Kilka minut z naszego życia

Istnieje powszechnie znane stwierdzenie, że jedna minuta może zmienić całe nasze życie. Wydarzenia, które mają bezpośredni wpływ na przyszłość człowieka, niejednokrotnie nie trwają więcej niż kilkadziesiąt sekund. Podobne rozważania można by ciągnąć długo, przytaczając przykłady i starając się udowodnić, jak ogromne znaczenie ma dla nas ta jednostka czasu. Nick Montfort, autor „Zegara światowego”, dowodzi jednak coś zupełnie odwrotnego: minuta życia jest banalna i jest to banalność, którą dzielą ludzie na całym świecie.

Public Clock fot. Arjan Richter

Public Clock fot. Arjan Richter

„Zegar światowy” to jedna z tych książek, które trudno jest sklasyfikować i ocenić. Wydana przez Korporację Ha!art w serii Liberatura jest tak naprawdę książką-eksperymentem. Zawiera ona 1440 mikrohistorie, które dotyczą wydarzeń w różnych miejscach na ziemi. Każda historia trwa jedną minutę, co po zsumowaniu daje nam opowieść o jednej dobie z życia całej ludzkości.

 

Nurzając się w banale

Chociaż wydaje się to ciekawe, wręcz fascynujące, czytelnik już po kilku stronach lektury orientuje się, że coś jest nie w porządku. Wszystkie te krótkie opowiastki brzmią mniej więcej tak: Lower Princes. Jest akurat 06:35. W pewnym małym własnym M słusznej budowy staruszka, mająca na imię Katie, czyta jakieś wykrzyknienie na pudełku po płatkach śniadaniowych. Drapie się w ucho. Lub: Zagreb. Jest prawie 07:04. W pewnym miłym domostwie znacząco niższy niż inni w jego wieku typ, na którego wołają Hamza, czyta poplamioną kartkę. Odwraca wzrok, a potem znów spogląda. Taka konstrukcja wszystkich miniopowiadań wynika z tego, że Montfort wygenerował tekst w programie Python na bazie stworzonego wcześniej kodu. Niemal bliźniacze podobieństwo tych wszystkich trzyzdaniowych historii jest więc nieuniknione, co prowadzi do tego, że nie sposób przeczytać „Zegara światowego” od deski do deski. Nie ma w nim absolutnie nic ciekawego, powtarzające się opowiastki stają się wręcz nieznośne, a występujący w nich ludzie są tylko szablonowymi postaciami, które nie mają dla nas żadnego znaczenia. I, paradoksalnie, to wszystko czyni „Zegar światowy” interesującym i godnym refleksji.

Wszystko nieważne

Montfort poprzez swój eksperyment literacki pokazuje, że wszyscy ludzie dzielą to samo życie, które upływa im na czynnościach nieważnych i nieznaczących. Nieistotne czy żyje się w Ameryce Południowej, Azji czy Europie, wiele powszednich doświadczeń jest wspólnych wszystkim, a opowieść o życiu całej ludzkości staje się rozwlekłą narracją, której fabuła pozbawiona jest nieoczekiwanych zwrotów akcji i niezwykłych wydarzeń.

„Zegar światowy” uświadamia nam także, że i nasze własne życie składa się głównie z najzwyklejszych wydarzeń, niewartych utrwalenia momentów. Większość z nich szybko usuwamy z pamięci, choć tak naprawdę nie mamy ich czym zastąpić. Właściwie po zastanowieniu się można powiedzieć, że wielkie rzeczy, o których często marzymy, nigdy nie następują – a jeżeli nawet, to szybko zostają przyćmione przez te najzwyklejsze, najbardziej banalne, tracąc przez to swoją wyjątkowość.

Nick Montfort stworzył książkę, która wpisuje się bardziej w kategorię działań intermedialnych niż w literaturę. Literackości w „Zegarze światowym” właściwie nie ma, jest za to wiele prawdy. Wygenerowanie wszystkich historii w programie pokazuje tylko, jak bardzo przeciętne jest życie każdego z nas. Naprawdę ironicznie brzmi w tym kontekście myśl pewnego brazylijskiego pisarza: Historia jednego człowieka jest historią całej ludzkości.

Nick Montfort, Zegar światowy, Korporacja Ha!art, Kraków 2014.

Korekta: Sylwia Klonowska

Nasza ocena: 5/5

Nasza ocena: 5/5