T’can vekeeren. „Miniaturzystka” Jessie Burton

Wielu pisarzy potrafi czytelników zwabić, skusić swoją twórczością, część z nich posiada także zdolność utrzymania czytelnika przy swoim dziele na dłuższy czas, ale zakpić, zaskoczyć i pozostawić w poczuciu niedosytu – to sztuka dostępna nielicznym. Miło mi ogłosić, że do tego ekskluzywnego grona dołączyła – za sprawą swojej debiutanckiej powieści „Miniaturzystka” – Jessie Burton.

20141129_192735

Jesień roku Pańskiego 1686. Petronella Oortman, osiemnastolatka z Assendelftu, wychodzi za zamożnego amsterdamskiego kupca, Johannesa Brandta. Skromny ślub poprzedzają jedynie korespondencyjne ustalenia, a po krótkiej ceremonii Brandt wyjeżdża. Dopiero po miesiącu Nella staje na progu domu swego męża z przekonaniem, że właśnie rozpoczyna się zupełnie nowy rozdział jej życia. Okaże się to prawdą, ale w sposób, jakiego nie była w stanie przewidzieć. Od pierwszych chwil – kiedy zamiast małżonka wita ją nad wyraz oschle Marin, jego siostra i dwoje służących, Cornelia oraz czarnoskóry Otto – zaskoczenie będzie tym, czego Nella doświadczać będzie najczęściej. A my razem z nią.

Kiedy mąż w końcu pojawi się w domu, niezbyt wiele uwagi poświęci swojej nowo poślubionej żonie. Ani za dnia, ani – ku wielkiemu rozczarowaniu Nelli – w nocy. Jej komnatę co wieczór nawiedzać będzie jedynie chłodny wiatr ciągnący od kanałów. Młoda dziewczyna ze wszech sił stara się zrozumieć relacje pomiędzy domownikami oraz reguły panujące nie tylko w rodzinie, ale i w Amsterdamie. Jej ciekawość sprawia, że przemierza kolejne pomieszczenia domu, zagląda do nich pod nieobecność ich mieszkańców, szuka wskazówek, śladów, które pomogłyby jej poznać ich uczucia, plany, motywacje.

Nieoczekiwany prezent od męża – kredens, będący zachwycającą miniaturową repliką domu – który znajduje swe miejsce w jej pokoju, wydaje się te dążenia niejako wspierać. Zwłaszcza gdy tajemniczy miniaturzysta (a właściwie miniaturzystka, co po czasie odkryje Nella) mający zająć się jego wyposażeniem, zacznie przysyłać coraz bardziej niepokojące prezenty. Kolejne elementy wyposażenia, misternie wykonane figurki domowników będą odkrywać ich najpilniej strzeżone sekrety, a czasem będą stanowić wręcz proroctwa zdarzeń, które spadną na dom Brandtów.

Piętrzące się tajemnice, postaci, z których żadna nie jest tym, kim wydaje się na pierwszy rzut oka, a w tle miasto poprzecinane siecią kanałów: tak łatwo utonąć, niedostatecznie przywiązując wagę do przepisów, zaleceń i surowej obyczajowości. Tam gdzie rządzi pieniądz – a XVII wiek to złote czasy Amsterdamu, okres rozkwitu nie tylko handlu, ale i sztuki – rządzi też zazdrość, zawiść i, wbrew ideałom głoszonym z ambony, brak miłosierdzia. Wszystkie błędy z pewnością zostaną dostrzeżone, bezlitośnie wytknięte i rozliczone. Mimo pozornej otwartości na świat, którą wymusza handel zagraniczny, ludzi cechuje ksenofobia oraz poczucie wyższości, wszelkiego rodzaju inność – rasowa, światopoglądowa, seksualna – nie jest tu tolerowana. To także złoty wiek purytanizmu, nietolerancji, hipokryzji, przekupstwa i korupcji.

Ze względu na główną bohaterkę, ważnym tematem, z którym mierzy się w swojej powieści Burton, jest kwestia nierówności płciowej, znaczenia i roli kobiety w ówczesnym świecie. Kluczowe pytanie odnosi się do małżeństwa. Czym jest dla kobiety – wyzwoleniem czy raczej klatką? Czy to jedyna droga do tego, by cokolwiek znaczyć w społeczeństwie, mieć na coś realny wpływ, czy wprost przeciwnie? Zestawienie postaci Nelli i Marin w ciekawy sposób pokazuje, że odpowiedzi nie są takie oczywiste. Kobiety, chociaż z konieczności pozostają wówczas na drugim planie, wydają się mądrzejsze, współczujące, pełne empatii, a przy tym bardziej zdroworozsądkowe, gotowe pokierować nie tylko własnym losem, ale wziąć odpowiedzialność za przyszłość rodziny. Tą drogę do dojrzałości i wewnętrznej niezależności przejdzie także Nella: z bystrej, ale nazbyt może naiwnej dziewczyny, stając się rozważną i pełną mądrości gospodynią.

Nie dajcie się zwieść okładce. „Miłość, pożądanie, zdrada i mroczne sekrety bogatych kupców” sugerują, że oto mamy w rękach romans dla panien z dobrego domu albo kolejną obyczajową powieść historyczną… ale nic bardziej mylnego. Książka od samego początku nie jest tym, co udaje. Tak samo dzieje się z fabułą, bohaterami, a wreszcie tytułową miniaturzystką. Jej postać wywołuje więcej pytań niż odpowiedzi; pozostaje nieuchwytna, nie wiadomo skąd zna tajemnice, które amsterdamskie rodziny skrzętnie skrywają za zamkniętymi drzwiami, ale ostatecznie nie to okaże się najważniejsze.

„Miniaturzystka” to pełna rozmachu i wyrafinowania literacka uczta. Urokliwy, choć niepozbawiony odrobiny lęku spacer po dawnym, skrzącym się świetnością Amsterdamie, w którym jednak czyha wiele niebezpieczeństw. To wreszcie mądra i wzruszająca opowieść o dojrzewaniu, oddaniu i miłości, która nie ma nic wspólnego z zakochaniem.

Jessie Burton: Miniaturzystka, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2014.

Korekta tekstu: Paulina Goncerz

Polecamy również trailer książki, w którym sama autorka opowiada o „Miniaturzystce”:

bernadeta