Szaleństwo to niezły biznes

To, co odbiega od normy, ciekawi i kusi, a czasami wzbudza wręcz niezdrową fascynację. Szaleńcy, chorzy psychicznie, psychopaci, seryjni mordercy, recydywiści – ich historie elektryzują ludzi, bo stanowią świetną ilustrację transgresji, przekraczania granic norm społecznych, moralnych nakazów i łamania sfery tabu. Nic dziwnego, że kolejne propozycje wydawnicze na ten temat sprzedają się w wysokich nakładach.

IMG_20141117_142129Z tej prostej przyczyny również najnowsza książka Jona Ronsona wydaje się skazana na sukces, wszak – jak głosi okładka – „(…) to opowieść o obłędzie. O psychopatach. Tych najbardziej niebezpiecznych, z zakładów zamkniętych, tych na szczytach władzy i biznesu, oraz tych, których niegroźne szaleństwo jest pożądane przez media”. Czy jednak uznany dziennikarz i autor „Człowieka, który gapił się na kozy” nie poszedł tym razem na łatwiznę, wybierając uproszczenia i sensację zamiast wnikliwej reporterskiej roboty?

Bywają książki niebezpieczne. I nie mam tu na myśli książek ideologicznych, wywrotowych, które w różnych miejscach i w różnych historycznych momentach trafiają na indeksy tytułów zakazanych. Wprost przeciwnie, uważam, że te akurat powinniśmy chętnie czytać, zwłaszcza jeśli się z nimi nie zgadzamy: albo pomogą nam otworzyć się na nowe perspektywy interpretacji rzeczywistości, albo ugruntują nas w naszych przekonaniach, poszerzając listę argumentów za i przeciw. Książki niebezpieczne to te traktujące o sprawach ważnych, a pisane w pośpiechu, bez należytego nakładu pracy, prześlizgujące się po powierzchni zagadnienia. Jedną z takich sfer jest niewątpliwie psychologia. Głoszenie poglądów nie mających wiele wspólnego z rzeczywistością, stosowanie daleko idących uproszczeń czy wreszcie nadinterpretacja mogą wyrządzić wiele złego. Wystarczy wspomnieć niedawny tekst na łamach „Frondy”, zachęcający do zamiany leków na modlitwę w przypadku zmagania się z depresją. Skutki takiej lekkomyślności mogą być opłakane.

Piszę o tym, bo mam wrażenie, że i Ronson nie ustrzegł się tej pułapki. A jednocześnie wydaje mi się to dziwne – często cytuje uznanych naukowców, ekspertów chociażby z dziedziny psychopatii, a jednak poddaje ich tezy zniekształceniu. Lansuje przy tym teorię o wszechobecności psychopatów zwłaszcza w przestrzeni biznesu i polityki. To oczywiście koncepcje mające swoje uzasadnienie w badaniach naukowych, ale Ronson – zapewne świadomie – pomija znaczenie różnic pomiędzy psychopatami klinicznymi (a więc takimi, o jakich wyobrażenia budujemy w oparciu o książki i filmy spod znaku grozy) oraz psychopatami subklinicznymi, funkcjonującymi w obrębie społecznych regulacji. Autor wyszukuje chwytliwe historie, dowolnie je interpretuje, raz po raz zmienia punkt widzenia, przeskakuje między różnymi zaburzeniami, szafuje diagnozami.

W dodatku celowo niejeden raz demonstruje własną ignorancję lub łatwowierność, które następnie sam po jakimś czasie demaskuje. Zupełnie nie kupuję tego chwytu, jako czytelnik wymagam – i to zwłaszcza od dziennikarza, nie literata – profesjonalizmu w miejsce improwizacji, solidnego researchu, który pozwoliłby wybrać wiodący temat. Niestety, zamiast tego dostajemy zbiór anegdotek o „szaleńcach” wszelakich, okraszony sporą dawką samouwielbienia autora i garścią naukowych terminów i autorytetów, które mają zapewnić wiarygodność. I tylko na końcu wciąż nie wiadomo, jaki był cel Ronsona. Bo ani to podręcznik, ani reportaż, ani nawet autobiografia. Przesyt, a jednak ostatecznie czegoś brakuje. Może po prostu solidnej dziennikarskiej pracy.

Jon Ronson: Czy jesteś psychopatą?, wyd. Insignis, Kraków 2014.

Korekta tekstu: Sylwia Klonowska

Nasza ocena: 2/5

Nasza ocena: 2/5

Klara Milc