poprzedniej książki Żulczyka, Radio Armageddon (2008, wyd. popr. 2014), z pewnością nie będzie wymagała ponownej redakcji i poprawionego wydania. Co najwyżej licznych dodruków.

korekta: Sylwia Klonowska

Jakub Żulczyk: Ślepnąc od świateł, wyd. Świat Książki, Warszawa 2014.